<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814</id><updated>2012-01-15T23:59:42.900+01:00</updated><category term='szaleństwo'/><category term='tesknota'/><category term='black-white photos'/><category term='sztuka'/><category term='pies'/><category term='powroty'/><category term='PRL'/><category term='strach'/><category term='pieniądze'/><category term='pokemony'/><category term='telefony'/><category term='Budapeszt'/><category term='Turnau'/><category term='radio pin'/><category term='humory'/><category term='podróże'/><category term='FISZ'/><category term='Stasys'/><category term='old photos'/><category term='przeznaczenie'/><category term='rodzina'/><category term='iguana lounge'/><category term='komiks'/><category term='republika'/><category term='oczekiwanie'/><category term='komplementy'/><category term='Studencko'/><category term='humor'/><title type='text'>Paralela</title><subtitle type='html'>by Pasqui</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>234</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-9160022213013200040</id><published>2012-01-15T23:12:00.005+01:00</published><updated>2012-01-15T23:59:42.911+01:00</updated><title type='text'>Eugleny i marchewki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-Piszesz?&lt;br /&gt;- Taa, piszę, piszę...&lt;br /&gt;Ale rzecz jasna nie to, co powinnam. Nie należy jednak popadać w psychozę. Moment sam na sam ze swoimi myślami, których nie należy podpierać żadnym nazwiskiem poza swoim, jest wart kilkudniowej obsuwy. Na swoje usprawiedliwienie, pozostanę ciągle przy bolesnym temacie pracy magisterskiej.&lt;br /&gt;Piszę po kawałku. Trochę się zmuszam. Powtarzam sobie, że ode mnie zależy jej ostateczny kształt. Że muszę dać temu solidne podstawy. Że nie mogę wyprodukować jakieś szmiry, bo nie mam zbyt dobrej wymówki - ani bobasa drącego się nocami, ani dodatkowej pasji pochłaniającej większość czasu. To nie mój przypadek. Wybrałam moje studia z przekonania i pomimo jakiegokolwiek kontaktu z dziedziną wyczuwałam, że to może być coś dla mnie. Z czasem okazało się, że miałam rację. Czasem mam wrażenie, że znajomi studiujący po 3 kierunki, ruszający w podróże dookoła świata na hulajnodze, czy grający na 5 instrumentach równocześnie, wydają się być nieco zaskoczeni jednostronnością mojego wyboru. Mój wybór jednak to nie tylko ogródki i parki - to botanika, fizyka, chemia, geodezja, geografia, matematyka, historia, kulturoznawstwo, sztuka, a miejscami nawet wf (te godziny spędzone z łopatą w ręku albo kilometry pokonane w poszukiwaniu jednej roślinki...). Chcę być dobra z każdej dziedziny, bo architektura krajobrazu to jest moja pasja. Nie muszę zarabiać kokosów, bylebym mogła to robić. Legalnie wyjść na słońce. Do pracy ganiać w kaloszach. Nie mieć zrobionych paznokci. Mam nadzieję, że nadchodząca "poststudencka rzeczywistość" nie pozbawi mnie złudzeń na spełnienie tych marzeń (z tego co "liznęłam" w zeszłym roku, to wydaje mi się, że nie będzie tak źle).&lt;br /&gt;Skąd pochodzi ta fascynacja i czemu dotyka akurat mnie? Nie mam pewności, ale nabieram przekonania, że Geny Przodków ukryte w chromosomach odezwały się we właściwym momencie. Skąd taka teoria?  Dotarło to do mnie z całą stanowczością podczas poszukiwania potwierdzenia pewnej tedy w mojej pracy magisterskiej. W jednym z artykułów z Zieleni Miejskiej przeczytałam:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Na wspomnieniu o działkach, czasie spędzonym tam kiedyś, można odbudować całkiem dobrze mit dzieciństwa. Dla pokolenia około-trzydziestolatków, jest to pewnie głównie obraz nudy, dziadków kucających w ziemi, wspomnienie tropienia ślimaków, nauki jazdy na rowerku, kompostu czy wystających z ziemi samotnych hydrantów."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(A.Komorowska, ZM, 11-2011)&lt;br /&gt;Mój arkadyjski mit dzieciństwa, poza warmińskimi lasami, miał w sobie także te elementy. Pamiętam wyrywanie młodej marchewki z ziemi i chrupanie jej bez obierania z nieoberwaną natką. Pamiętam przezroczyste, czerwonawe owoce porzeczek, przez które przenikało lipcowe światło. Trawnik tak mały, że bez trudu strzygłam go nożyczkami. Gołębia grzywacza, który mieszkał na świerku. Zasłonkę z plastikowych, kolorowych pasków, na których uczyłam się pleść warkocze. Paskudne cienkonogie pajęczaki obsiadające najładniejsze truskawki... Ten świat miał bardzo dobrą skalę dla kilkulatki. Wszystko miniaturowe, można dotykać, spróbować, obejrzeć. Mimo, że wydawało mi się, że mój wybór był uwarunkowany wyłącznie pragnieniem wygody - napiszę pracę magisterską o tym, co mam najbliżej. Hm, popatrzmy, to zmodernizowali, to za małe, o a to? Działki pod blokiem? Okej. Brzmi łatwo.&lt;br /&gt;Nie jest tak łatwo jakby się wydawało, ale jest dużo ciekawiej niż na początku myślałam, że będzie. Moja praca jest podświadomym poszukiwaniem tego miejsca, tego klimatu. Jest w końcu hołdem dla Babci, która myła dla mnie te marchewki, straszyła pająki i dawała grabić liście na swojej radomskiej działce. Nie wiedziałam, że siedzi to we mnie tak głęboko i jest tak ważne, że aż muszę napisać o tym rozprawę naukową...&lt;br /&gt;Co prowadzi mnie do kolejnej konkluzji. Spójrzmy, o czym napisałam poprzednią pracę? O, a to Ci heca - o warmińskim Mieście-W-Którym-Nie-Da-Się-Zgubić (bo wszystkie drogi prowadzą do rynku, a przy rynku, szczęśliwie ciągle mieszka, hahaha, druga Babcia). I w tym przypadku myślałam, że idę na łatwiznę. Okazuje się, że jednak szłam ścieżką genową.&lt;br /&gt;Do jednej i do drugiej rozprawy powinnam dołączyć dedykację specjalną: "Dla Babci, za bajki o euglenach i spacery po Morągu" i "Dla Babci, za marchewki na grządce i gruszki na wierzbie".&lt;br /&gt;Tak zrobię. Serio serio.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-9160022213013200040?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/9160022213013200040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=9160022213013200040' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/9160022213013200040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/9160022213013200040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2012/01/eugleny-i-marchewki.html' title='Eugleny i marchewki'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-344715753583754252</id><published>2012-01-08T23:01:00.002+01:00</published><updated>2012-01-08T23:47:38.224+01:00</updated><title type='text'>Pina</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Noc. Otulam się kołdrą. Cisza.&lt;br /&gt;Cisza. Po raz pierwszy od kilku nocy cisza. Jest intensywna jak włoskie espresso, a ciemność jeszcze ją wzmacnia. Słyszę jak przygniecione moją głową wnętrze poduszki powolutku się rozprostowuje. Rozprężające się na boki syntetyczne włókna brzmią jak bardzo odległy, górski strumień. Wiem, że tam jest. Bardziej wiem, niż słyszę.&lt;br /&gt;Gdzieś za oknem przejeżdża samochód. Potem znów cisza. W środku miasta. Milczenie.&lt;br /&gt;Słyszę dyskretnie przemykającą przez gardło ślinę. Opadające włosy. Tętent serca.&lt;br /&gt;Cisza.&lt;br /&gt;Cisza to moje nowe uzależnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;Poszukiwanie zaczynam następnego dnia. Przypadkowo znajduję się w Konstancinie pół godziny wcześniej niż powinnam. Idę z termosem w ręku przez skrzyżowanie, na którym kilka tygodni wstecz pewien obywatel w Leksusie raczył zepchnąć na przeciwległy pas Punto ze mną i koleżanką na pokładzie. Pamiętam ciszę złowrogą, kiedy otrzymawszy drugie uderzenie (tym razem od frontu), samochód zatrzymał się, a jego wnętrze wypełnił szary dym. Było tej ciszy może pół sekundy, ale tuż po niej wszystkie moje organy wrzasnęły "Żyję!" i ruszyły do akcji.&lt;br /&gt;Popijam herbatę, skręcam w boczną uliczkę, żeby odkryć coś nowego w tej okolicy. Domy są różne. Jedne mają wielkie okna, inne przytłaczające dachy, jeszcze inne walące się drewniane ściany z wymyślnymi, dziewiętnastowiecznymi dekoracjami. Stoję na rogu i nie słyszę nic. Nawet samochody omijają ten zaułek. Po chwili wiatr zaczyna lekko kołysać koronami starych sosen. I tylko to, aż do celu, gdzie wita mnie apokaliptyczny hałas przerwy w szkole podstawowej.&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;Kolejny rodzaj ciszy do kolekcji przychodzi do mnie dziś. Siedzę w ciemnej sali studyjnego kina (tu filmom nie towarzyszy ciągłe pikanie klawiszy komórek, chrupanie popcornu czy siorbanie pepsi). To, co oglądam na ekranie wciąga mnie do tego stopnia, że wylewa się ze mnie cała reszta treści. Jest we mnie tylko wir znaczeń przekazywanych bez zbędnych pośredników - z ciała do ciała. Bez słów, bez hałasu, bo muzyka tu też składa się głównie z ciszy.&lt;br /&gt;Widz kina akcji spyta "Ale o co w tym chodzi? Co oni tam robią? Do czego to prowadzi?". Ja odpowiem, tu nie chodzi o wątek, perypetię, punkt kulminacyjny czy finał z happy-endem. To jak we śnie - uczucia, stany, relacje pokazane w najgłębszych, instynktownych symbolach ludzkiego ciała. Tu nie ma ciągu przyczynowo - skutkowego. Są za to oczy - usta, dłonie - stopy. Najpiękniejszy język jaki kiedykolwiek wynaleziono - powinien go zrozumieć każdy, kto ma ciało. Tak rozmawialiśmy przed wieżą Babel, i z jej powodu teraz nie rozumiemy, co wyrażają oczy tej kobiety, wyciągnięte ku niebu ramię tego mężczyzny. Co znaczy kolor, faktura. Co znaczy woda, słońce, powietrze, kamień, gwiazdy. Widz kina akcji powie :"Jak zwierzęta, bez słów? Bez języka, który wyjaśni najbardziej zawiłą intrygę? Jak się bez tego obejść?". Odpowiem: największy sekret można wyjawić spojrzeniem, najgłębsze uczucie można pokazać jednym dotknięciem dłoni. Trzeba tylko nauczyć się słuchać inaczej. Nie słuchać, tylko raczej chłonąć najgłębszy sens, odebrać falę emocji. Kiedy przestawi się na ten tryb, nie potrzebni są specjaliści od mowy ciała, wykrywacze kłamstw, badacze zachowań. Wystarczą otwarte oczy i otwarty umysł. Wierzę, że każdy człowiek ma w DNA zapisaną umiejętność zrozumienia tego uniwersalnego języka - trzeba tylko spróbować dostać się do tych zapomnianych przez wieki mądrości.&lt;br /&gt;Za to dziękuję Pinie Bausch.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-344715753583754252?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/344715753583754252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=344715753583754252' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/344715753583754252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/344715753583754252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2012/01/pina.html' title='Pina'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1491250923916481518</id><published>2011-12-06T21:58:00.005+01:00</published><updated>2011-12-06T23:33:31.098+01:00</updated><title type='text'>Audio - wizualnie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warszawska panorama zbudowana z okiennych pikseli i nowa płyta Little Dragon w słuchawkach dają mi poczucie, że już już zaraz znajdę to, czego szukam. Mam w ręku koniec nici. Muszę podążać za nią, a za chwilę zobaczę wyjście z labiryntu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zestaw "krajobraz plus muzyka" jest jakiś niebywale naturalny dla mnie. Inaczej czyta się książkę przy klasyce, inaczej przy rocku. Tak samo z widokami za oknem. Muszą mieć oprawę. Dźwięki muszą pasować. Rytm perkusji musi spleść się z rytmem migających za oknem drzew. Melodia łączy się z linią horyzontu. Wokal z kolorami pól i kostkami domów. Krajobrazy wchłaniają muzykę, a ja ten smakowity kąsek zajadam łapczywie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z podróży po Polsce i samej Warszawie mogłabym złożyć kilka intrygujących składanek, na których utwory nazywałyby się "Siódemka, czyli trasa Warszawa - Ostróda", "Ruś-Białka", "Warszawa - Radom", "Wilanowska - Piaseczno", "Most Siekierkowski"...&lt;br /&gt;Miałabym na tej płycie swoje ulubione trasy/melodie puszczane w kółko. Na przykład (z ostatnich fascynacji) Fleet Foxes piosenka "Bedouin Dress". Rytmiczna, folkowo pobrzmiewająca, wzruszająca, a jednocześnie radosna (saudade!). Mogę słuchać jej bez końca. Jeszcze raz i jeszcze raz. Bo ta piosenka ma w sobie podróż. Wyśpiewuje moją drogę. Krok za krokiem. Kiedy słucham jej idąc przez ciemne, późnojesienne miasto, przenoszę się w inne miejsce i czas. Idę kurzącą się, z powodu sierpniowych upałów, drogą biegnącą przez suchą łąkę na wzgórzu. Idę swoim siedmiomilowym krokiem, bujając się swobodnie na boki. Spod moich sandałów podnoszą się obłoczki kurzu i osiadają na białej sukience. Powietrze pachnie rozgrzanymi kocankami, macierzanką i sosnami, które szumią w oddali. Skrawek jeziora widoczny ze szczytu wzgórza, wiernie odbija intensywnie niebieskie niebo i ostre słońce. Wszystko jest złociste, pachnące, moje. Bezpieczne, ale nie nudne. Śledzę uciekające na zachód, wysoko tapirowane, białe chmury (jak włosy jednej starszej pani ze wsi, którą widuję na coniedzielnych mszach w remizie). Przyglądam się dużym, wojowniczo nastawionym mrówkom, które z uporem maniaka budują sobie mrowisko na środku drogi. Muszą chyba wiedzieć, że zaraz ktoś im to dzieło życia popsuje swoją beztroską przejażdżką rowerem, albo terenówką? Może to ich strategia? Ktoś w końcu zauważy ich upór i ustąpi miejsca w hołdzie ich ciężkiej pracy? Ja bym ustąpiła. Do mrówek mam szacunek od czasu dramatycznego spotkania w lesie, kiedy pomyliłam ich konstrukcję z kamieniem i nieopatrznie nań usiadłam. Prędkość z jaką oblazły całkowicie moje czteroletnie ciało była imponująca i przerażająca za razem. Od tej pory podchodzę do nich z pełnym uznania szacunkiem...Złożoność tej wizji - od szerokiej perspektywy z dalekimi widokami sięgającymi drugiej strony jeziora, aż po ostrzegawczo poruszające się mrówcze czułki - potwierdza absolutną łączność TEJ muzyki z TYM krajobrazem. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Match made in heaven.&lt;/span&gt; Znam każdy dźwięk - znam każdy kąt. Umiem zaśpiewać każdą linijkę (to BARDZO dużo znaczy - mam na śpiewanie straszliwy opór, jednak w tym przypadku...) - umiem narysować każde drzewo, każdy pagórek.&lt;br /&gt;To jest mój schron na zimę. Wycofuję tam tę głębszą warstwę świadomości, która sprawia, że bulgocze we mnie jakaś historia. Chowam inspiracje, talenty, siły, uczucia, które sprawiają, że latam. Czemu? Bo jestem czasem jak roślina (odkrycie dokonane z dawien dawna, ostatnio potwierdza się coraz bardziej). Kiedy robi się zimno, ciemno, ponuro, zrzucam liście (na pożegnanie robią się kolorowe - zgodnie z teorią jednej z moich uczennic), wycofuję soki, zamieram. Czekam na lepsze czasy. Pozornie jestem tu i teraz. Piszę. Pracuję. Rysuję proste kreski w CADzie. Chodzę na imprezy. Głaszczę psa. Ale nie ma tu Mnie. Schowałam się w korzeniach. Tam, skąd pochodzę. Tam, gdzie zdarzały się rzeczy bardzo ważne, bardzo silnie oddziałujące na moje decyzje. Tu, leżąc na pomoście patrzyłam w szare, ciężkie niebo i czekałam na deszcz. Rok później, siedziałam i czekałam, aż pojawi się słońce. Chodziłam na wiejskiej dyskoteki i pisałam wiersze. Byłam Robin Hoodem i księżniczką.&lt;br /&gt;Wspomnienia i cały kombinat uczuć zaprawiony gitarami i skrzypcami z głośników, pozwolił mi też nagle, nieoczekiwanie (dosłownie przed chwilą!) odkryć, że z tła nawet najciemniejszej, warszawskiej nocy, wygląda na mnie ten sam księżyc. On równocześnie wisi nad moją łąką. Zostawia na wodzie jasną smugę. Przełamuje leśny cień najgłębszym granatem.&lt;br /&gt;Ta myśl, uchwycona przy balkonowym oknie przez jedną milionosekundową, sprawiła, że poczułam się kosmicznie szczęśliwa. Kosmicznie, to znaczy w pełni. W jedności ze wszystkim. Z każdym, odległym o lata świetlne, pyłkiem zawieszonym w przestrzeni. Z każdą groźną mrówką. Z każdym wychodzącym na papierosa sąsiadem, który już pewnie zadzwonił po panów z białymi kaftanami, gdyż ta tańczącą przy oknie dziewczyna z rozmazanym makijażem na pewno nie jest normalna.&lt;br /&gt;Jak widać, zakwitać można także u progu zimy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1491250923916481518?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1491250923916481518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1491250923916481518' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1491250923916481518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1491250923916481518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/12/audio-wizualnie.html' title='Audio - wizualnie'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7674436999613176635</id><published>2011-12-02T22:19:00.004+01:00</published><updated>2011-12-02T22:59:15.193+01:00</updated><title type='text'>Nie Pomorze</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Paradoks. Straszliwe tęsknię do tego mitycznego Czasu Wolnego, ale kiedy już radośnie porzucę moje wszystkie pilne i przyszłościowe sprawy i przestaję być Żelazną Damą, pojawia się...pustka.&lt;br /&gt;Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to owinięcie się w legendarny blue raincoat (czyt. niebieski szlafroczek) i oglądanie seriali, czytanie starych komiksów życia-na-kreskę, kończenie nieuczelnianych duperelek, którymi w gruncie rzeczy się utrzymuję.&lt;br /&gt;Wolne popołudniowe i wieczorne godziny upływają mi pod hasłem rozterek pod hasłem "Panno, do roboty! - Ależ nie, ja muszę odpoczywać!". W efekcie wciąż romansuje z moją Lenóvką (której za nic w świecie nie zamieniłaby na Maca, mimo że wszyscy to robią). Czas prześlizguje się po mnie. Nie czuję jak ucieka. Nagle jest północ. Uff - można z czystym sumieniem iść spać.&lt;br /&gt;Gnuśnieję, dziadzieję.&lt;br /&gt;Tule psinę.&lt;br /&gt;Szukam jakiejś niebranżowej książki do poczytania.&lt;br /&gt;Zasypiam nad starym atlasem ptaków wpatrując się w rysunek sowy pójdźki lub którejś z ulubionych sikorek.&lt;br /&gt;Utknęłam w tym tu i teraz. Jestem tak zmęczona jesienią, ciemnością za oknem i sinusoidą ciśnień, że nie mam siły wymyślać sobie efektywnego sposobu na wypoczynek.&lt;br /&gt;A przecież powinnam być Dziką Kobietą, która zagłębia się w siebie i odnajduje drogę do Domu. Moje myśli jednak, już po chwili zadumy, wyślizgują się i wracają do nurtu rzeczy bieżących. Do zadań na planowanie przestrzenne. Do tego co jutro na obiad. Do telefonów, które boję się wykonać.&lt;br /&gt;K. pochylony nad swoim laptopem, łomocze zapamiętale jakieś prawnicze czary-mary. Czasem podajemy sobie rękę lub wyrzucamy z siebie losowo wybrane miłe słowa, takie jak "Buziak", "Kocham", "Słodko", "Kotek", "Tulmnie", "Brontozaur".&lt;br /&gt;Dalej jednak oboje jesteśmy w swoich okienkach. Machamy do siebie na facebooku, jak na ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak mam się oderwać? Jak z tego uciec? Jak wrócić do euforycznych głębi sprzed paru miesięcy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba ta whisky z colą mi nie pomoże.&lt;br /&gt;Nie Pomorze mam w środku, a Mazowsze. Smutne równiny z polami ziemniaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7674436999613176635?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7674436999613176635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7674436999613176635' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7674436999613176635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7674436999613176635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/12/nie-pomorze.html' title='Nie Pomorze'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8707962675312843028</id><published>2011-10-26T22:20:00.001+02:00</published><updated>2011-10-26T22:22:11.138+02:00</updated><title type='text'>?</title><content type='html'>Bulgocze we mnie jarzynówka znaczeń.&lt;br /&gt;Ciekawe, kiedy wykipi?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8707962675312843028?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8707962675312843028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8707962675312843028' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8707962675312843028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8707962675312843028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/10/blog-post.html' title='?'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3109394339399295300</id><published>2011-10-15T19:14:00.004+02:00</published><updated>2011-10-15T20:26:14.734+02:00</updated><title type='text'>Paralela</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nawiedzają mnie sny dynamiczne i apokaliptyczne. W każdym z nich pojawia się element ucieczki i tajemniczego prześladowcy, a jednocześnie trudnego wyboru miedzy dwoma sprzecznościami. Strasznie chcę pamiętać te pogmatwane scenariusze. W chwili gdy słyszę budzik, otwieram oczy i zaraz staram się zebrać podstawowe elementy snu i zapisać go w komórkowym notatniku.  Jednak za moment drętwieje mi ręka, słowa rozmazują się przed oczami, w głowie mam wir zdarzeń, postaci... Pół godziny potem zaglądam do notatnika i znajduję enigmatyczne hasła jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"1.jestem kaplanka wrog tez jest2.uciekam 3.budynek sie wali 4.matka jest blondynka"&lt;/span&gt;. Jak z tego otworzyć strasznie ważną wiadomość Marty S. do Marty S.? Jak zrozumieć ten dziwaczny alfabet morsa skoro pamiętam tylko pojedyncze obrazy, dźwięki i nic do niczego nie pasuje?&lt;br /&gt;Dziś wyłowiłam, motyw uroczego walca tańczonego przez lokatorów wielopiętrowego bloku na placu przed budynkiem. Imprezę popsuła grupa objazdowych muzykantów, która przestała grać i kazała mi wybierać "Ruda czy blondynka?". Pamiętając, że "matka jest blondynką" zastanawiałam się długo nie wiedząc, jak powinnam postąpić. Myślałam tak długo, że zaczęłam wpadać w typową dla siebie panikę. W końcu jednak krzyknęłam "Czarna! Czarna!", a różowy wieżowiec zaczął falować i odkształcać się bliski zawaleniu. Wybrałam siebie? Czarna - czarna musiała być mną.&lt;br /&gt;Poza scenariuszowymi zawiłościami we śnie, kryją całkiem realne pytania. Kolejne kamyczki do koszyczka wkładam radośnie nie myśląc nawet, że usypuję sobie lawinę, która spadnie mi na łeb w najmniej oczekiwanym momencie. Zbieram, bo muszę - jak zawsze. Jak zawsze również, zmuszam się, by coś olać. By dać coś komuś innemu do zrobienia. By buntowniczo zatrzymać się na środku ruchliwej ulicy. Udać się na wewnętrzną emigrację.&lt;br /&gt;Zamykam oczy, podgłaśniam Fleet Foxes (od paru dobrych miesięcy nie mogę się od nich uwolnić - zdecydowanie wchodzą do soundtracku z mojego życia) i w myślach idę sobie przez ulubioną łąkę w ulubionym miejscu na ziemi (no może jednym z dwóch - drugie to rzecz jasna Warszawa, moja betonowa oblubienica, niewdzięczna paskuda). Zaczęło się tam tyle rzeczy. Tyle mitów się wykluło na tej łące. W tym lesie tuż obok. W tym ceglanym domu, do którego już nie mogę wejść od tak. Szukaj w sali ping pongowej. Tak, tak głupi świecie. Biegnij, biegnij. Goń przez zimne, obojętne miasto, za kolejnym projektem, konferencją, kontraktem, kontratakiem. A mnie szukaj w sali ping-pongowej. Tam jestem. Stoję na środku Marszałkowskiej. Na kampusie. Na Abrahama. Na Moście Łazienkowskim. Mam zamknięte oczy i jestem w domu. Jestem u siebie na te kilka chwil. Idę łąką. Jest słoneczny, upalny sierpień. Pachnie kocankami i macierzanką. Pachnie suchą ziemią. Jasne, puchate kostrzewy bujają się na wietrze. W oddali jezioro odbija pędzące po niebie chmury. Wszystko kręci się wokół pagórka, na którym stoję. Axis Mundi w brawurowym wykonaniu Marty S. Wiatr filmowo rozwiewa mi włosy. Jestem sobą - Robin Hoodem w swoim Sherwood. Małym Księciem na swojej Planecie. Demeter pośród letnich pól. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sunlight over me no matter what I do.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;To minie. Ze słodkiej zadumy wyrwie mnie pan z teczką, który mnie potrąci. Mój koszyczek ciążący na ramieniu i wrzask wiecznie spieszącego się Ego, które pogania mnie batem jak niewolnika na galerach. Wyrwie mnie z niej pies robiący siku w salonie. Nieumyte naczynia. Telefon od Przyjaciółki. Całus w czoło od Ukochanego. I tak trwam między dwoma światami. Między blondynką a rudą. Szukam tej upragnionej Czarnej, która pozwoli mi zawrzeć pokój między paralelnymi rzeczywistościami.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3109394339399295300?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3109394339399295300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3109394339399295300' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3109394339399295300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3109394339399295300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/10/paralela.html' title='Paralela'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3715799353989070608</id><published>2011-08-29T19:55:00.002+02:00</published><updated>2011-08-29T20:26:20.613+02:00</updated><title type='text'>Miejsce.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiele rzeczy prowadziło mnie do tego miejsca.&lt;br /&gt;Po pierwsze, zdziwienie - co robi fantastyczny, zielony dziki gąszcz w środku miasta? Dookoła PRLowskie bloki, równo strzyżone trawniki i tuje przed nowymi osiedlami strzeżonymi, groźnie piętrzący się nad tym wszystkim betonowy kościół. Nikt nie spodziewa się w takim miejscu skrawka puszczy. I to nie Białowieskiej - Amazońskiej! Trawy strzelające ostrymi źdźbłami na dwa metry w górę. Czarny bez ciężko zwieszający się ku ziemi kiściami owoców. Dziwacznie powykręcane gałęzie starych czereśni. Wszędobylskie liany z pędów chmielu i powojów. Wyspę tę z jednej strony okala gładki asfalt nowej jezdni, a z drugiej leniwie płynąca woda niewielkiego kanału. W jej ciemnej toni znajdzie się wszystko - zmutowane ryby, rozmarzone wstęgi wodorostów, puszki po piwie, stare opony, roje komarów. Taka Amazonka w miniaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, wspomnienie o marzeniu. Albo marzenie niemal już utracone w świadomości, ale odzyskiwane przez potęgę intuicji, prowadzącą mnie ku temu miejscu w mojej głowie. Tajemniczy ogród. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hortus conclusus. &lt;/span&gt;Przestrzeń zamknięta, oderwana od świata i rzeczywistości, która pozwala wrócić do natury w jej pierwotnej formie. Jako dziecko biegające po lesie ze swobodą młodego wilczka, z uporem całujące żaby (może zmieni się w księcia?), znające Kopciuszka z eugleną i amebami w roli głównej, miałam gdzieś w głębi duszy pęd do wszystkiego co zielone i żywe. A po obejrzeniu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tajemniczego ogrodu &lt;/span&gt;w ciemnym kinie Moskwa, gdzieś musiało mi się zakodować, że powrót do swobodnego ganiania po chaszczach jest możliwy. Wystarczy tylko trochę chcieć.&lt;br /&gt;Ten motyw zniknął mi gdzieś sprzed oczu na pewien czas. Jednak skądś w pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł na architekturę krajobrazu. Niby miałam jakieś mniejsze lub większe pojęcie czym można się po tym zajmować, ale kiedy wyobrażałam sobie siebie projektującą ogrody widziałam...pustą kartkę. Zero pomysłów. Nic. Teraz wiem, że być może to było potrzebne, żeby poczuć to, co czułam dziś przedzierając się przez gąszcz ostów, łopianu i trawy w moim Miejscu. Poczucie odnalezienia czegoś bardzo ważnego. Dołożenia puzzla do prywatnej układanki. Sensu. Inspiracji, w której zmieszczą się pomysły, idee, które są dla mnie ważne, które krążyły wokół mojej głowy jak motyle. Teraz obsiadły mnie całą i z pomocą ich delikatnych skrzydeł będę mogła unieść się wyżej i zobaczyć więcej. Poczuć pełnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie - zrządzenie  losu? Przypadek? Przeznaczenie? Widzę w tym jakieś działanie mechanizmu "dziejowego". Czy wierzy się w Boga, czy w niebyt, czy w nic, to czasem czuje się, że z jakiegoś powodu Tak Miało Być. Miałam iść na te studia. Miałam pracować tam, gdzie pracuję. Miałam zamieszkać w tej dzielnicy. Miałam co dzień przechodzić obok i chłonąć jakąś przedziwną energię z tego skrawka ziemi, który kiedyś był (i częściowo wciąż jest) zwyczajnym ogródkiem działkowym. Ale ja wiem, że poza brudnymi gołębiami w walącym się gołębniku, paroma nieogolonymi pijaczkami  i masą chaszczy, tam jest coś więcej. I muszę to odkryć. Muszę dotknąć tej tajemnicy opakowanej w zieleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3715799353989070608?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3715799353989070608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3715799353989070608' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3715799353989070608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3715799353989070608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/08/miejsce.html' title='Miejsce.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3524136483244616140</id><published>2011-08-23T22:00:00.010+02:00</published><updated>2011-08-23T23:28:59.256+02:00</updated><title type='text'>Koleżanki, Nauczycielki i Staruszki a sprawa szczęsna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Śmiejcie się, śmiejcie skryte w mojej głowie Koleżanki z Podstawówki. Patrzcie na mnie karcącym wzrokiem Panie Nauczycielki. Oburzajcie się Przypadkowe Staruszki. Albowiem odkryłam, że już zupełnie nie potrzebne mi są wasze Mody Na Nadchodzący Sezon, wasze Regulaminy i Życzliwe Uwagi.&lt;br /&gt;Nie muszę odwracać się od was, by pokazać, że nie należę do waszego świata, gdyż należę do szalenie Nie-Waszej Galaktyki, gdzie wszystko jest Przeciwne i Odwrotnie Proporcjonalne.&lt;br /&gt;Tyle czasu jako ten Bohater w Masce skrywałam się między wami, wiedząc jedynie, że z pewnością jestem Inna.&lt;br /&gt;Bo wy wszystkie takie piękne. Gładkie policzki pociągnięte pudrem. Błyszczyk jak rosa skraplająca się na pąkach róży. Biusty widoczne nawet pod luźną bluzką na wf. Kolejka starszych chłopaków pod bramą szkoły. Odprowadzą was do domu za rękę, podczas kiedy ja przeskoczę płot i popędzę na przystanek do domu, książek i black metalu. Spojrzę w lustro zza szkieł okularów. Rozczeszę włosy. Pokatuję się chwilę widokiem kości obciągniętych bladą skórą w czerwone kropki i wejdę do wanny, gdzie porozmyślam o miłości platonicznej, Bogu, paradoksach współczesnej filozofii. Jestem taka odmienna. Taka lepsza. Moją wartość można wszak zmierzyć współczynnikiem IQ. Jestem starożytnym traktatem o epistemologii  porzuconym w sklepie z lalkami Barbie. I chociaż nie wiem nawet, czym jest epistemologia, pragnę żeby tylko znalazł się ktoś, kto odniesie mnie z powrotem do biblioteki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle! Cud! Dobra Wróżka Rekrutacja za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spełnia moje marzenia. Trafiam do biblioteki! Narodowej! Aleksandryskiej! Najpierw z zaskoczeniem, potem z nieukrywaną radością zadomawiam się na swojej niewielkiej półeczce. Nawiązuję przyjazne relacje z sąsiadami: &lt;i&gt;Objaśnianiem marzeń sennych&lt;/i&gt; Freuda, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Udręką i Ekstazą &lt;/span&gt;Stone'a, &lt;i&gt;Księgą obrazów &lt;/i&gt;R.M.Rilke, a także wieloma innymi tytułami z działów Podróże i Turystyka, Muzyka Współczesna, Teatr Polski czy Poezja Czeska. Nareszcie jestem na swoim miejscu - mam nawet własną, stosowną etykietkę, sygnaturę, kod kreskowy. Można mnie wypożyczyć na rok lub dwa tygodnie.&lt;br /&gt;- Nie każdy widać lubi epistemologię! - wzdycham opierając się o freudowski klasyk.&lt;br /&gt;- Na to wygląda...- odpowiada - Może chcesz popracować nad okładką? Jakaś ładna obwoluta...&lt;br /&gt;- Bzdura! - wykrzykuję oburzona - Przecież liczy się wyłącznie moja treść!&lt;br /&gt;- Ale czy nie milej stać na półce w czerwonym aksamicie? - pyta prezentując miękki grzbiet z tłoczonymi, złotymi literami.&lt;br /&gt;- Och, ależ ktoś pomyśli, że jestem byle jakim harlekinem! Jestem o epi...epistemo..epistemologi! Nie noszę kolorowych okładek - irytuję się.&lt;br /&gt;- Tylko spróbuj - namawia łagodnie Freud - Najwyżej ją zdejmiesz i wrócisz do swojej tektury.&lt;br /&gt;- Ale tylko na próbę! - zastrzegam.&lt;br /&gt;Po tygodniu wracam oprawiona w miękki, zielony zamsz. Dodali mi nawet zakładkę z czerwonej wstążki. Zadziwiająco dobrze mi w nowej postaci - otwierają mnie teraz ostrożnie, na półkę odkładają delikatnie, wąchają egzotyczny zapach nowej oprawy zmieszany ze starym papierem.&lt;br /&gt;- Przyznaję, że to bardzo miłe uczucie - szepczę sąsiadkom, które uśmiechają się i podziwiają moje zdobienia - Ciekawe, czy wypożyczy mnie jakiś filozof...&lt;br /&gt;- A nie zastanawiałaś się nigdy - zaczyna delikatnie Rilke - o czym właściwie jesteś?&lt;br /&gt;- O epistemo...&lt;br /&gt;- Ogólnie tak, taki masz kod - wiadomo. Ale jakie są w tobie mądrości? Czego można się dowiedzieć?&lt;br /&gt;Pytania sąsiadki są boleśnie trafne. Milczę. Przecież nie da się samej siebie odczytać...&lt;br /&gt;Za oknem zaczyna padać zimny, jesienny deszcz. Podmuchy wiatru wywracają przechodniom parasole na drugą stronę. Jeden zupełnie zmoknięty skręca nagle w kierunku drzwi biblioteki. Dobra metoda na przetrwanie takiej pogody. Cisza, ciepło, książki.&lt;br /&gt;Po chwili przechodzień spaceruje między regałami jak przesuwając ręką po grzbietach książek.&lt;br /&gt;Zatrzymuje się.&lt;br /&gt;- O, to może być ciekawe- stwierdza i...zabiera mnie z półki - Wezmę tą! - woła do bibliotekarki niespiesznie siorbiącej herbatę.&lt;br /&gt;Wychodzi na zewnątrz. Deszcz moczy moją piękną okładkę. Wiatr rozwiewa pożółkłe kartki. Drżę i obawiam się, że skończę w kałuży upuszczona przez nieuważną dłoń. O nie, to żaden filozof.&lt;br /&gt;Gdy w końcu znajdujemy się w domu, nie mam ani chwili wytchnienia. Miast wyczyścić mnie, odstawić ostrożnie na specjalną półkę, Przechodzień otwiera mnie od razu i zaczyna czytać.&lt;br /&gt;Czytać na głos.&lt;br /&gt;Zamieram w przerażeniu i zachwycie za razem. Po raz pierwszy słyszę słowa, które mieszkają we mnie. Wszystkie mądrości, wiedzę, historie, refleksje, które niepoznane tkwiły we mnie od początku, nareszcie się ujawniły. Zaczynam rozumieć, że epistemologia, to nauka o...poznaniu.&lt;br /&gt;Nie chcę wracać na półkę. Chcę słyszeć te nawet najbardziej skomplikowane wyrazy i uczyć się ich na pamięć. Wraz z Przechodniem iść przez zatłoczone miasta, tajemniczne lasy, słoneczne wzgórza. Czuć wiatr znad jezior wśród starych stron. I powtarzać te zdania, które są we mnie zapisane.&lt;br /&gt;To nowa ja.&lt;br /&gt;Dlatego nie potrzebuję już stawać do walki, na przeciw całemu światu, tylko po to by pokazać swoja odrębność. Jestem inna i zaczynam rozumieć jaka, i&lt;span style="font-style: italic;"&gt; o czym&lt;/span&gt;, właściwie jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę wam dobrego życia Koleżanki z Podstawówki, Panie Nauczycielki i Przypadkowe Staruszki.&lt;br /&gt;Dziękuję moim sąsiadkom z biblioteki i wszystkim jej działom, za pokazanie mi świata w miniaturce. Dziękuję Przechodniowi, że przeczytał mnie na głos, a Opatrzności za ten parasol wywrócony na lewą stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3524136483244616140?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3524136483244616140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3524136483244616140' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3524136483244616140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3524136483244616140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/08/kolezanki-nauczycielki-staruszki-sprawa.html' title='Koleżanki, Nauczycielki i Staruszki a sprawa szczęsna'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1569910785111272457</id><published>2011-05-27T22:00:00.004+02:00</published><updated>2011-05-27T22:53:28.498+02:00</updated><title type='text'>Czarne,czarne.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ktoś powiedział mi do ucha :&lt;br /&gt;Tam, na rogu ulicy, w tym starym domu jest mała kawiarenka.&lt;br /&gt;Znajdziesz tam czarny, czarny korytarz. Za nim czarne, czarne drzwi. Za nimi czarne, czarne schody w dół. Tam, w czarnej, czarnej jaskini czają się czarne, czarne stwory.&lt;br /&gt;Więc idę na ród ulicy. Wchodzę do kawiarni. Przechodzę korytarzem. Otwieram drzwi i schodzę po schodach.&lt;br /&gt;Każdy zimny, kamienny stopień, wyślizgany stopami ludzi przestraszonych i szczęśliwych kochanków, uciekinierów i złodziei pragnących ukryć łup, jest jak łyk wina. Jest jak słowo piosenki, którą znam na pamięć nie wiadomo skąd. Odkrywam coś, co już we mnie mieszka. Zamknęłam to i zgasiłam światło sądząc, że jak podle schwytany do pudełka żuk zdechnie po paru godzinach i nie będę musiała się o to martwić. Ale ten żuk, nawet przypięty szpilą i oprawiony w szkło, rozwija skrzydła i odlatuje.&lt;br /&gt;Ironia i strach przed pretensjonalnością podkładają mi nogi, zachowując przy tym kamienną twarz angielskiej gwardii w futrzanych czapach.&lt;br /&gt;Śmiejcie się. Śmiejcie się, bo&lt;span style="font-style: italic;"&gt; wariatka ciągle tańczy&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Ale nie mogę przestać, bo czekają na mnie odkrycia niewyobrażalne dla mnie samej jak podróże w kosmos dla XIVwiecznych myślicieli.&lt;br /&gt;A jednak. Stawiam wielki krok dla mojej "ludzkości".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I've got a golden ear&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I cut and I spear&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; And what else is there&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1569910785111272457?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1569910785111272457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1569910785111272457' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1569910785111272457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1569910785111272457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/05/czarneczarne.html' title='Czarne,czarne.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3306099586431390609</id><published>2011-04-18T22:07:00.002+02:00</published><updated>2011-04-18T22:10:15.545+02:00</updated><title type='text'>Śnienie</title><content type='html'>Moje sny ciągle chcą mi coś powiedzieć.&lt;br /&gt;Kłębią się we mnie przypadkowe urywki - filmy, ludzie, sytuacje, miejsca, uczucia.&lt;br /&gt;Strach wróżyć z tych dziwacznych fusów, a nóż okaże się, że kosmos sprzysiągł się przeciw mnie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3306099586431390609?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3306099586431390609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3306099586431390609' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3306099586431390609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3306099586431390609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/04/snienie.html' title='Śnienie'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2408887887765520512</id><published>2011-02-27T13:16:00.002+01:00</published><updated>2011-02-27T13:30:03.273+01:00</updated><title type='text'>Patrzcie państwo!</title><content type='html'>Tydzień morderczy wyciągnął ze mnie wszelkie siły witalne, ale warto było - pomimo znacznej nieszczelności nosa i kaktusa w gardle, wciąż czuję się upojona ogromem sukcesu.&lt;br /&gt;Nie chcę wyjść na próżniaka i narcyza - po prostu ciężko mi uwierzyć w to, że robię dokładnie to, czego zawsze chciałam.&lt;br /&gt;Jestem, cholera-jasna-kurcze-pieczone-w-pysk, inżynierem. Na piątkę z uściśnięciem ręki dziekan.&lt;br /&gt;Jestem, niech-mnie-dunder-świśnie, stażystką w wymarzonej firmie. I wygłaszam wykład dla setki branżystów. Z uściśnięciem ręki prezesa.&lt;br /&gt;Jestem szczęśliwą, a-to-ci-heca, panią domu. I mogę zawsze otrzymać krzepiący uścisk dłoni Konkubenta (jak również wiele innych przyjaznych gestów:)&lt;br /&gt;Nie możliwe.&lt;br /&gt;Nie możliwe?&lt;br /&gt;Chyba jednak cuda się zdarzają.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2408887887765520512?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2408887887765520512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2408887887765520512' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2408887887765520512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2408887887765520512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/02/patrzcie-panstwo.html' title='Patrzcie państwo!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2825116824365421975</id><published>2011-02-04T22:55:00.003+01:00</published><updated>2011-02-04T23:02:57.330+01:00</updated><title type='text'>Chińskie sieroty</title><content type='html'>Na mą głowę sypie się grad sukcesów. Są tylko i wyłącznie dziełem przypadku - codziennie trafiam "szóstkę" w Lotto, wygrywam w bingo ze światem, rozbijam bank. To wszystko ślepy los i szczęśliwa konfiguracja przypadkowych spotkań.&lt;br /&gt; W głębi duszy jednak - uważam te sukcesy za swoje. Zaadoptowałam je jak Angelina kolejną chińską sierotę. Karmię je truflami i kawiorem, kąpię w kozim mleku, czesze im włosy złotym grzebykiem, ubieram w Pradę i Gucciego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej boli, kiedy potkną się i upadną wypielęgnowaną mordką prosto w kałużę...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2825116824365421975?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2825116824365421975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2825116824365421975' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2825116824365421975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2825116824365421975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/02/chinskie-sieroty.html' title='Chińskie sieroty'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8971966498522545564</id><published>2011-01-09T00:18:00.004+01:00</published><updated>2011-01-09T02:14:01.719+01:00</updated><title type='text'>Witaj Nowy Roku 2011</title><content type='html'>Najgorętszy moment semestru - inżynierka, zaliczenia, sesja za pasem...a zza węgła hyc-hyc wena wyskakuje! Jak również wyskakuje, wyłania się, wypływa, wylewa się uszami co najmniej miliard innych rzeczy, które niespodzianie odrywają mnie od działalności naukowej. Cóż tu począć? Znikąd pomocy, ni motywacji. W domu rodzinka...&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie no, najpierw musisz coś zjeść, a tak przy okazji to pranko czeka na ciebie w pralce&lt;/span&gt;...-Powiada Mama zgarniając teczki na zajęcia z translatoryki konsekutywnej z elementami czegośtam.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Ej, a kiedy będzie najnowszy odcinek? A zrobisz mi usta jak Lady Gaga? - &lt;/span&gt;do mojego pokoju, jak stado dzikich słoni wpada Siostra&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Spokojnie, córeczko, wiesz - tao. A tak przy okazji - masz dla mnie jakieś sny? - &lt;/span&gt;Tata odrywa się na moment od lektury n-tego dzieła Junga.&lt;br /&gt;Toteż jem barszcz, rozwieszam majtki, ściągam odcinki, opowiadam sny.&lt;br /&gt;I jeszcze...sprawdzam pocztę. I jeszcze...poczytam co tam u znajomych słychać. O jakie fajne zdjęcia. O kotki na jutjubie.&lt;br /&gt;Dobrze, już mogę pisać.&lt;br /&gt;O, trzeba wybrać stołki do kuchni (już za chwilę będą NAM potrzebne). I paznokcie opiłować. O, i jeszcze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu zalana potokiem drobnych spraw - daję za  wygraną. Pozwalam myślom krążyć swobodnie. A gdzież one podążają?&lt;br /&gt;Scena 1&lt;br /&gt;Wytłumione wnętrze pociągu. Ciepła cisza. Pusto. Jest 23. Jedziemy, wraz z Ukochanym i P. na szampańską zabawę sylwestrową w najlepszym bodaj miejscu na takie rzeczy, czyli w centrum kochanej stolicy.&lt;br /&gt;W mojej torebce chlupocze wesoło napoczęta butelka martini. Obok szeleści kurtką Ukochany. Milczy P. Jedziemy. Ciekawe co się będzie działo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 2&lt;br /&gt;Ciemny park rozjaśniają lampy powieszone na drzewach. Jesteśmy pijani chłodnym powietrzem. Zbiegam ze schodów śmiejąc się na całe gardło, bo tuż obok panowie - przyszli naukowcy czy radcy komicznie zsuwają się z zaśnieżonej skarpy. Młodość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 3&lt;br /&gt;Pochylam się nad ekranem laptopa, żeby włączyć jakąś muzykę, która w końcu zgromadzi kogoś na parkiecie. Popijam ze szklanki. Bujam się. Szukam wzrokiem kompanii, ale gdzieś się pochowała. Tańczę sama. Szwendam się po mieszkaniu. Powiewam sukienką. Ciągle jeszcze nie potykam się o własne nogi - jest dobrze. Trafiam do kuchni. Dolewam sobie. Dolewam komuś. Rozmawiam. Dolewam. Przestaję kontrolować to, co mówię. Słowa wypływają sobie swobodnie ze znieczulonych ust o smaku martini i Sprite'a. Kocham was ludzie. Piękni, piękni ludzie. Młodzi. Mądrzy. Pociągająca przyszłość tego kraju. Baw się i hulaj. Jestem Chochołem na tym dancingu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 4&lt;br /&gt;-To co już?&lt;br /&gt;-Już.&lt;br /&gt;-Dziesięć! Dziewięć! Osiem! Siedem! Sześć! Pięć! Cztery! Trzy! Dwa!Jeden! Wooooooooooooooooo!&lt;br /&gt;Plątanina butelek, włosów pachnących perfumami, kolczyków migoczących w świetle zimnych ogni, gładkich policzków, cienkich koszul, rąk, śmiechów. Ekstatyczna orgia ludzi, którzy nie boją się upływu czasu. My &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;mamy&lt;/span&gt; czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena5&lt;br /&gt;Ukochany gra na pianinie próbując zagłuszyć oldschoolowe funky dudniące w sąsiednim pokoju. Ludzie na kanapach. Podłodze. Ja na biurku.&lt;br /&gt;-Nanana nanana nanananana poker fejs!&lt;br /&gt;Jego ręce w tajemniczy sposób biegają po klawiszach. Muzyka. Czemu ja tak nie umiem?&lt;br /&gt;Dośpiewuje słowa do melodii.&lt;br /&gt;Skąd znam słowa? - pytam sama siebie ciągnąc kolejny łyk z kieliszka.&lt;br /&gt;Czemu ja śpiewam? Ja nigdy nie śpiewam. Nie umiem. Boję się. Fałszuję. Ale, mój Boże, ja śpiewam! Przy ludziach! I to Poker face!&lt;br /&gt;Jestem pijana.&lt;br /&gt;Muszę pić dalej.&lt;br /&gt;Can't read my! Can't read my...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena6&lt;br /&gt;- Bo najlepsze imprezy są w kuchni - stwierdzam i dosiadam się do stoliczka w kuchni. Dolewam sobie i biorę z torebki garść szatańsko niezdrowych chipsów, którymi brudzę się cała. Cała jestem wirująca i sparaliżowana równocześnie.&lt;br /&gt;Chips. Chrup Chrup Chrup - słyszę w mózgu echo pochłanianego konserwantu.&lt;br /&gt;- No i jak-tam-co-tam? - pytam i pochłaniam kolejnego chipsa.&lt;br /&gt;Gadamy o niczym. Nie o Nietzschem. Chociaż nie omijamy Freuda. Te kompleksy, lateksy, fantazje, animozje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena7&lt;br /&gt;Kuchnia opustoszała. Zostaję ja i Odwieczny Kumpel.&lt;br /&gt;On z winem, ja z herbatą. Ale i tak huczy mi w głowie. I w sercu. Iw duszy.&lt;br /&gt;Rozmawiamy poważnie i pijacko. Nawet nie wiedziałam czy mi takie rzeczy przejdą przez gardło. Jak dobrze, że to nie gimnazjum. Można legalnie się napić i zwalić szczerość na procenty. Nigdy nikomu nic. Sza.&lt;br /&gt;Piąta.&lt;br /&gt;Szósta.&lt;br /&gt;Siódma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 8&lt;br /&gt;Ósma.&lt;br /&gt;Umieram. Bóg Kaca przyszedł mnie ukarać. Oddaję mu pokłon, by złożyć należną ofiarę w postaci treści żołądka, skrapiam swe lico czarnymi łzami na znak pokuty i postanowienia poprawy.&lt;br /&gt;A teraz, Boże Kaca, pogadaj z Bogiem Taksówek, żeby przyszedł nam z pomocą, bo giniemy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena9&lt;br /&gt;Modły wysłuchane. Wczołguję się po schodach do mieszkania. Rzucam torbę. Dopadam do wanny. Zmywam kleistą woń imprezy. Tabletką musującą płoszę ból głowy. Wylewam się razem z kąpielą, wycieram pobieżnie. Zasłaniam okna, wpełzam pod koc.&lt;br /&gt;Zasypiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 10&lt;br /&gt;Śpię.&lt;br /&gt;Witaj Nowy Roku 2011!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8971966498522545564?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8971966498522545564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8971966498522545564' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8971966498522545564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8971966498522545564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2011/01/witaj-nowy-roku-2011.html' title='Witaj Nowy Roku 2011'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6255132455491713963</id><published>2010-12-11T01:04:00.006+01:00</published><updated>2010-12-11T03:09:52.034+01:00</updated><title type='text'>Moment chwały.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje mi się, że każdemu zdarza się kolekcjonowanie "szczęśliwych chwil" i odtwarzanie ich później w jakości HD we własnej głowie. Wszystko staje się doskonalsze, bardziej kolorowe, ma przestrzenny dźwięk, a my sami - piękniejsi. Mamy porcelanowo gładką cerę, ładniejsze ubrania, bielsze uśmiechy. Polerujemy te nasze małe trofea, aż z brązowych robią się złote. Zwolennicy prawdy ponad wszystko zakrzykną zaraz - Bzdura! Należy rzeczy pamiętać dokładnie takimi, jakimi były! Reszta to kłamstwo!&lt;br /&gt;Ale czy taka "reporterska prawda" przynosi taką samą radość, jak nasze "wersje reżyserskie" przeszłych zdarzeń?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji wielogodzinnego ślęczenia na Facebooku, natrafiłam przypadkiem na stronę "Pudelka Festiwalowego" czyli brukowego bloga o życiu szkoły w czasie Festiwalu Teatralnego w Kochanym Czackim. Z zazdrością oglądałam młode ciała obfotografowane skrupulatnie w czasie różnorodnych imprez i wydarzeń, okraszone dowcipnym (mniej lub bardziej) komentarzem.&lt;br /&gt;-To było życie!- zakrzyknęła we mnie moja Wewnętrzna Babcia&lt;br /&gt;-Nie tak dawno temu... - szepnęła Współczesna&lt;br /&gt;-Ach, czar festiwalu! Te zabawy, przedstawienia, uśmiechnięci ludzie, imprezy, wygłupy na próbach!&lt;br /&gt;-Momencik, to tylko jedna strona medalu...- nie poddawała się w bezlitosnym obiektywizmie Współczesna.&lt;br /&gt;I miała rację. Kiedy teraz wysilam przeładowaną informacjami korę przedczołową, przypominam sobie, że z tym teatrem nie było wcale łatwo. Po paru spektaklach zrobionych z moim pozaszkolnym Teatrem Dominikańskim, miałam głębokie przeświadczenie, że znam się na teatrze jak mało kto. Festiwal przyciągnął mnie do tego liceum - po latach bycia najsłabszym ogniwem w klasie, chciałam, do diaska, wreszcie zaistnieć. Nie to, żebym marzyła o międzynarodowej sławie. Wystarczyłoby aby ktoś chociaż raz przyznał mi rację. Uznał, że coś umiem. Żebym mogła pokazać, zduszoną w czarnych, ciuchach osobowość postrzelonej artystki.&lt;br /&gt;Pierwsza klasa. Od pierwszego dnia, w mojej głowie obsadzałam ludzi w różnych rolach.W moim wizjonerstwie i uporze musiałam przypominać Rachel -straszliwie denerwującą  szkolną diwę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;in spe&lt;/span&gt; z muzycznego serialu&lt;a href="http://www.filmweb.pl/serial/Glee-2009-494916"&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Glee&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.  Chciałam wszystko doskonale zaplanować i pokierować zespołem. Widziałam epickie, śmieszne, ale niegłupie i, przede wszystkim, fantastycznie zagrane &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poskromienie złośnicy.&lt;/span&gt;  A co na to moje Katarzyny i moi Petruchio? Mieli dla mnie, miast reżyserskiego stołka, kubeł zimnej wody. Nie. I już. Bo Szekspir jest zgrany. Sztampowy. Nieśmieszny. Robimy co innego. Moje ego zabulgotało złowrogo jak przypalająca się wojskowa grochówka. Zacisnęłam zęby i robiłam co mogłam, by to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;inne przedstawienie&lt;/span&gt; uratować przed totalną klapą, która była (wtedy moim zdaniem) nieunikniona. W efekcie, pomimo kilku osobistych porażek (kostiumy, muzyka, światło - chciałam mieć wpływ na cokolwiek, nawet jeśli nie miałam o tym pojęcia) - na scenie bawiłam się nieźle. Spektakl nie wygrał, ale był bardziej przyzwoity niż sama chciałam się przed sobą przyznać. A co wygrało?- spytacie (jeśli nie jesteście czackiewiczami). Wygrało &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poskromienie złośnicy&lt;/span&gt;, wystawione przez równoległą klasę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klasa druga. Marta Sz. obrażona na świat, który wyznaczył jej epizodyczną rolę czarnoskórego tubylca (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kalamala fatanga!&lt;/span&gt;- do dziś pamiętam ten tekst)  i przerażona wizją spektaklu wg. Witkiewicza, schodzi do podziemia i pomaga kolegom w spektaklu pozakonkursowym. Pokusa jest zbyt silna - dobieram się do reżyserii, kostiumów, muzyki, scenografii, aktorstwa, ruchu scenicznego...I nic. Dzieło przechodzi bez echa. Za to gdzieś z tyłu głowy słyszalny jest &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=iMpXAknykeg"&gt;ten dźwięk&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klasa maturalna- ostatni festiwal i ostatnia szansa. Uparty chudzielec nie daje za wygraną, i poczekawszy, aż klasa pochłonięta problemami natury naukowej, ocknie się w ostatniej chwili bez scenariusza, podrzuca im swoje kukułcze jajo. Sztuka "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Clowni&lt;/span&gt;" - zabawna i refleksyjna, alternatywna, ale bez golizny. W sam raz. Do tego, Widmo Matury unoszące się nad wodami, zdezaktywowało możliwych oponentów, którzy wetknęli nos w książki.&lt;br /&gt;-Ja! Teraz ja! Ja wam pokaże! Ja zrobię taką sztukę, że wam w pięty pójdzie! - zarzekało się moje ego szybując gdzieś w okolicach sufitu.&lt;br /&gt;Rozdane role, wymyślone kostiumy i scenografia - zacieram rączki z zadowoleniem. Lecz niestety, moje gromkie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Do pracy, rodacy! &lt;/span&gt;odbiło się od pustych ścian klasy, kiedy na jednej z  z prób pojawiło się jakieś 3/16 obsady. Dotarło do mnie bardzo boleśnie - ludzie mają ważniejsze sprawy niż teatr. Przecież dla mnie, to było jak powietrze! Nie mieściło mi się w głowie, że komuś może się nie chcieć, skoro ja frunę do szkoły jak na skrzydłach upojona myślą o spektaklu! Zdołowana prowizorką, spóźniającymi się aktorami, smętnie zwisającymi kostiumami i ostrą konkurencją, w pewnym momencie, niemal filmowo, siadłam w kącie roniąc łzy rozpaczy na wygnieciony scenariusz. Megalomania ostatecznie pokonana.&lt;br /&gt;Godzinę przed przedstawieniem nie mieliśmy muzyki, części rekwizytów, jednej aktorki (korki), a przede wszystkim pewności siebie. Dygotałam na całym ciele. Nie mogłam oddychać z powodu clownowego nosa ze śmierdzącej gąbki. Znów, bardzo filmowo, na moment przed wejściem na scenę, staliśmy wszyscy w przebieralni sąsiadującej z salą. Zimne ściany. Bałagan dookoła. Ściśnięty ze strachu żołądek. Ktoś mówi - Damy radę. Obejmujemy się w kółku i wydajemy z siebie dziki okrzyk, który rozładował napięcie, a dał nam taki zastrzyk adrenaliny, jakiego nigdy nie doświadczyłam.&lt;br /&gt;Samego spektaklu nie pamiętam. Tylko to uczucie płonących policzków - od reflektorów i ze strachu. Wzrok któregoś z nauczycieli siedzących w pierwszym rzędzie.  Drobinki kurzu wzbijające się przy każdym ruchu w prześwietloną czerń ponad sceną. Małe konstelacje gwiezdne na moim prywatnym niebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Notowania sztuki były różne. Z zapartym tchem czytałam recenzje w gazetce. Czekając na ostateczny werdykt (który miał nadejść parę dni potem) czułam się jak pacjent z podejrzeniem nieuleczalnej choroby, czekający na lekarza na szpitalnym korytarzu. Gdybym paliła - z pewnością wypalałabym po dwa papierosy na raz.&lt;br /&gt;Wokół Gali, na której ogłasza się wszystkie nagrody, robi się w szkole wielkie halo. Wejść na salę jest już niezłym wyczynem - każdy chce tam być, każdy chce poczuć atmosferę suspensu (a po kilku godzinach w maleńkiej, kiepsko wentylowanej sali gimnastycznej pełnej uczniów, faktycznie - atmosfera gęstnieje do konsystencji kisielku Słodka Chwila rozrobionego w łyżeczce wody).&lt;br /&gt;Oto jestem. Czekam. Nie ma w tym nic pięknego. To nie jest wypolerowany klejnot mych wspomnień. Strach. Nadzieja. Tylko nie mówić o niej głośno. Żeby nie zapeszyć! Pamiętam nawet, że byłam ubrana kiepsko: pasiasta koszulka i jeansy - nic eleganckiego. Tylko perły na zachętę.&lt;br /&gt;Kolejne nagrody indywidualne. Werdykty. Wybuchy radości. Czekam. Pocę się. Obgryzam paznokcie.&lt;br /&gt;Dobrze. Pora na nagrodę główną. Mój siedemnastoletni świat stanął. Drobinki kurzu w smudze światła. Na jej końcu staje juror. Patrzę na jego długi cień. Przełykam ślinę. Ściskam rękę K., który stoi obok mnie.&lt;br /&gt;Juror podnosi mikrofon do ust.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ta sztuka nas poruszyła, werdykt jest jednogłośny.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I tu nastąpiła najdłuższa chwila ciszy...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ever!&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;We mnie emocje szaleją jak huragan Katrina w Nowym Orleanie.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Wygramy. Nie wygramy. Nie, nie możemy wygrać. A może? Nie, na pewno nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Sala ucichła. Powietrze zgęstniało do konsystencji betonu zbrojonego.&lt;br /&gt;Promień światła. Juror z mikrofonem. Jedno słowo.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Clowni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Piękna chwila chwały. Nie to, co nastąpiło potem - dziki okrzyk aktorów i przyjaciół, kibiców, gratulacje, łzy szczęścia, które zmyły z mojej twarzy resztki makijażu, nieskładne ukłony na scenie, impreza w klubie, kiedy to w bezlitosnym ultrafiolecie okazało się, że mój częściowo zdrapany lakier świeci się idiotycznie na paznokciach...&lt;br /&gt;Nie. Moją szczęśliwą chwilą jest moment, w którym usłyszałam to jedno słowo.&lt;br /&gt;I tu nie ma żadnego oszustwa. To nie kłamstwo. To nie koloryzowani "Sami swoi" na Polsacie.  Ta setna sekundy, w której tyle się mieści -  strach i nadzieja, ciepła ręka K., kurz wirujący w smudze światła, głos. To zapamiętam po mojemu i będę tę chwilę trzymać z złotym pudełeczku na toaletce jak staroświecka dama.&lt;br /&gt;Reszta niech będzie reporterskim mięsem. Proszę bardzo - zróbcie zbliżenie na moje podkrążone oczy i nieupudrowany nos, na moje humory, obrażanie się na cały świat, zarozumialstwo, rozczarowania, lęki. Mojego momentu chwały nikt mi nie zabierze.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6255132455491713963?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6255132455491713963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6255132455491713963' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6255132455491713963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6255132455491713963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/12/moment-chway.html' title='Moment chwały.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7969225460980401734</id><published>2010-11-29T19:07:00.002+01:00</published><updated>2010-11-29T19:55:22.430+01:00</updated><title type='text'>Robin Hood</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako kobieta z przeszłością lubię czasem powspominać czasy dawne, by dorabiając do nich nieco idyllicznej atmosfery, wyjaśnić sobie moje obecne, dziwne zachowania. Dziś, jadąc w wielokilometrowym korku pośród białej pustyni, która niegdyś zwała się SandCity, dokonałam przeglądu moich idoli wieku wczesnomłodzieńczego.&lt;br /&gt;I jakiż wniosek? Wszystkie disnejowskie królewny przybrane w kolorowe krynoliny, otoczone stadkami uśmiechniętych zwierzątek na koronowaną głowę bije ten oto pan:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://209.204.252.91/ROS/rosbiopix/mp.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 381px; height: 504px;" src="http://209.204.252.91/ROS/rosbiopix/mp.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czyli boski Robin Hood ze wspaniałego serialu z 1984 - fantastyczny scenariusz, piękne plenery, dobre aktorstwo i  mistyczna muzyka Clannadu. To mnie, wtedy cztero-, może pięciolatkę przyklejało do telewizora. A jak od niego odchodziłam, to ciągle byłam w Sherwood. I to bynajmniej nie w powłóczystej sukni Lady Marion. Nie. Ja byłam Robin Hoodem - z łukiem na plecach, z Albionem przy pasie. Bohaterska, gotowa do walki, szlachetna, zwyciężająca zło mała dziewczynka z zaciętą miną. Nawet na podwórku wołali za mną "Te! Robin Hood, ho na trzepak!".&lt;br /&gt;Potem, rzecz jasna, mi przeszło - pojawiły się żeńskie idolki ( Spice Girls - Boże spuść nogę i kopnij!), zmieniło mi się nastawienie do wszystkiego. Ale jednak - czasem czuję, że to we mnie zostało. Kiedy widzę, że ktoś niesprawiedliwie ocenia mnie, albo kogoś mi bliskiego, budzi się we mnie wewnętrzny Robin Hood i z zaciętą miną na twarzy wstaję i celuję z łuku do jakiegoś znudzonego życiem doktora habilitowanego. Ku chwale Herna! Uczucie jest fantastyczne, zwłaszcza, że tym uporem, a niekiedy i -przyznaję - arogancją i bezczelnością, zdobywam mój cel. Na świecie  w końcu jest porządek.&lt;br /&gt;Ocknąwszy się z tryumfalnych rozważań podbitych Gorillazowym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stylo&lt;/span&gt;, które fantastycznie wpisuje się w bohatersko-przygodowy charakter moich przemyśleń, zauważyłam, że coś jest nie tak. Otóż ja, Robin Hood, siedzę skulona i dygocząca na siedzeniu przezimnego autobusu, który stoi. Nic się nie dzieje. Krajobraz za oknem wciąż ten sam - biało biało białym pogania. Stoimy. Świst wiatru i gdzieniegdzie odgłos klaksonu. Wciąż stoimy. Zimno wwierca się w moje buntownicze dłonie, co z całą pewnością uniemożliwi strzelanie z łuku. Stoimy. Stoimy. Stoimy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-Hm, ja tu siedzę i nic. Stoję sobie w korku, a tu życie ucieka. &lt;/span&gt;-Myśli Robin Hood we mnie - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;A w Chorwacji grama śniegu. Ludzie tam pewno chodzą w krótkich spódniczkach i balerinach. Słońce im świeci w okna. Błękitne morze im szumi. Powietrze pachnie piniami i rozmarynem. A tu? Zima. Korek. Marazm! Dosyć! To niesprawiedliwe! &lt;/span&gt;- wyje moja bohaterska strona duszy.&lt;br /&gt;Zaczynam się wiercić. Wyglądam za okno. Zacieram ręce. Jeszcze raz wyglądam. Wzdycham. Mruczę parę niecenzuralnych wyrazów. Znowu wyglądam za okno. Nic się nie zmienia.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nnnno DALEJ!!!- &lt;/span&gt;pogania Robin - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co jest!!! Jedź, cholera jasna!!!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Ogarnia mnie pragnienie natychmiastowego działania. Ale za oknem zamieć, na uczelnię 10 km&lt;span style="font-style: italic;"&gt; -&lt;/span&gt; już raz przerabiałam taki spacerek. Skończył się bolesną kontuzją stawu i zmęczeniem wręcz maratońskim. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;- Ale coś trzeba robić. Koniecznie. Już zaraz. Tak robią bohaterowie!! &lt;/span&gt;- złość wypływa ze mnie w postaci niechlubnych, marznących łez. Czuję się jak bokser wagi piórkowej, który stara się powalić Mike'a Tysona. A on patrzy na mnie z góry, rzuca pogardliwe 'Nice!' i odchodzi. Ja tego jednak nie zauważam. Dalej wytrwale okładam masę powietrza wokół  mnie, i wyję przy każdym ciosie, bo  nikogo nie mogę dosięgnąć.&lt;br /&gt;Walczę z ogromną siłą potężnej, wschodnioeuropejskiej zimy, która wbrew alarmom ekologów, wcale nie znika. Krzyczę na śnieg. Chcę zdusić wiatr nadludzkim półnelsonem. Ostrzem miecza podwyższyć temperaturę do 20 stopni. Ale nie udaje się. To mnie przerasta. Kim więc jestem, jeśli nie Don Kichotem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dopóki zima trwa i morduje każdą weselszą myśl, każdy precyzyjny plan, każde spotkanie...będę walczyć! Do ostatniego ciepłego tchu, do ostatniego kawałka niezamarzniętego ciała, będę krzyczeć " ZIMO! GIERARY HIRR!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7969225460980401734?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7969225460980401734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7969225460980401734' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7969225460980401734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7969225460980401734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/11/robin-hood.html' title='Robin Hood'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2138649397033478486</id><published>2010-11-25T10:51:00.002+01:00</published><updated>2010-11-25T11:03:16.326+01:00</updated><title type='text'>Never again</title><content type='html'>Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tyle czasu minęło od ostatniego pismactwa. W między czasie zdążyłam zdobyć i stracić stanowisko pracy (żeby nie było - nie wywalili mnie za malowanie paznokci w pracy, tylko zlikwidowali punkt), napisać parę rozdziałów inżynierki, przeżyć kolejnego okropnego kaca, obejrzeć całe dwa sezony Twin Peaks (i zacząć się bać patrzeć w lustro), i zrobić najgorszy projekt w życiu.&lt;br /&gt;Najgorszy ze względu na okoliczności pracy - mało czasu, duża trudność, duże wymagania, bardzo tnący się komputer...Ale też "najgorszy" pod względem ogólnej jakości tego cholernego produktu. Jak widzę te rozmazane piksele, te niedokończone przezroczystości, te zapomniane oznaczenia porzucone w paru miejscach planszy i jarzeniowe kolory, które wyszły takie, bo zapomniałam zapisać palet w CMYK. Demyt.&lt;br /&gt;Ale już po wszystkim. Koniec psychoz, migren, analiz, kwerend, podkrążonych oczu, skal,tłustych włosów, warstw, tęskniących za życiem piątkowych wieczorów...Wracam do życia. Już nigdy więcej nie powtórzę tego błędu. Proszę mi na to nigdy nie pozwolić!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2138649397033478486?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2138649397033478486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2138649397033478486' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2138649397033478486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2138649397033478486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/11/never-again.html' title='Never again'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3706260020607305549</id><published>2010-10-06T22:40:00.001+02:00</published><updated>2010-10-07T00:11:04.521+02:00</updated><title type='text'>Trzy zasady</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Did they tell you, you should grow up when you wanted to dream&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  Did they warn you, better shape up if you want to succeed&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  I don't know about you, who are they talking to?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  They aren't talking to me.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;[Metric-&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Twilight Galaxy&lt;/span&gt;]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W czasach, kiedy moim ulubionym przyodziewkiem były lycrowe morskie leginsy i czerwone lakierki z kokardką, wydawało mi się, że dorosłość opiera się na trzech zasadach. Człowiek dorosły Zna Się Na Zegarku - wszystkiemu nadaje konkretne granice od-do. I umie tego dopilnować! Jakimś cudem WIE, ze upłynęła godzina 17 i trzeba wyjść z przedszkola. A przecież komu by zaszkodziło pobawić się jeszcze trochę. Nie pięć minut, nie piętnaście - po prostu TROCHĘ. Po drugie, dorosły Chodzi Do Pracy - ma tam do załatwienia miliony poważnych spraw, które czynią go godnym szacunku. Dostojnym.  "Nie mogę z tobą iść po kasztany do parku. Muszę iść do pracy" - mówił tata, brał teczkę z ważnymi papierami, po których nie wolno było rysować i wychodził. Święte kartki do pracy, mocne, równe kroki na schodach - żadnego zeskakiwania z trzech schodków! Trzecia zasada to oczywiście to, że się Nie Płacze.  Wtedy sądziłam, że z czasem traci się tę umiejętność tak, jak traci się mleczne zęby. Musiała mną kierować jakaś osobliwa logika. Przy codziennych awanturach o ubrania, kiedy to ja - pięcioletni feszyn wiktym - zalewałam się łzami z powodu przymusu noszenia skafandra zimowego miast letniej sukienki, słyszałam od mamy "Bądź dużą dziewczynką! Nie płacz jak mała dzidzia!". Bycie dużym zatem oznacza brak łez -więc kto pretenduje do tego miana, mazać się nie może. Dorośli są zorganizowani i twardzi, Znają Się Na Zegarku, Chodzą Do Pracy i Nie Płaczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj przeżywam poważną rewizję moich dziecięcych definicji. Po kilku próbach wpasowania się w ten model, widzę, że to nie jest takie proste. Ani takie dostojne. Ani przyjemne.&lt;br /&gt;         To nie ja Znam Się Na Zegarku (och, jaki to był wyczyn!) - to on zna się na mnie. Wie, kiedy się perfidnie pospieszyć (na przykład, kiedy mamy dosłownie godzinkę na szybką kawę i całusa, albo wyjeżdżamy na weekend), a kiedy wlec się straszliwie i surrealistycznie przelewać przez dziurki od klucza (wykłady, praca, jazda autobusem w korku). Przez manipulacje Zegara moją osobą tracę już wszelkie wyczucie - raz jestem za wcześnie, raz bardzo się spóźniam. Nie umiem rozeznać kiedy i jak zada następny cios - a im więcej się dzieje, tym więcej ma po temu okazji...&lt;br /&gt;       A to mityczne Chodzenie Do Pracy, które jako najważniejsze zajęcie dorosłych naśladowaliśmy w zabawach w dom? Najpierw trzeba Chodzić ZA Pracą - uśmiechać się, kalkulować, udawać, mówić głosem spokojnym, tłumić drżenie rąk. Kiedy się już ją znajdzie, Ona, na kształt żarłocznej ośmiornicy oblepiać każdy aspekt życia swymi mackami - wprowadza nowe zwyczaje, wymaga gimnastyki czasoprzestrzennej, zmusza do kompromisów z prywatnością, opakowuje każdą godzinę, metkuje dni, stempluje miesiące. I ciągle granice, kombinacje, wymagania - dasz palec, połknie całą rękę. I pół drugiej.&lt;br /&gt;      Ktoś powiedział mi kiedyś, że jestem twardziel jakich mało. Nic mnie nie ruszy - zawsze podnoszę głowę i idę dalej. Byłoby czym się chwalić, gdyby przyczyną tego stanu rzeczy była siła mojego charakteru, niezłomna wiara i optymizm. Nie. Idę dalej z kamienną twarzą i nie zalewam się łzami, bo w głębi duszy nie czuję nic. W trudnych chwilach mój umysł to biała, wyszorowana do Domestosem, idealna próżnia. Widzicie dzielną dziewczynkę, która przezwycięża przeciwności losu, nie rozpacza i szybko sobie radzi. Kataklizmy międzynarodowe, choroby, śmierć - a ona nic! No więcej takich twardych kobiet! A ja po prostu z niczym walczyć nie muszę  - ja jestem Dexterem Morganem. Czasem aż się tego wstydzę, i trochę się boję, że ktoś zauważy. Na szczęście z pomocą przychodzi ciało, które w każdym aspekcie "żyje własnym życiem". Łzy prawdziwego smutku, które powinny płynąć z moich oczu, zastępowane są przez uciążliwe zawroty głowy i wielodniowe migreny. Rozpacz, żałobę, ponure wspomnienia, wymieniane są na niespodziewane skurcze żołądka, drżenie rąk i uderzenia gorąca. Jestem dorosła, więc Nie Płaczę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym dziwnym stanie zawieszenia, kiedy to zaczynam odkrywać wątpliwe uroku standardowo pojętej "dorosłości", budzi się we mnie bunt. Chcę jak w piosence Bartosiewicz:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy do przodu zegar rwie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ty ustaw się na nie i cała wstecz!(...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie, nie zgadzaj się, by on&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dyktował każdy krok, więc cała wstecz!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle, stwierdzam, że nie mogę być aż tak omotana przez  piekielny sojusz Zegara z Pracą.  W tym  kokonie zaczynam się dusić - budzi się we mnie iskierka prawdziwej tęsknoty za niemal przedszkolną wolnością. Wbrew wszystkim zasadom muszę ją odzyskać - inaczej stracę siebie.  Zaczynam się szarpać. Zrywać krępujące mnie nici. Przeskakiwać płoty. Palić mosty.&lt;br /&gt;Walczę o to, by, nie zważając na czas, leżeć i patrzeć w błękitne niebo, albo zielone oczy. By móc rzucić wszystko i pójść do parku. Pojechać w gdzieś w Polskę. Głaskać kota w księgarni, zbierać kasztany, szyć sukienki, zapalać świeczki, oglądać filmy, jeść śniadania w porze obiadu, malować paznokcie, gotować grzańca, patrzeć na stare samochody, głaskać Cię po ręku, robić zdjęcia, słuchać przyjaciół, przypominać sobie zapach Chorwacji.&lt;br /&gt;I wiem, że już wkrótce skończy mi się cierpliwość do kompromisów i przestanę z odmawiać sobie Życia w imię Dorosłości. Chcę przestać Znać Się Na Zegarku, Pracować Dla Siebie, Płakać Ze Smutku.&lt;br /&gt;Decyzja podjęta.&lt;br /&gt;Termin realizacji : grudzien 2010.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3706260020607305549?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3706260020607305549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3706260020607305549' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3706260020607305549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3706260020607305549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/10/trzy-zasady.html' title='Trzy zasady'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-766499160882460343</id><published>2010-09-23T19:44:00.002+02:00</published><updated>2010-09-23T20:22:53.352+02:00</updated><title type='text'>Na krawędzi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bywają takie chwile, kiedy każde, nawet najmądrzejsze, zdanie otrze się o banał. Kiedy brakuje wyrafinowanych cytatów wyłuskanych z głów filozofów czy teologów. Kiedy właściwie nic nie powinno się mówić, mimo że zapada &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ta krępująca cisza&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;W tej ciszy wszystkie piękne, arystokratycznie zagmatwane sentencje urywają się w pół słowa, przecięte lodowatym ostrzem świadomości. W mojej głowie, zamiast łagodnych upomnień księdza Twardowskiego, pojawia się nagle bolesne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;To jest na prawdę. &lt;/span&gt;To tak jakby błądząc we mgle w ostatniej chwili, w niespodziewanym przebłysku słońca zorientować się, że tylko pół kroku zostało do przepaści. Zimny pot oblewa całe ciało. Z jednej strony ulga - tym razem się udało. Z drugiej, poczucie winy, kiedy spoglądając w dół widzi się tych, którzy nie mieli tyle szczęścia. Czy można było ich ostrzec? Albo chociaż się pożegnać? Powiedzieć coś. Cokolwiek. Można było, oczywiście. Tylko tak jesteśmy czasem zanurzeni w tej codzienności... W tej egzystencji śledzi w ławicy, tramwajów jeżdżących wciąż po tych samych trasach, bluszczu uparcie porastającego stare mury. Ten moment chwilowego oderwania - gwałtownego wynurzenia z wody, niespodziewanego urwania się toru, ścięcia starego pędu - to jest właśnie jedyny sposób uczczenia tych, którzy są już za krawędzią przepaści. Nie słowa, nie mocne postanowienia - od jutra kocham wszystkich! Samo to uczucie, ta do bólu prawdziwa groza towarzysząca zatrzymaniu kół zębatych machiny codzienności, jest więcej warta niż setki zniczy, kwiatów, kondolencji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-766499160882460343?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/766499160882460343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=766499160882460343' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/766499160882460343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/766499160882460343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/09/na-krawedzi.html' title='Na krawędzi'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7205723821910842982</id><published>2010-09-11T12:26:00.003+02:00</published><updated>2010-09-11T12:42:03.078+02:00</updated><title type='text'>Chmura gradowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pogrążam się w ponurym lenistwie i w listopadowym letargu. Moje ciało chętnie zapadłoby już w sen zimowy po spożyciu dużej ilości zupy z igliwia, niczym rodzina Muminków. Wszystko we mnie wyczuwa zbliżające się miesiące dręczących do granic możliwości chłodów, opadów różnorakich, wiatrów sztormowych. A, i jeszcze bym zapomniała - problemów komunikacyjnych związanych z zimą zaskakującą drogowców. Zima nadejdzie już wkrótce, toteż rozpacz mnie ogarnia. Aby sięgnąć dna, od którego będzie można się ewentualnie odbić, przeżywam migreny, szwendam się po mieście nocami, wznosząc toasty za pomyślną gnuśność naszego świata, słucham muzyki smętnej do granic możliwości...Do tego podkrążone oczy, grymas na facjacie, rozciągnięty sweter i męczące nocami fantazje z tatuażami i figurami geometrycznymi w roli głównej.&lt;br /&gt;Klasyczna kobieta w fazie "chmury gradowej" - bez kija nie podchodź. Na mój widok dzieci na podwórku chowają się w przestrachu za plastikowymi wiaderkami, szczeniaczki podwijają puchate ogonki i umykają do budy, paniom handlarkom na bazarze głos więźnie w gardle, zakonnice czynią dyskretny znak krzyża na zwiędłej piersi, a nieforemnym gimnazjalistom kredka spływa z powiek.&lt;br /&gt;Przejdzie mi? Może. Jak przyjdzie wiosna. A na razie - kryj się kto może, bo ja mam ZŁY humor.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7205723821910842982?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7205723821910842982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7205723821910842982' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7205723821910842982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7205723821910842982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/09/chmura-gradowa.html' title='Chmura gradowa'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8220401544666724197</id><published>2010-09-05T13:04:00.003+02:00</published><updated>2010-09-05T13:12:27.027+02:00</updated><title type='text'>Laurki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://laurki.blogspot.com"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 184px; height: 186px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/TIN6nErUekI/AAAAAAAAPVY/SvL-ju8cuoM/s400/logo+mini.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513385180520544834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pewnego wieczoru, zainspirowana powodzeniem &lt;a href="http://so-sweet-project.blogspot.com/"&gt;So Sweet Project &lt;/a&gt;i pochlebstwami Krzysztofa M. powzięłam zamiar pokazania światu mojej kartkowej pasji. Trochę zabawy w Photoshopie i przetrząsania zasobów komputera w poszukiwaniu archiwalnych zdjęć i ....są! &lt;a href="http://laurki.blogspot.com/"&gt;Laurki&lt;/a&gt; zapraszają do oglądania:)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8220401544666724197?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://laurki.blogspot.com/' title='Laurki'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8220401544666724197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8220401544666724197' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8220401544666724197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8220401544666724197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/09/laurki.html' title='Laurki'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/TIN6nErUekI/AAAAAAAAPVY/SvL-ju8cuoM/s72-c/logo+mini.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1009019234145351910</id><published>2010-08-30T00:07:00.002+02:00</published><updated>2010-08-30T01:32:10.721+02:00</updated><title type='text'>Test na idealnego faceta</title><content type='html'>Czekając, aż załaduje mi się pasek szybkiego zaznaczania (podkreślam - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;szybkiego&lt;/span&gt;) w nowym Photoshopie (we wciąż załadowanym po brzegi Acerze, ale to temat na osobne rozważania), zaczęłam podczytywać sobie ulubieńca wszystkich warszawianek, czyli Kominka. Nasz stołeczny Casanova zamieścił w jednym z czerwcowych postów ciekawy &lt;a href="http://www.kominek.in/kominek.in.test.na.idealna.kobiete,artykuly,291.htm"&gt;test&lt;/a&gt;. Skłoniło mnie to do refleksji nad moim obowiązkowym zestawem cech, które musi posiadać osobnik płci przeciwnej, jeśli chce zawrzeć bliższą znajomość. Moje doświadczenie w tej kwestii jest nie za wielkie (i nie mam zamiaru w najbliższym czasie więcej go zdobywać), ale dobrze jest czasem co nieco podsumować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.Wiek - najlepiej ten sam rocznik; Najlepiej w granicach 19-27. Nie zabiedzony emo-chłopczyk z pierwszej liceum. Ale też nigdy trzydziestolatek goniący za dyrektorskim fotelem, ani też czterdziestoparoletni "kryzysowicz" już to stanowisko posiadający (bywalcom "Platyny", których wygłodniały, a już nie najlepszy, wzrok spoczywał niekiedy na mojej niemal gimnazjalnej posturze, mówię stanowcze "Ofuuu!").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Wzrost - Co najmniej 168+12, czyli ja i moje szpilki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.Konstrukcja/waga - odpadają panowie o konsystencji owłosionego budyniu (popływać trzy miesiące i spalić sadełko! Tak zdrowiej i estetyczniej). Do kategorii "akceptowalne" nie wchodzą też mięśniowe góry, które z powodu nadmiernego "bica" nie są w stanie nawet się uczesać. Najbardziej zabawna konstrukcja, to "mężczyzna trójkąt" o niewiarygodnie podpompowanych ramionach i przezabawnych krótkich nóżkach i minityłeczku - to wygląda jak jeden człowiek złożony z dwóch, niepasujących części. Nie, nie wszystkim kobietom imponuje klata Schwarzeneggera. Dodatkowo, ramię grubości stuletniego dębu nie stwarza we mnie wcale poczucia bezpieczeństwa (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;O ja malutka, biedna księżniczka na ziarnku grochu! Niechże mnie ten silny książę z opresji wybawi&lt;/span&gt;) - taka kończyna to dla mnie zapowiedź neandertalskich manier i przemocy domowej. Lubię mieć świadomość, że sterydy nie przejmą kontroli nad interesujący mnie mężczyzną i że - w razie czego - będę w stanie sama się obronić. Poczucie bezpieczeństwa stwarzam sobie samodzielnie. Ogólnie dostępny ideał - Edward Norton (mój prywatny ideał nie był przez wszystkich widziany:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.Włosy -najlepiej na głowie : dużo, gęste, słowiański blond, dobre do targania. Nie obrażę się za długie, lekko potargane - byle czyste i ładnie pachnące. Mogą być także na nogach- naoglądałam się w życiu depilowanych pływaków. Troszkę upiorne.  Nie plecach (ofu) i nie na klacie (futerko do tulenia może należeć tylko do pluszowego misia). Absolutnie zakazany jest zarost. Najgorszą jego formą zaś są młodociane, ledwo wyrośnięte wąsiki, tak hołubione przez sfrustrowanych piętnastolatków. Widząc takiego biedaka, mam wrażenie, że gdyby mógł to by ten wąsik podlewał, okopywał, pielił i nawoził żeby tylko szybciej rósł i był taki okropnie męski. Chłopcy - maszynki w dłoń. Błagam w imię patriotycznej troski o przyrost naturalny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.Oczy - zielone. I koniec. Żadne inne. Do tego ciemna oprawa -równe, nie za szerokie brwi (2sztuki), i rzęsy (nie bójmy się tego - oni też je mają!). Makijaż męski - tylko jeśli jesteś TruNorwegianBlackMetal i galopujesz po fjordach chwaląc pana piekieł (a to z kolei oznacza, że najprawdopodobniej nosisz skórzane spodnie, a to nie jest zdrowe dla gruczołów wydzielniczych skóry).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6.Cera - zdrowa. Kolor dowolny, ale konkretny. Albo jasny, albo ciemny. Czyli albo Edward Norton, albo &lt;a href="http://www.rjwheaton.com/images/music/daddy-g-dj-kicks.jpg"&gt;Daddy G&lt;/a&gt; (tzw. "Murzyn z Piekieł" z Massive attack). Kolejna niespodzianka - nie każda Polka gustuje we Włochach, Latynosach, czy Arabach. Italiano vero z włosem na żel i czubiastych butach jakoś mnie nie pociąga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7.Perfumy - nie za męskie (ciężko-dziadkowe), ale też nie za słodkie. Najlepsze markowe, bo takie długo utrzymują się na skórze. Nie tylko męskiej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Dłonie zadbane, najlepiej pianistyczne lub inne z muzycznej branży, ale french można sobie odpuścić:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Ubiór stosowny do okazji, pasujący do figury. Pomysłowo, ale nie przesadnie (fashion victim z Chmielnej to trochę za dużo). Dobrej jakości (nie koniecznie z metką) i z naturalnych tkanin. Skórzane spodnie odpadają (patrz punkt 5 - nie zdrowo!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10.Charakter: Inteligencja diabelska - oczytany i osłuchany. Z talentem pisarskim i muzycznym (Serenada pod oknem? Proszę bardzo. Niech będzie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Summertime&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Moon river&lt;/span&gt;). Wysoko punktowane pomysłowe komplementy ("Jakie masz piękne...okulary?" nie wystarczy. Wiem, wiem wydawało Ci się, że jestem "fajna", tylko kiedy podszedłeś okazało się, że nie mam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=P5CFGp2FisE"&gt;double D's&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, a już zacząłeś zdanie, a okulary tak się same napatoczyły. Staraj się chłopie, mam przecież jeszcze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nice legs&lt;/span&gt;). Poczucie humoru Monty Pythonowskie. Uwaga - tu najtrudniejsze - mówi o swoich uczuciach. Za to pula punktów początkowych zostaje podwojona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Niepalący (chyba, że staromodna fajka z przyjemnie pachnącym tytoniem, tudzież okazjonalna szisza)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Gotujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Jeździ - tramwajem, rowerem, oldschoolowym motorem/skuterem, samochodem (im starszy tym lepszy, jeśli nowy - po prostu wygodny i z klimą, nie musi mieć miliarda koni pod maską)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Wie jak naprawić to i owo i nie musi do wszystkiego wołać pana fachowca (miło jest mieć świadomość, że nie muszę sama rozkręcać spłuczki w środku nocy...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Długodystansowiec - zawsze dopasowywałam poznawanych kompanów do mojej wizji dalekiej przyszłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale spokojnie, spokojnie, proszę się nie pchać Panowie!&lt;br /&gt;Ostatni przetarg rozpisano jakieś cztery lata temu i wyłoniono zwycięzcę, który spełniał wszystkie określone w umowie warunki, toteż otrzymał zlecenie bezterminowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrowienia dla Kominka!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1009019234145351910?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1009019234145351910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1009019234145351910' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1009019234145351910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1009019234145351910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/08/test-na-idealnego-faceta.html' title='Test na idealnego faceta'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8841852622939384389</id><published>2010-08-27T11:24:00.004+02:00</published><updated>2010-08-27T12:19:28.736+02:00</updated><title type='text'>Wiesiek idzie...</title><content type='html'>Na początek, dla tych, którzy nigdy nie słyszeli - &lt;a href="http://www.mp3h.pl/949135/jak-szukac.html"&gt;proszę posłuchać.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A teraz do rzeczy. &lt;br /&gt;Przez moje z letnia otwarte okno dachowe, w środku nocy jął sączyć się depresyjny, uparty opad atmosferyczny. Zerwałam się zaalarmowana złowrogim bębnieniem w szyby i rzuciłam się do ewakuacji drogocennego sprzętu elektronicznego zagrożonego zalaniem. Przy okazji, zupełnie przypadkiem spojrzałam w twarz Ponurej Aurze. Gruby błąd. Nie wiem, czy jest Państwu wiadomym, iż Ponure Aury na meteopatów działają jak Bazyliszek na niewinnego grotołaza - zmieniają. W moim przypadku, dzięki Bogu, nie w kamień, ale jednak - coś się zmieniło...&lt;br /&gt;Poranek przywitałam nieznacznie siąkając nosem. Owinąwszy się kołdrą dla zredukowania chłodu, podreptałam po ciepłe skarpetki. Na śniadanie gorąca kawa i grzanki. Potem prysznic o temperaturze bulgoczącego ukropu. Do ubrania - miast ulubionych dziurawych szortów - ciepłe portki. Wszystko co robię, podświadomie skierowane jest ku zwalczaniu jesiennego chłodu i wilgoci. Już mi się nie chce iść na spacer. Wolę zostać w domu i grzać łapki o obudowę ledwo zipiącego laptopa. Jest ciemno, zimno, listopad...Wtem patrzę na nagłówek dzisiejszej gazety - 27 sierpnia. Sierpnia!? To znaczy, że co? Lato? Pareo, bikini i mojito? Jeszcze nie - kaszmir, saszki i kakao? &lt;span style="font-style:italic;"&gt;O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny&lt;/span&gt; i z tego powodu wszystko mi się poprzestawiało. Walczyć z tym, czy się poddać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież taka aura bywa całkiem przyjemna, a nawet romantyczna. Wypad do kina. Deszcz siecze, watr wieje, wywracają się parasole, a im mniejszy współczynnik ilości parasoli w przeliczeniu na dwie osoby - tym większa szansa na sympatyczne momenty. Wtedy nawet CH Arkadia zdaje się być miłym miejscem. Albo takie zakupy szkolne - z lubością wspominam kupowanie nowych, pachnących zeszytów i książek do szkoły. Lans na designerski ołówek czy nowy sweterek w paski na początku września. Łapanie ostatnich promieni słońca z gorącą czekoladą w ręku ławce przed szkołą. Jest jeszcze czas na wszystko. Ploty. Plany. Pląsy. A nawet teatr eksperymentalny, albo spacer po Parku Saskim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I czemuż ja się chowam przed tą jesienią? Przecież to wszystko wszystko zaczyna się układać, wyjaśniać, urzeczywistniać. Porzucam wakacyjne mrzonki i zaczynam działać. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dalej z posad bryło świata!&lt;/span&gt; - wołam tedy i pozostawiam Szanownych Państwa z tym oto hasłem. Niech no już ten Wiesiek przychodzi, skoro rady na to nie ma - jestem gotowa!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8841852622939384389?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8841852622939384389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8841852622939384389' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8841852622939384389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8841852622939384389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/08/wiesiek-idzie.html' title='Wiesiek idzie...'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3374484764408304534</id><published>2010-08-15T00:21:00.002+02:00</published><updated>2010-08-15T00:24:42.660+02:00</updated><title type='text'>Próżność</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/TGcXleivhbI/AAAAAAAAPUQ/ItcaFP_h_dg/s1600/tygodniami+my%C5%9Bla%C5%82a+o+nim+spotykali+si%C4%99+w+tajemnicy,+lotnik+obiecywa%C5%82+%C5%9Blub.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/TGcXleivhbI/AAAAAAAAPUQ/ItcaFP_h_dg/s400/tygodniami+my%C5%9Bla%C5%82a+o+nim+spotykali+si%C4%99+w+tajemnicy,+lotnik+obiecywa%C5%82+%C5%9Blub.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505395002105103794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pławię się w samozachwycie, ale to nie moja wina!&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aldonnafoto.blogspot.com/"&gt;ONA&lt;/a&gt; temu winna, ona temu winna...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3374484764408304534?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3374484764408304534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3374484764408304534' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3374484764408304534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3374484764408304534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/08/proznosc.html' title='Próżność'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/TGcXleivhbI/AAAAAAAAPUQ/ItcaFP_h_dg/s72-c/tygodniami+my%C5%9Bla%C5%82a+o+nim+spotykali+si%C4%99+w+tajemnicy,+lotnik+obiecywa%C5%82+%C5%9Blub.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5059806684279760220</id><published>2010-08-13T23:23:00.002+02:00</published><updated>2010-08-13T23:49:49.730+02:00</updated><title type='text'>Ni Hiob, ni Syzyf</title><content type='html'>Dnia 13 sierpnia, w piątek, Marta S. nie może nadziwić się swojemu szczęściu. Nie jest to jednak ten rodzaj szczęścia, jaki daje wygrana w LOTTO trzynastu milionów złotych. Nie jest to szczęście dziecka na widok lizaka, ani zakupoholiczki w czasie wyprzedaży w Zarze. Marta S. doznała niemal buddyjskiego objawienia podczas nagłego wkroczenia w głęboką kałużę. W tym dość nie przyjemnym momencie skłonny do przekory mózg Marty S. postanowił krótko podsumować niezbyt długie życie swej właścicielki. Konkluzja? Jest dobrze, Marto S., jest wręcz doskonale!&lt;br /&gt;A niby czemu, skoro piątek trzynastego, noc ciemna i bura breja pod stopami? &lt;br /&gt;Przyczyna całego radosnego stanu rzeczy ma 21 lat, 185 cm wzrostu* i zielone oczy. Zajmuje się prawem, muzyką jazzową i ezoteryką, a w wolnych chwilach mordowaniem cyfrowych nazistów i oglądaniem małych kotków na youtubie. Przyczyna jest droga sercu, umysłu i ciału Marty S. od dłuższego czasu, a mimo to ciągle powoduje to niezwykłe uczucie beztroskiego unoszenia się nad ziemią...Osobiste wywody nie powinny stanowić głównej treści poważnego dziennika internetowego, ale cóż tu począć, skoro "tako rzecze" sam umysł? Po prostu, Marta S. to nie żaden Hiob, ni Syzyf, ni Prometeusz. Marta S. to szczęściara jakich mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- - -&lt;br /&gt;*)Chociaż w dowodzie osobistym ma 184, a planuje urosnąć do 186 cm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5059806684279760220?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5059806684279760220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5059806684279760220' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5059806684279760220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5059806684279760220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/08/ni-hiob-ni-syzyf.html' title='Ni Hiob, ni Syzyf'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7574198814594714801</id><published>2010-08-12T21:27:00.003+02:00</published><updated>2010-08-13T00:42:37.876+02:00</updated><title type='text'>Wakacje. I powakacje.</title><content type='html'>Wiem, że skandalicznie zaniedbałam pisanie, ale ostatnimi czasy bardziej żyję niż rozmyślam. Strzępki pięknych refleksji przychodzą do mnie wyłącznie w samochodzie, w autobusie, gdzieś w dziczy...Wszędzie tam, gdzie nie ma komputera, w którym można byłoby zapisać swoje nader głębokie teorie (a pisuję wyłącznie na komputerze, bo pusta biała kartka wywołuje we mnie paraliżujący &lt;span style="font-style:italic;"&gt;horror vacui&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;Wakacje w tym roku były krótkie, acz intensywne - najpierw Open'er (koncertowe wydarzenie moje go życia- po trzykroć bosko!), potem żagle w klimacie nieco zgredziałym (ale i tak było przemiło), a następnie deszczowy tydzień na Warmii z Harry Potterem w tle. &lt;br /&gt;Teraz sierpień mija mi na bujaniu się po ładnych parkach z Lubym Krzysiem, składaniu jeansów w pracy i twórczości krawieckiej (z różnym skutkiem...). Z nudów stałam się niemalże &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fashion victim&lt;/span&gt; - wszystkich bym poprzebierała, umalowała, przemodelowała, żeby czuli się piękni i zadowoleni z życia. Jak zawsze,u mnie kończy się tylko na zamiarach. Co innego artystyczna dusza, figurująca w linkach jako Lady Aldonna. Przygotowania do z dawna oczekiwanej sesji zdjęciowej pociągnęły za sobą dużo interesujących przeżyć takich jak: pięciokilometrowa pielgrzymka po ciuchowych sanktuariach Warszawy, wielogodzinne , dramatyczne przebieranki w moim pokoju, wykonywanie profesjonalnego makijażu na parkowej ławce, lekkie negliżowanie się przed tłumem turystów, czy potencjalne łapanie grzyba w publicznym zbiorniku wodnym. Ale to wszystko warte było zachodu, ponieważ dla zakompleksionej, ale chwilami próżnej osóbki jak ja, nie ma nic przyjemniejszego niż tysiąc zdjęć ze mną w roli głównej. Aldonna jest artystką, a nie faszystką, i dlatego zdjęcia mogły być tworzone zarówno przez fotografa jak i modelkę. Bardzo "czułam" wybrany przez nas plener (zielono!), jak również sam pomysł na sesję, stroje i stylizacje, a do tego ta odrobina wariactwa na deser... Było świetnie - bardzo dziękuje Pani Fotograf!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Jak wam się podoba nowy retro-wygląd?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7574198814594714801?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7574198814594714801/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7574198814594714801' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7574198814594714801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7574198814594714801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/08/wakacje-i-powakacje.html' title='Wakacje. I powakacje.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1509815240943590447</id><published>2010-06-25T10:03:00.003+02:00</published><updated>2010-06-25T10:12:21.409+02:00</updated><title type='text'>Maraton.</title><content type='html'>Wczoraj rozpoczęłam maraton. I to podwójnie. Po pierwsze, po napisaniu (niekoniecznie zdaniu, ale mniejsza o to) egzaminu z urządzania i budowy obiektów architektury krajobrazu (4 semestry, pełne portki), wchodzę teraz w okres nadrabiania zaległości towarzyskich. I teraz wermuciki, wina, nalewki, drinki, żubrówki, żurawinkówki, żołądkowe, śledzionowe, wątrobowe(jak by nie patrzeć - każda wódka jest wątrobowa...). A z zewnątrz sukienki, cienie, róże, szpilki, małe torebki, nocne autobusy. Podłogi, łóżka, fotele, bary.&lt;br /&gt; Nocne autobusy i nocne ulice. &lt;br /&gt;Na przykład wczoraj - z Woli pod Smyka. Było całkiem miło - to właśnie ten drugi mały maratonik.&lt;br /&gt; I tylko dziś, miast kaca - zakwasy:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1509815240943590447?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1509815240943590447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1509815240943590447' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1509815240943590447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1509815240943590447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/06/maraton.html' title='Maraton.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5244682111991068381</id><published>2010-06-05T09:54:00.003+02:00</published><updated>2010-06-05T10:06:52.188+02:00</updated><title type='text'>And I'm watching the late show in my flat...</title><content type='html'>Mam w zwyczaju wylewać moje frustracje. Internet jest akurat pod ręką.&lt;br /&gt;Czuję się wiejsko i biednie.&lt;br /&gt;Wiejsko - bo jestem daleko od wszystkich, w zalanym burzowymi falami Sand-City, do którego nikomu nie chce się pofatygować. Szkoda. 90m2 leży odłogiem. A ja piątkowy wieczór spędzam pod kołdrą nucąc Abbę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Half past twelve&lt;br /&gt;And I'm watching the late show in my flat all alone&lt;br /&gt;How I hate to spend the evening on my own&lt;br /&gt;Autumn winds&lt;br /&gt;Blowing outside the window as I look around the room&lt;br /&gt;And it makes me so depressed to see the phone&lt;br /&gt;There's not a soul out there&lt;br /&gt;No one to hear my prayer&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest mi wiejsko podwójnie - ze względu na pogardę świata wobec mojej placówki naukowej Szkoły Głównej itd itd. Co z tego, że mamy status uniwersytetu. Na twarzy moich znajomych hasło "SGGW" zawsze wywołuje taki specyficzny uśmieszek (coś jakby "A co, nie dostałaś się na UW"). Otóż, nie. Świadomy wybór. Mój kierunek - trudny, wymagający kreatywności, organizacji czasu, talentu, znajomości 500 drzew, i kilkuset roślin ozdobnych, fizyki, chemii, biologii, geografii, historii sztuki, matematyki, filozofii, geometrii, rysunku...Ale wciąż - wieś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biednie jest mi, bo głupio mi prosić o cokolwiek rodziców. Wystarczy, że siedzę im na głowie. Dlatego czekam do wypłaty, żeby wydrukować prace. Taki los. Nie mam mieszkań w centrum, ojca z limuzyną, ciuchów z ekskluzywnych sklepów. Mojej wiejskości nic nie zamaskuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem sfrustrowana. Przepraszam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5244682111991068381?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5244682111991068381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5244682111991068381' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5244682111991068381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5244682111991068381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/06/mam-w-zwyczaju-wylewac-moje-frustracje.html' title='And I&apos;m watching the late show in my flat...'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3418785329811660597</id><published>2010-05-02T20:52:00.003+02:00</published><updated>2010-05-02T21:05:38.293+02:00</updated><title type='text'>+20</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S93LkENNTqI/AAAAAAAAPO8/vsSN82BlLBA/s1600/P4260161.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S93LkENNTqI/AAAAAAAAPO8/vsSN82BlLBA/s400/P4260161.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466749343162519202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest mi nielegalnie beztrosko. Ale lubię ten stan. Wcale nie jest mi przykro. Kocham moje życie tu i teraz. Kocham pędzić przez słoneczne miasto w szortach. Kocham turlać się po zimnej kołdrze. Czuję, że zaraz wybuchnę miliardem nowych pomysłów - to uczucie też kocham. &lt;br /&gt;+20 i wszystko jest doskonale :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3418785329811660597?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3418785329811660597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3418785329811660597' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3418785329811660597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3418785329811660597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/05/20.html' title='+20'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S93LkENNTqI/AAAAAAAAPO8/vsSN82BlLBA/s72-c/P4260161.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3159782653913976597</id><published>2010-04-10T13:03:00.007+02:00</published><updated>2010-04-10T13:36:35.824+02:00</updated><title type='text'>.</title><content type='html'>Teraz wszyscy używają wielkich słów. Ja nie jestem typem emocjonalnym - nie płaczę, nie histeryzuję, nie chcę filozofować. To jednak nie zmienia dziwnego uczucia, że jestem jedną z wielu bohaterek swoistego filmu katastroficznego. Niewyobrażalna skala i bliskość tego wydarzenia sprawia, że wydaje mi się ono być zupełnie nierealne. Kiedy dotyka się czegoś bardzo gorącego najpierw czuje się zimno - dopiero po chwili powolne neurony zawiadomią mózg jak bardzo się pomylił. Otóż ja teraz czuję zimno. Z każdym kolejnym nazwiskiem, które oznacza odrębną, powiązaną historię, przekonuję się, że to jednak...parzy. &lt;br /&gt;To były czyjeś matki, siostry, synowie, przyjaciele, ukochani - i nawet jeśli nikogo z tej fatalnej listy nie poznałam osobiście, to ja tak samo mam mamę, siostrę, przyjaciół, ukochanego. Stracić kogoś tak bliskiego jest dla mnie po prostu przerażające.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3159782653913976597?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3159782653913976597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3159782653913976597' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3159782653913976597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3159782653913976597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/04/blog-post.html' title='.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7308071708483438540</id><published>2010-04-04T17:43:00.003+02:00</published><updated>2010-04-04T22:36:32.075+02:00</updated><title type='text'>Wesołych!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S7j4LB-gZmI/AAAAAAAAPMU/JSm4VcjiGlA/s1600/xP4030559.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 149px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S7j4LB-gZmI/AAAAAAAAPMU/JSm4VcjiGlA/s200/xP4030559.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456383816952211042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wielka Sobota u Dominikanów, sernik o 3.30 w nocy, jajka faszerowane z kaparami i kurkumą, odkrycie Krupówek w mieście Piasecznie i rodzinne oglądanie Małej Syrenki. &lt;br /&gt;Uwielbiam niestandardowe święta.&lt;br /&gt;Gorąco polecam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7308071708483438540?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7308071708483438540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7308071708483438540' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7308071708483438540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7308071708483438540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/04/wesoych.html' title='Wesołych!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S7j4LB-gZmI/AAAAAAAAPMU/JSm4VcjiGlA/s72-c/xP4030559.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8919855866869649926</id><published>2010-03-25T16:39:00.004+01:00</published><updated>2010-03-25T17:25:34.543+01:00</updated><title type='text'>Szczęśliwa meteopatka</title><content type='html'>Kraj nasz ojczysty nie jest krajem dla meteopatów. Jak pewnie Szanowni Czytelnicy pamiętają z lekcji geografii- ze względu na dziwne położenie, klimat Polski stanowi dziwaczną mieszankę wpływów atlantyckich (ciepła zima, kiepskie lato) i kontynentalnych (mroźna zima, gorące lato). Na nasze nieszczęście z tej osobliwej pary rodzi się smutna hybryda: mroźna zima i kiepskie, deszczowe lato. Klimat tzw. przejściowy, powinien mieć zatem nazwę klimatu przegranego, fail-climate. A im gorsza i bardziej zmienna pogoda, tym gorzej się mają meteopaci. Skąd to wiem? Cóż...każda chmurka płynąca beztrosko przez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nieboskłon&lt;/span&gt; (słowo to dedykuję polonistce Tosziby - pani ta twierdzi, że takie słowo nie istnieje) powoduje u mnie bóle głowy, rozdrażnienie i melancholię. A chmurek tych na polskim niebie jest bez liku przez większą część roku. &lt;br /&gt;Co jednak dzieję się w dni takie jak dziś, kiedy słońce nieskrępowanie operuje sobie promoeniami UVA i UVB, uwieszone na błękicie jak kryształ Swarovskiego w kształtnym uszku Paris Hilton? Przy tej prawdziwie letniej aurze, po straszliwej, długiej zimie, meteopaci doznają klimatycznej euforii. Dzięki wysokiemu ciśnieniu są pobudzeni jak po czterech espresso z Pożegnania z Afryką. Promieniowanie słoneczne przyprawia ich o szeroki uśmiech. Ciepły wietrzyk cudownie ogrzewa ich wątłe ciałka. Chce się żyć, tworzyć, ruszać z posad bryłę świata!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to czegoś, Szanownym Czytelnikom, nie przypomina? Bo dla mnie, polonistki-korepetytorki, to jest to wręcz oczywista analogia do romantyzmu. Gdy deszcz, mróz, zawierucha - popadamy w skrajną ponurość i poszukujemy po domu ostrych narzędzi, trujących substancji lub grubych powrozów. Jednak kiedy przyjdzie upragniona wiosna stajemy się Chrystusami Narodów dumnie kroczącymi w szpilkach przez brudne ulice, aż się za nami oglądają murarze z pobliskich placów budowy. I jest pięknie. Gdyby więcej było takich dni w Polce (18 stopni, słońce, 1024 hPa), my meteopaci powiedlibyśmy naród ku świetlanej przyszłości pełnej błyszczących biurowców, nowoczesnych fabryk, urodzajnych pól, zagranicznych inwestorów i atrakcyjnych hostess w supermarketach. Pogoda jednak nam nie pozwala na tę uśmiechniętą rewolucję - lekkie ochłodzenie i już po całym mesjanizmie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz nie traćcie ducha, bracia meteopaci- wszak mamy globalne ocieplenie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8919855866869649926?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8919855866869649926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8919855866869649926' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8919855866869649926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8919855866869649926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/03/szczesliwa-meteopatka.html' title='Szczęśliwa meteopatka'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8889521339851569852</id><published>2010-03-06T10:21:00.010+01:00</published><updated>2010-03-06T14:00:05.826+01:00</updated><title type='text'>Pozwól mi wejść.</title><content type='html'>Od dłuższego czasu omijam w mojej bloggerskiej twórczości kwestie rodzinne - wiem, że kogoś może zaboleć i że nie wszystko jest tak proste, jak mi się zdaje. Wczoraj jednak naszło mnie kilka bardzo doniosłych refleksji. Pozytywnych, dlatego napiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tosziba jest uroczym, prawie dwunastoletnim dzieckiem. Jest dzieckiem, mimo iż jak każda dziewczynka w tym wieku, strasznie chce być prawdziwą nastolatką. Chwała Bogu, jeszcze nią nie jest, bo z takimi wyrostkami strasznie trudno wytrzymać (wiem, bo sama ledwo wytrzymywałam ze sobą). Moja siostra jest urocza niewątpliwie, ale na swój własny sposób. Nie przypomina zupełnie słodkich aniołków w barokowych kościołach, ani złotowłosych bobasków w reklamach niemieckich jogurtów. Jej urok polega na niefrasobliwości Kubusia Puchatka. Szuka czegoś, co leży tuż obok. Zasępia się nad dodawaniem. Z otwartą buzią pochłania kolejne filmy z Jamesem Bondem. Czasem nie zrozumie jakiegoś żartu i kiedy jej go wytłumaczymy wykonuje mistrzowski &lt;span style="font-style:italic;"&gt;facepalm.&lt;/span&gt;  i zaczyna chichotać pokazując zestaw dorodnych, mozolnie prostowanych zębów.  &lt;br /&gt;Skoro już jesteśmy przy wyglądzie, to muszę się podzielić pewną teorią. Po kilku ćwiczeniach z entomologii zauważyłam, że mimo, iż pan doktor surowo nam tego zakazał, niektóre cechy owadów można odnieść do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Homo sapiens&lt;/span&gt; i odwrotnie. Takie, na przykład, przeobrażenie. Są ludzie, którzy niemal od urodzenia są niezwykle piękni, straszliwie szkaradni lub zupełnie przeciętni. W drodze do dorosłości tylko trochę rosną i nabywają drugorzędowych cech płciowych (albo i nie...ale to temat na osobny post). Zupełnie jak karaczany, nasi ulubieńcy spod lodówki. Po wykluciu z jaja przechodzą przeobrażenie niezupełne - parę razy linieją i zyskują właściwą formę. Są jednak dzieci, których twarze są zagadkowe. Nie można z nich wyczytać NIC na temat przyszłego wyglądu. One przejdą przeobrażenie zupełne. Metamorfozę. Do nich nalezy moja siostra (chociaż może to wynikać z tego, że cały czas jestem obok, nie widzę zachodzących z roku na rok zmian i nie mogę przewidzieć kierunku ewolucji). &lt;br /&gt;Tosziba jest obecnie wesołą, zieloniutką gąsienicą. Natura złagodziła w niej wszystkie łuki, które mogłyby przeszkodzić w sprawnym przemieszczaniu się po naszej drogiej planecie Ziemi. Wyposażono ją również w bardzo pożyteczną umiejętność mimikry - dzięki swemu nieokreślonemu, słowiańskiemu kolorowi włosów Tosziba, w różnych okolicznościach raz może być blondynką,a raz brunetką. Do tego, jak każda gąsienica, moja siostra rośnie jak deficyt budżetowy w Grecji... Na razie zapamiętale wcina wiosenne listki, ale już wkrótce zaszyje się w swoim pokoju, zacznie nosić szare, workowate ciuchy i zapuści włosy do pasa. W tym kokonie posiedzi rok lub dwa, i któregoś dnia wyjdzie z niego zupełnie odmieniona, jako paź królowej lub rusałka pawik. Nie wiem jak to się stanie, ale wiem, że będziemy bardzo zdziwieni. Gdzieś w tych lekko uniesionych kącikach brązowych oczu, w tym trójkątnym podbródku, we wgłębieniu pod kolanem, w cieniu pod dolną wargą, w geście odrzucania z czoła za długiej grzywki...w tym wszystkim czai się ten zachwycający motyl. Ta przyszła przemiana mnie fascynuje i już nie mogę się doczekać, kiedy wezmę ją pod rękę i razem pójdziemy podbijać warszawskie parkiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toszibę lubią ludzie dobrzy. Ujmuje ich prostotą myślenia, lekką nieśmiałością, odruchową uczciwością. Może się wydawać nawet zbyt prostolinijna - ot taki pajacyk ułożony z kolorowych klocków Duplo, którymi starsze dzieci zazwyczaj pogardzają dając prym bardziej zaawansowanym Lego. Nic bardziej mylnego. Zaglądasz do środka, a tam - jajko Faberge!&lt;br /&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S5I32afEcYI/AAAAAAAAPDs/_EaBw7KUmfM/s1600-h/200704270018560.fs13m.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S5I32afEcYI/AAAAAAAAPDs/_EaBw7KUmfM/s200/200704270018560.fs13m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445476307406451074" /&gt;&lt;/a&gt;Jubilerskie filigrany pokryte 24karatowym złotem, afrykańskie diamenty, chiński jedwab i szwajcarski mechanizm zegarowy z pozytywką wygrywający wszystkie kompozycje Bacha. Czasem udaje nam się przez chwile popatrzeć na ten głęboko skrywany skarb. W chwilach dziwnej refleksyjności wsypują się z mojej siostry poetyckie zdania. Zachwycają ją obrazy. Słucha muzyki. I robi to głębiej i piękniej niż my, bo poza samym zmysłem słuchu wykorzystuje słuchania duszę i umysł. Rozumie tajemnicze nutowe hieroglify. Więcej, ona te kody potrafi przełożyć na zrozumiałe dla nas, ciepłe dźwięki fletu. Wtedy, czuję się onieśmielona. Czuję się jak średniowieczny, niepiśmienny chłop wkraczający do gotyckiej świątyni - pełnej niezrozumiałych symboli i znaczeń. Boleśnie pięknej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego kiedy wołam "Tosziba! Posprzątaj te papiery!", "Zabierz się za lekcje, leniu!" albo "Idź z psem, mała!" to tak na prawdę przecież chcę powiedzieć - "Pozwól mi wejść do swojego świata". Bo przecież jesteś z tych samych genów, z tej samej rzeczywistości, jesteś ulepiona z tego samego koloru plasteliny. A jednak jesteś jak nieodkryta wyspa na Oceanie Spokojnym, gdzie poza tajemniczymi tubylcami, znaleźć można rozbite samoloty, bunkry i niedźwiedzie polarne...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8889521339851569852?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8889521339851569852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8889521339851569852' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8889521339851569852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8889521339851569852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/03/pozwol-mi-wejsc.html' title='Pozwól mi wejść.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S5I32afEcYI/AAAAAAAAPDs/_EaBw7KUmfM/s72-c/200704270018560.fs13m.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1697380525857853510</id><published>2010-02-27T16:54:00.008+01:00</published><updated>2010-03-01T21:56:21.644+01:00</updated><title type='text'>Twist dwubiegunowy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S4la4BG22AI/AAAAAAAAPDI/dlt-Zxd4bmY/s1600-h/1228455537220.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 309px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S4la4BG22AI/AAAAAAAAPDI/dlt-Zxd4bmY/s320/1228455537220.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442981543070324738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Metro. Jak zwykle pod wieczór- lekki tłok, ale siąść można. Rozwalam się swobodnie na czerwonej kanapie i studiuję wnikliwie swoje odbicie w lustrze. Wierzbno. Tuż obok siada niewysoki Azjata w puchowej kurtce. Składa ręce na podołku jak archetypowa "Ciotka z Grójca" w autobusie PKS i celebruje podróż, zupełnie jak ja. Bije od niego przyjemna woń dobrze przysmażonego kurczaka w cieście po syczuańsku, z lekką nutą sajgonki i grzybków mun. W moim nad aktywnym umyśle pojawia się smakowita wizja wspaniałej uczty w piankowych pojemnikach, żołądek zaś, który nie jest zbyt zaawansowanym mówcą woła po prostu - Chinol mniam!*) Centrum. Wychodzę z wagonu nie sprawdziwszy nawet czy mam portfel, telefon i inne kosztowności. Przecież taki oto Człowiek Wschodu - łagodny niczym sos sojowy i porządny jak defilada armii - nie mógłby połaszczyć się na mój nędzny dobytek. Co innego, gdyby obok zasiadł, woniejący mielonym ze skwarkami czy fastfoodowym hamburgerem, Polak. Wtedy albo bym się przesiadła, albo przynajmniej dokładnie przeszukała zawartość torebki. Skąd ta wrogość do własnego narodu i popularnych specjałów kulinarnych? Ot, po prostu taki dzień. Zauważyłam bowiem, iż od jakiegoś czasu mój "smak" cierpi na chorobę dwubiegunową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez większość czasu apetycznym wydaje mi się być wyłącznie kuchnia lekka i zdrowa- śródziemnomorska, hinduska, azjatycka. Ślinka cieknie mi na widok stosu warzyw z makaronem ryżowym, kurczaka po kaszmirsku z całym kardamonem; równo ustawione rolki kolorowego sushi zdają się uśmiechać do mnie z mahoniowej tacki (o tak: ^^ mangowo); penne z zieloniutkim pesto, to jak wiosna w środku straszliwej, kontynentalnej zimy...Mniam! Wszystko pachnie przyprawami, jest śliczne, jędrne, świeże, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;aldente&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;molto bene&lt;/span&gt;! Do tego zielona jaśminowa bez cukru w kamionkowym, minimalistycznym czajniczku, sok z brzozy w cieniutkiej szklaneczce albo wino gruzińskie pite z szerokiego kielicha. Co więcej, te upodobania przenoszą się na strój - starannie dobieram kolory, noszę same tkaniny naturalne, szlachetną biżuterię, pielęgnuję alternatywność w każdym aspekcie. Z muzyki wybieram wychudzonych Islandczyków, uśmiechniętych Afrykanów, natchnione Brytyjki, klasyków z Estonii, chill out z Radia PIN. Żyję w umiarkowanej harmonii ze światem: słoneczko śmieje się do mnie jak dobrotliwy cesarz, a ja kłaniam się w pas przed zieleniejącymi drzewami i nieco zdziwionymi przechodniami, którzy za Chiny (hihi) nie wiedzą, o co tu chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz czasem, jak to śpiewał niezapomniany Wiesław Gołas w Kabarecie Starszych Panów- "...gdy spłynie mrok wieczorny/ typem staję się upiornym". Wtedy biorę pod rękę mego Lubego Kompana i udajemy się na obrzydliwie ogromne łasowanie w jednej z sieciowych restauracji amerykańskich, gdzie spożywamy globalistyczną strawę. Posiłek składa się z wielopiętrowej kanapki: dmuchanego azotem pieczywa, mrożonego w azocie uprzednio, a postaci właściwej smażonego wielokrotnie steku wołowego (Priony!), konserwowanych azotem bladych pomidorków, sałaty lodowej (zgadnijcie czym nawożonej? Tak, tak - azotem), ogórka pseudokiszonego, ketchupu, musztardy, majonezu...Pachnie to smakowicie, ale jakby też nieco atawistycznie. Pachnie mi jak zaszlachtowana sarenka wygłodzonemu neandertalczykowi. I jak ten uroczy prakuzyn rzucam się na mojego hamburgera - rozwieram szeroko jamę gębową i staram się prędko umieścić weń rąbek wysokiej jak Empire State Building, kanapki. Nie zawsze mi to wychodzi, toteż różnorodne luźne elementy posiłku lądują zgrabnie na mojej jasnej bluzeczce, czy świeżo upranych spodniach, w doborowym towarzystwie licznych sosów. To nie koniec uczty! Teraz następuje dopychanie żołądka, niczym walizki na półroczną podróż po Ameryce Południowej. Służą do tego frytki - wszystkie idealnie równe, z idealnie przemielonej pulpy ziemniaczanej, długo maczane w tłuszczowej kąpieli. Znów to samo - na ich widok odkrywam w sobie odmienne stany świadomości i jak niewychowany orangutan chcę zjeść wszystkie frytki na raz. W między czasie popijam najbardziej znany napój świata, tę kapitalistyczną ambrozję, o której śnili onegdaj moi rodzice, a która dziś wiedzie nas prostą dróżką do magicznej republiki Cukrzycy i Otyłości. Ale piję! Wysysam przez plastikową rurkę ten rozkoszny symbol śmierci z przeżarcia. Żeby to był koniec, ale nie. Posuwam się dalej w masochistycznej maestrii. Wkładam sobie w uszy niezdrowe słuchawki i nurzam się w odmętach dyskotekowych hitów, które opiewają kształtne pośladki rozwiązłych panien, czy też uroki palenia samodzielnie wykonanych papierosów z egzotycznych roślin. Porywają mnie mocne rytmy i elektroniczne fale docierające do samego rdzenia kręgowego. Wtedy to również, dopadam Bogu ducha winną koleżankę i zaciągam ją wieczorem do jakiegoś głośnego i możliwie najbardziej zadymionego miejsca w mieście stołecznym. Tamże wyczyniam  bakchiczne tańce, które powodują, że moja poliestrowa bluzka rozciąga się niebezpiecznie w okolicach dekoltu. Wiruję wściekle popijając tequilę, w raz ze mną wirują moje ogromne, plastikowe kolczyki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzę się. Przez okno macha do mnie słońce. Macha i woła - Namaste! Wkładam niebieski szlafrok i idę na do kuchni zrobić sobie zielonej jaśminowej.O szaleństwach dnia poprzedniego świadczy tylko resztka czarnej kredki pod lewym okiem. Wszystko wraca do normy, bo przecież: &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rano znów wstaję śliczny,&lt;br /&gt;Liryczny i apetyczny.&lt;br /&gt;To musnę coś jak jaskółka,&lt;br /&gt;To usnę w słońcu jak pszczółka&lt;br /&gt;Aż chmurki zbudzi mnie cień,&lt;br /&gt;Bym brzęczał cały dzień...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;*)Chcę od razu zaznaczyć, iż nie miał on na myśli niczego obraźliwego w stosunku to czcigodnych obywateli Państwa Środka. Tak już się utarło mawiać wśród warszawskiej młodzieży (ehehe).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. To tak a propos &lt;a href="http://www.evilmilk.com/pictures/Over_Eating.jpg"&gt;jedzenia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1697380525857853510?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1697380525857853510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1697380525857853510' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1697380525857853510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1697380525857853510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/02/twist-dwubiegunowy.html' title='Twist dwubiegunowy'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S4la4BG22AI/AAAAAAAAPDI/dlt-Zxd4bmY/s72-c/1228455537220.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2259397735039788684</id><published>2010-02-19T22:33:00.004+01:00</published><updated>2010-02-19T23:10:58.662+01:00</updated><title type='text'>Ratuj!</title><content type='html'>Zdaje się, że nie dotrzymam obietnicy i nie napiszę nic na temat życia w Les Orres. Rzeczywistość mnie dopada i muszę jakoś się z nią dogadać.&lt;br /&gt;Wciąż nie mogę uwierzyć, że to już koniec uroczego lenistwa. Koniec oglądania miłych filmów w towarzystwie spokojnie zaparzonej kawy. Koniec wielogodzinnych śniadań z gazetą. Koniec malowania paznokci. Koniec czytania na kanapie. A co gorsza, koniec wspólnych drzemek popołudniowych (które i tak nam nie wychodziły...ale mniejsza z tym;), głupich rozmów na ucho o psach, kotach, ulubionych cytatach z filmów, o robalach, dzieciństwie. Koniec pochłaniania żelków, cieciorki prosto z puszki, odpijania sobie drinków, koniec z "Podasz mi prowansalskie?", albo "Gdzie są moje kapciuchy! Martucha, ratunku, daj mi kapciuchy!"...&lt;br /&gt;Śmierć ławicy maleńkich spraw, chwil-kijanek, słów planktonicznych. Bolesna, ale naturalna - nie od toksycznych oparów czy plam ropy naftowej. Ot- ktoś nam z dna naszego oceanu wyjął korek i spuścił całą wodę. Te miłe drobiazgi wyparowały tak szybko, że nawet Green Peace nie zdążył zaprotestować.&lt;br /&gt;Teraz ratuje się tworzeniem iluzji swobody - chadzam do kina, jem długie śniadania, maluję się co rano, czytam w łóżku wieczorem. Zbieram drobinki soli z tego oceanu i wcieram je skrupulatnie w skórę. &lt;br /&gt;Chcę mieć dobry humor. Chcę mieć to amerykańskie "pozytywne podejście". Tylko jeśli znów wrócą syberyjskie mrozy i śniegi nieprzebyte...to czar pryśnie! I nawet długie pocałunki Księcia Walii nie ukoją mego rzężącego pesymizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie moich zapasów z rzeczywistością szwenda się literatura. Z braku pomysłu na dobrą książkę do torebki, sięgnęłam na półkę z niezawodnym i doskonale poręcznie wydanym Konwickim. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kalendarz i klepsydra&lt;/span&gt; powoduje, iż po raz kolejny patrzę w lustro z wyrzutem i mówię to tego anorektycznego cienia kobiety "Jak mogłaś myśleć, że Konwicki jest nudny! Heretyczka! Na stos! Na stos z nią!". Panie Tadeuszu Konwicki, oświadczam z całą mocą mego wątłego, 21-letniego umysłu, że byłam wtedy niepoczytalna! Oraz, że stwierdzenie "Konwicki jest nudny" padło w momencie straszliwego zamroczenia, niemal choroby psychicznej. Bo teraz, to ja &lt;span style="font-style:italic;"&gt;na kolana padłam&lt;/span&gt; w swoistym &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hołdzie pruskim&lt;/span&gt; dla Pańskiej prozy. Czytając &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kalendarz i klepsydrę&lt;/span&gt; dosłownie co pół strony mam wrażenie, jakbym czytała swoje własne myśli! Na ten czas, dławiąca zazdrość mnie łapie. NAPISANE! Ktoś tak doskonale potrafił napisać, to czego ja w żaden sposób nie umiem...Wiem, wiem - talent, lata pracy, erudycja, wykształcenie. Ale to we mnie mieszka! Więcej - ma stałe zameldowanie. Jak mam się pozbyć tylu myśli, tylu uczuć, pomysłów, refleksji? Nie umiem nadać im formy, zamiast tego, gromadzę je jak dziecko kolekcjonujące wszystko, co znajdzie na podłodze.&lt;br /&gt;Z tego właśnie wysypiska myśli wołam zatem do pana, panie Tadeuszu Konwicki:&lt;br /&gt;- Ratuj! Ratuj moją potępioną literacko duszę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2259397735039788684?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2259397735039788684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2259397735039788684' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2259397735039788684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2259397735039788684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/02/ratuj.html' title='Ratuj!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3970160233635512567</id><published>2010-02-14T21:53:00.004+01:00</published><updated>2010-02-14T22:07:31.776+01:00</updated><title type='text'>Les Orres bizarres.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S3hkFphiWjI/AAAAAAAAOmU/XjUocXXeIJc/s1600-h/P2090161.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 311px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S3hkFphiWjI/AAAAAAAAOmU/XjUocXXeIJc/s400/P2090161.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438206598258514482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To zdjęcie doskonale oddaje klimat feryjnego wyjazdu.&lt;br /&gt;Jak co nieco ochłonę, to postaram się opisać bardziej smakowite epizody ze studenckiego życia w Alpach takie jak :&lt;br /&gt;-Narty w Toalecie, &lt;br /&gt;-Złowieszczy Kiosk, &lt;br /&gt;-Przemowy Psycho-Staszka, &lt;br /&gt;-Klucze w Sosie Cebulowym czy Moving Party...&lt;br /&gt;Inne historyjki pozostawię tylko dla siebie. Dla nas.&lt;br /&gt;Było fajnie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S3hlfDcVRpI/AAAAAAAAOns/4GfD4Ur_a_k/s1600-h/P2090105.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S3hlfDcVRpI/AAAAAAAAOns/4GfD4Ur_a_k/s400/P2090105.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438208134224365202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3970160233635512567?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3970160233635512567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3970160233635512567' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3970160233635512567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3970160233635512567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/02/les-orres-bizarres.html' title='Les Orres bizarres.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/S3hkFphiWjI/AAAAAAAAOmU/XjUocXXeIJc/s72-c/P2090161.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1229876118564124515</id><published>2010-02-04T21:42:00.003+01:00</published><updated>2010-02-04T22:02:51.066+01:00</updated><title type='text'>Hodowca Kaktusów.</title><content type='html'>Senna po lampce wina zalegam w łóżku.&lt;br /&gt;Zero feryjnego nastroju - dopóki nie dowiem się, czy zdałam cholerny egzamin, to nie będę wesołym krasnalem w drodze do Disneylandu.&lt;br /&gt;Do tego masochiści w komisji śledczej, dudniący z każdego odbiornika w domu - gorsze niż huczenie meczu piłkarskiego.&lt;br /&gt;I siostra nie mogąca nauczyć się melodyjki z "Żądła" na flecie.&lt;br /&gt;Hałas. Nie ma spokoju. Nie wiem czy zapakowałam wszystko. Nie wiem czy chcę cokolwiek robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że 2GB muzyki na pożyczonej mp3-jce pomoże mi, w trakcie dwudziestogodzinnej podróży, w jakiś sposób pozbierać myśli. Bardzo tego potrzebuje. Spokoju. Porządku. Dobrego jedzenia. Wysypiania się. Snucia odległych planów.&lt;br /&gt;Pisania.&lt;br /&gt;To najgorsze. Bardzo chcę coś napisać. Nie czekać do czterdziestki. Wiem, że mogę. Mam historię. Motyw. Postać. &lt;br /&gt;Nie umiem pisać - w sensie czysto warsztatowym nigdy nie dorównam rzeszom znajomych polonistek in spe. Może nie powinnam próbować. Może to grozi rozczarowaniem.&lt;br /&gt;Tylko jeśli nie ma innego sposobu, żeby wyjąć z siebie tego potwornego kaktusa poezji, który rozrasta się we mnie od wielu lat? Kiedy pochylam się nieopatrznie nad pustą kartką, albo siadam do klawiatury - on stroszy kolce, zapuszcza korzenie, wyciąga ze mnie soki. &lt;br /&gt;Mogę pozwolić mu żyć dalej, aby przerósł mnie i rozsadził od środka; albo chirurgicznie go usunąć i osiągnąć względny spokój. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I oto jestem. Założona maska. Ręce wyszorowane po łokcie. Błysk skalpela nad bladą skórą. Szanowni Państwo, już za chwilę, na tej sali, dokona się prawdziwy przełom - samooperacja na otwartym sercu!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1229876118564124515?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1229876118564124515/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1229876118564124515' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1229876118564124515'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1229876118564124515'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/02/hodowca-kaktusow.html' title='Hodowca Kaktusów.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-9044077404169391350</id><published>2010-01-29T16:38:00.002+01:00</published><updated>2010-01-29T17:07:31.076+01:00</updated><title type='text'>Nad kuchenką gazową.</title><content type='html'>Lubię niecodzienne złożenia sytuacyjne. Takie, że mogłyby spokojnie wyjść spod zacnego pióra (długopisu/ołówku/klawiszu) mojego ulubionego piewcy absurdu Krzysztofa R. Muciaka (20l.).&lt;br /&gt;Akt pierwszy.&lt;br /&gt;Otóż, wyobraźcie sobie, korną autorkę tych słów, która nie bacząc na nękające ją choroby Górnych Dróg Oddechowych, uczy się do egzaminu. Ładnie, przy biureczku, komputer wyłączony, notatki...I wtedy do pokoju wchodzi Szanowna Babcia z zupełnie niewinną intencją pokazania czytelnie wypisanej recepty (a Babcia zna się na tego rodzaju tekstach kultury). Na widok rokokowych zawijasów wypisanych tuszem w kolorze sepia, w.wym. Górne Drogi zaskakują pilną studentkę i przypuszczają zajadły atak za pomocą flegmy. Kaszląc wściekle i poświstując upiornie autorka pospiesznie udaje się do łazienki w celu poważnej rozmowy z Płucami. Należało zdecydowanie skłonić je do powrotu na miejsce. Emigracja nie wchodzi w rachubę! &lt;br /&gt;W mej samotni pozostaje dzierżąca kaligraficzną receptę Babcia, osłupiała niczym zmieniona w słup soli żona Lota.&lt;br /&gt;Akt drugi.&lt;br /&gt;Jako tzw. Dobre Dziecko, pisząca te słowa, postanowiła uczynić obiad. Zeszła w tym celu do kuchni. Nieopodal w salonie, wypoczywa Szanowna Babcia. Wypoczywa w nie byle jakim towarzystwie - tuż obok pomrukuje Radio Z Torunia. Godzina piętnasta - koronka.&lt;br /&gt;Otwieram lodówkę: cukinie, surimi, czosnek, cebula, cytryna. Ostrzę 40centymetrowy nóż.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt; Dla Jego bolesnej męki...&lt;/span&gt; CIACH! CIACH!- ubodzy krewni krabów zostają wysypani z opakowania.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dla Jego bolesnej męki...&lt;/span&gt; CIACH CIACH CIACH!-&lt;br /&gt;różowe paluszki zamieniają się w maleńkie plasterki.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dla Jego bolesnej męki...&lt;/span&gt; CIACH CIACH CIACH CIACH!- tak kończy swój żywot cukinia.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dla Jego bolesnej męki...&lt;/span&gt; CIACH CIACH CIACH CIACH CIACH!- i po cebulce.&lt;br /&gt;Rety. Jak tak można? - pyta siebie zatrwożona kucharka.- Tu ktoś przeżywa &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ekstazę Świętej Teresy&lt;/span&gt;, a ja...eksterminuję warzywa i dalekich krewnych skorupiaków!&lt;br /&gt;Cisza. Niezręczna cisza.&lt;br /&gt;Chwilowe wahanie przerywa rzewna melodia grana na keybordzie marki Yamaha. &lt;br /&gt;- No dobra. Mam nadzieję, że Cukiniowy Bóg nie ma nic przeciwko.&lt;br /&gt;CIACH CIACH CIACH CIACH...&lt;br /&gt;Nad kuchenką gazową sennie unoszą się opary absurdu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-9044077404169391350?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/9044077404169391350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=9044077404169391350' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/9044077404169391350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/9044077404169391350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/01/nad-kuchenka-gazowa.html' title='Nad kuchenką gazową.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-4313113813379076550</id><published>2010-01-24T18:18:00.002+01:00</published><updated>2010-01-24T18:22:50.368+01:00</updated><title type='text'>Nagle</title><content type='html'>Nagle mam czas na spanie.Mam czas na seriale, książki, herbatę. Na czesanie. Na szycie. Na robienie zdjęć. Na imprezy. Na spokojną naukę. Na myślenie. &lt;br /&gt;Mam czas na nas.&lt;br /&gt;I wszystko jest dobrze. Ot tak, nagle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tu nie lubić sesji?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-4313113813379076550?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/4313113813379076550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=4313113813379076550' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4313113813379076550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4313113813379076550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/01/nagle.html' title='Nagle'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5312586220877993080</id><published>2010-01-16T14:55:00.002+01:00</published><updated>2010-01-16T15:19:16.737+01:00</updated><title type='text'>Nie wiedziałam.</title><content type='html'>Nie wiedziałam jak niebezpieczne dla psychiki ludzkiej mogą być takie tycie, maleńkie rzeczy. Takiego strachu- fizycznie odczuwanego każdym centymetrem skóry, wwiercającego się w czaszkę, leżącego w żołądku jak stado oślizłych krocionogów i wijów...nie czułam nigdy.&lt;br /&gt;Moja wina, moja wina - jak zawsze.&lt;br /&gt;Cóż, pewnie to musiało nastąpić i widzę w tym coś w rodzaju Palca Bożego. Zawsze wydawało mi się, że jestem rozsądniejsza, inteligentniejsza, zaradniejsza niż większość społeczeństwa. A tymczasem przez parę dni czułam się jak skończona kretynka. To miało udowodnić mi, że wcale nie jestem taka &lt;span style="font-style:italic;"&gt;so fucking special&lt;/span&gt;, jak mi się zdawało. W całym tym zamieszaniu bowiem, wpisałam się w pewien polski, życiowy schemat. Do głowy przychodziły mi myśli, jakie przychodzą co drugiej młodej dziewczynie. Rozwiązanie też wydawało mi się oczywiste. &lt;br /&gt;Schemat. Stereotyp. Nawet to, na co się w końcu zdecydowałam, żeby uleczyć swój strach, jest od wieków wpisane w żywot ludzi lekkomyślnych (czyli nas wszystkich, jak się okazuje). &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak trwoga to do Boga&lt;/span&gt;, prawda?&lt;br /&gt;Więc tak. Wieczorem popędziłam do nudnego, źle urządzonego, pełnego staruszek, zimnego kościółka. I nagle mnie trafiło. Nagle to wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Te złote chmurki przestały przeszkadzać. Babcie przestały skrzeczeć. Ja wiem, że to z pewnością przesada, ale coś się zmieniło. Poczułam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;marność nad marnościami&lt;/span&gt;,marność mnie samej. I o to Ci chodziło, Boże? Żebym uświadomiła sobie,że wcale nie jestem super-herosem, że jestem słabym, głupim człowieczkiem? Jeśli tak, to właśnie to się stało. Podniosłam się z kolan z głębokim przekonaniem, że to wejście w stereotyp było mi bardzo, bardzo potrzebne. Między innymi, żeby stereotypowo uwolnić się od tego strachu. Wstałam. Podeszłam do konfesjonału przekonana, drugi raz w życiu, że to musi pomóc. &lt;br /&gt;Miałam rację.&lt;br /&gt;Dwa dni potem nastąpiło wielkie uff. Trwoga zniknęła. Poprosiłam, przeprosiłam, dostałam. Może przypadek, może nie. Wierzę w cuda- nawet małe, schematyczne cuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyny "punkt programu" w całym tym dramacie,który okazał się  być niestereotypowy, ma zielone oczy, kota i podręczniki do prawa cywilnego koło łóżka. Ty jesteś super-bohaterem. Dziękuję Ci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5312586220877993080?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5312586220877993080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5312586220877993080' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5312586220877993080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5312586220877993080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/01/nie-wiedziaam.html' title='Nie wiedziałam.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8218876149084150006</id><published>2010-01-07T22:24:00.003+01:00</published><updated>2010-01-07T22:47:14.979+01:00</updated><title type='text'>Plusy dodatnie i plusy ujemne.</title><content type='html'>Tak, tak, kochane dzieci, nadchodzą trudne czasy dla każdego studenta. Nie będę się rozwodzić nad grozą, które zewsząd wyziera. &lt;br /&gt;Źle się dzieje, bo:&lt;br /&gt;-śnieg, zimno (mam gdzieś, że niby ładnie i bajkowo! N i e p r a w d a! Jest paskudnie, sól na butach, pociągi stoją w polach, autobusy w korkach, a iść 20km z laptopem na ramieniu, to jest już przesada)&lt;br /&gt;-ciemno ( w związku z tym spać)&lt;br /&gt;-czasu mało&lt;br /&gt;-szaleństwo naukowe ogarnia ludzi&lt;br /&gt;-szaleństwo zaliczeniowe ogrania wykładowców&lt;br /&gt;-tęsknie, tęsknie za ciepłem, za wolnością, za szaleństwami nocnymi i dziennymi, za żaglami...TAK STRASZNIE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na poprawę humoru mam Szyszkę.&lt;br /&gt;Szyszka jest psem-komedią.&lt;br /&gt;-Ryje pyskiem w najgłębszych zaspach.&lt;br /&gt;-Wita się ze mną gryząc mnie tymi małymi ząbkami w stopy.&lt;br /&gt;-Wyciąga śmieci z kosza.&lt;br /&gt;-Zaprzyjaźnia się ze starym kołnierzem futrzanym - gryzie go zaciekle, nosi po domu i podrzuca.&lt;br /&gt;-Poluje na posylwestrowego balonika, i strasznie się wścieka, bo nie może go złapać w zęby.&lt;br /&gt;-Próbuje zakopać kość pod kaloryferem.&lt;br /&gt;-Ni z tego ni z owego łapie ją nagła frustracja i zaczyna kąsać oraz szczekać i wyć. I nie wolno się śmiać z psich smutków, albowiem grozi to odgryzieniem ręki lub nosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego, szukam pozytywnych motywacji na nowy rok: praca w jakimś miłym cafe z Mopsią Mamą, kurs szycia, wakacje w jakimś ciepłym miejscu, wyprowadzka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Still, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;I'm the narrator, and this is just the prologue.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8218876149084150006?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8218876149084150006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8218876149084150006' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8218876149084150006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8218876149084150006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2010/01/plusy-dodatnie-i-plusy-ujemne.html' title='Plusy dodatnie i plusy ujemne.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-633985940344834109</id><published>2009-12-29T13:44:00.005+01:00</published><updated>2009-12-29T14:00:45.197+01:00</updated><title type='text'>Impresje karnawalne.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn9TT_ZCCI/AAAAAAAAOL8/z44KNMZlmhQ/s1600-h/PC290028.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn9TT_ZCCI/AAAAAAAAOL8/z44KNMZlmhQ/s400/PC290028.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420642134742599714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn9Hws2UkI/AAAAAAAAOL0/7RcnJ3L1I4k/s1600-h/PC290026.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn9Hws2UkI/AAAAAAAAOL0/7RcnJ3L1I4k/s400/PC290026.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420641936291025474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn8_IJz5oI/AAAAAAAAOLs/VNZFbilex7Y/s1600-h/PC290020.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn8_IJz5oI/AAAAAAAAOLs/VNZFbilex7Y/s400/PC290020.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420641787967694466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn81lQ0aLI/AAAAAAAAOLk/dBXudW_9vcY/s1600-h/PC290006.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn81lQ0aLI/AAAAAAAAOLk/dBXudW_9vcY/s400/PC290006.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420641623983024306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest milion rzeczy, które odrywają mnie od nauki. Między innymi sylwester, na który muszę uszyć sobie nową sukienkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-633985940344834109?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/633985940344834109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=633985940344834109' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/633985940344834109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/633985940344834109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/12/impresje-karnawalne.html' title='Impresje karnawalne.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Szn9TT_ZCCI/AAAAAAAAOL8/z44KNMZlmhQ/s72-c/PC290028.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2581835368185975336</id><published>2009-12-23T15:59:00.003+01:00</published><updated>2009-12-23T17:34:23.627+01:00</updated><title type='text'>Mikroidealistka.</title><content type='html'>Chciałam sobie ponarzekać na miasto Piaseczno, na rozliczne awarie, korki, głupotę mieszkańców, ale już mi się nie chce. &lt;br /&gt;Święta zbliżają się bez szczególnej pompy. Sprzątanie umiarkowanie olewam. Pierniczki piekę hurtowo, ale nie dekoruje ich różowym lukrem z uśmiechem usatysfakcjonowanej kury domowej z reklamy Winiar, czy Perwollu. Robię to w swoim klasycznym stylu "Push the Tempo, Push the tempo!". Tak jak i wszystko inne. Ekspresowo pakuje prezenty, robię zakupy...I w końcu widzę, że inaczej nie potrafię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na razie jedynym momentem, który przypomina święta z amerykańskich komedii romantycznych, był wczorajszy wieczór. Oczywiście, wszystko daleko bardziej stylowe i bezpretensjonalne. Dowcipnie. Czule. Ciepło. Elegancko.&lt;br /&gt;Czerwona szminka od Dż., spódnica, obcasy, perły. Twój miły policzek w futrzanej ramce czapki.Rozświetlony Nowy Świat. Topniejący, ku mojej uciesze, śnieg na Foksal. Przytulne,wytłumione wnętrze restauracji. Miłe kamienne wnęki do siedzenia. Drewniane stoliki. Świece. W głośnikach koncertowy album Chrisa Bottiego. Różowe tagliatelle w sosie truflowym. Wino. Prezenty. Słodka senność. I tylko marzyłam, żeby przyjechała po nas taksówka (stary, błyszczący, czarny Mercedes, albo Saab, skórzana tapicerka, milczący kierowca słuchający Ptaszyna lub Stańki) i zawiozła nas do domu. Położylibyśmy się na kanapie i usnęli.&lt;br /&gt;Bo teraz to marzą mi się proste i ładne zakończenia rzeczywistych historii.&lt;br /&gt;Jestem idealistką w skali mikro. Nie domagam się spacerów po Księżycu, wodospadów Nigara, brylantów wielkości piłki do koszykówki. Ja chcę tylko postawić kropkę na końcu zdania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2581835368185975336?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2581835368185975336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2581835368185975336' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2581835368185975336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2581835368185975336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/12/chciaam-sobie-ponarzekac-na-miasto.html' title='Mikroidealistka.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2121558059129192696</id><published>2009-12-13T20:51:00.003+01:00</published><updated>2009-12-14T00:07:59.312+01:00</updated><title type='text'>?</title><content type='html'>Szukam jakiegoś sensu w tym chaosie.&lt;br /&gt;Popadam w drobne uzależnienia i płaczę jak dziecko, kiedy mi się je odbiera. Po pierwsze całą sobą przyklejam się do komputera. To mój mały przyjaciel. Moje okno na świat. Moje królestwo - przestawiam, wklejam, organizuje armię plików, folderów, skrótów. Mam pełną kontrolę - nie to, co w przereklamowanym realu. Patrzę w lustro na bladą twarz z podkrążonymi oczami. &lt;br /&gt;-Myślałam, że...-zaczyna ona&lt;br /&gt;-Co sobie myślałaś? Że będzie dokładnie tak, jak to sobie wymarzyłaś? Że wszystko będzie się działo według Twojego planu? Że wszystko po kolei? Tak? To źle myślałaś. Tak to jest jak się żyje w świecie książek! Z papierowymi mężczyznami o dłoniach spokojnych gitarzystów i kobietami, które noszą wyłącznie sukienki i jedzą śniadania o 10. W życiu tak nie będzie. Wstajesz codziennie i zastawiasz się, czemu dookoła panuje taki śmietnik. Fizyczny i psychiczny. Czemu w Twojej głowie szaleje huragan Katrina? Chcesz mieć porządek? Przyjdź do mnie...Wejdź w moją animowaną rzeczywistość. W błękity i zielenie. W równe rzędy, w polilinię, w muzykę i obrazy. - tak szepcze mi mój komputer zrozpaczony, że zostawiłam go na chwilę, by wyjść do łazienki.&lt;br /&gt;I dałam się złapać. Moje sny to już nie słodkie marzenia, tylko dramaty rozgrywające się w programach graficznych, z dialogami z Facebooka, uśmiechami z GT.&lt;br /&gt;Palce przyrastają mi do klawiatury. Dusza też mi przyrasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie uzależnienie, też trochę związane z komputerem to filmy. Codzienne, dwugodzinne seanse w pościeli, z herbatą...Tak. To kuszące. Porywające fabuły. Piękni bohaterowie. Ich odległe problemy wnikają mi w serce - ściska mnie w dołku, kiedy on musi odjechać, trzęsę się ze strachu, kiedy morderca zbliża się, by poderżnąć jej gardło, płaczę ze szczęścia, kiedy on się oświadcza. &lt;br /&gt;Kiedy pojawiają się napisy końcowe, czuję się jak morfinista pozbawiony ulubionej substancji. NA ZAWSZE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jednej nierealności wpędzam się w drugą. Pytanie czemu? &lt;br /&gt;Bo sobie nie radzę. Może nie chcę? Może ta "Twarda babka" to tylko poza. Skąd te rozterki rodem z gimnazjum? Może psychicznie wcale z niego nie wyrosłam? A może po prostu nic nie wiem o sobie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak po chwili namysłu nie wiem co mnie naszło, żeby to pisać. Powinnam być zadowolona. Powinnam czekać z radością na święta. Powinnam się uśmiechać dużo, bo ty tak to lubisz. &lt;br /&gt;Tymczasem - znowu zachlapuje sobie okulary paskudną solanką.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2121558059129192696?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2121558059129192696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2121558059129192696' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2121558059129192696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2121558059129192696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/12/blog-post.html' title='?'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2291594652523623180</id><published>2009-12-12T12:52:00.002+01:00</published><updated>2009-12-12T13:10:55.571+01:00</updated><title type='text'>Ciekawe.</title><content type='html'>Na coś czekam.&lt;br /&gt;Wujaszek Freud zaciera ręce, bo moja podświadomość płata mi figle.&lt;br /&gt;Dni są straszliwie krótkie. Czas, bez mojej woli, bawi się wskazówkami zegara. Jestem trochę jak niebo dzisiaj...jaki właściwie mam kolor? Szary? Biały? Niebieski? Nie mam pojęcia.&lt;br /&gt;Dopiero kiedy przychodzi noc, zaczynam żyć. Przyspieszam. Wyprzedzam nienawistny zegar. Komputer nie nadąża nad moim tokiem myślowym i zawiesza się perfidnie. &lt;br /&gt;Z tego wszystkiego zbiera się we mnie złość, szczypta rozpaczy, destrukcyjne pragnienia, trochę cynizmu wyrosłego na rozczarowaniu jak pleśń na kanapce z zeszłego tygodnia. Tak smakuje danie tygodnia. Szef kuchni poleca.&lt;br /&gt;Nie wiem skąd biorą się dziwne sny. Nie wiem sąd to oczekiwanie. Jakby zaraz miało coś się stać. &lt;br /&gt;Ciekawe o co właściwie chodzi mojej głowie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2291594652523623180?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2291594652523623180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2291594652523623180' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2291594652523623180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2291594652523623180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/12/ciekawe.html' title='Ciekawe.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2584097723491612970</id><published>2009-12-05T10:47:00.006+01:00</published><updated>2009-12-05T19:52:57.296+01:00</updated><title type='text'>I wanna do bad things with you</title><content type='html'>Newsy: zaliczyłam projekt. Jestem super szczęśliwa, ale nie wiele jest na roku takich osób, toteż planujemy rewolucję projektową. Niech Che i Lenin mają nas w swej opiece.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;News nr2: wpadłam w kolejne uzależnienie telewizyjne. Nazywa się ono "True Blood" - czyli w skrócie: krew, cycki i Luzjana. I usta Anny Paquin. Jak to się mawia po fejsbuczemu: "Lubi to". Na zachętę intro, nie tylko dla fanów wampirów i dewiacji:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Wet5OM7RR8Q&amp;color1=0xb1b1b1&amp;color2=0xcfcfcf&amp;hl=pl_PL&amp;feature=player_embedded&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowScriptAccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Wet5OM7RR8Q&amp;color1=0xb1b1b1&amp;color2=0xcfcfcf&amp;hl=pl_PL&amp;feature=player_embedded&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowScriptAccess="always" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;News nr3: Kot Krzysztofa tworzy interesujące zbiegi okoliczności- jest to&lt;span style="font-style:italic;"&gt; nasz parton, czuły swat&lt;/span&gt;. Sierść wpada do oczu. Trzeba je zamknąć. Najlepiej zakryć. Ja chcę jeszcze raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. Mopsia Mamo- nigdy niee zagaśnie! :*&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2584097723491612970?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2584097723491612970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2584097723491612970' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2584097723491612970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2584097723491612970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/12/i-wanna-do-bad-things-with-you.html' title='I wanna do bad things with you'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7218257929009861663</id><published>2009-11-29T13:33:00.003+01:00</published><updated>2009-11-29T14:05:27.715+01:00</updated><title type='text'>Take Walk on The Wild Side</title><content type='html'>Wczorajszy poprojektowy reset wypadł doskonale. Jedna z lepszych imprez...ever.&lt;br /&gt;Dookoła pełno poprzebieranych ludzi. Wszyscy alternatywni, a zatem ja jako ta ryba w wodzie (Pan Prawnik by mnie pewnie za to znienawidził, gdyby nie to, że alternatywność przejawiała się głównie w skąpym ubiorze moim i innych uczestniczek).&lt;br /&gt;Do tego po całym wiekowym budynku (zazdroszczę!!!) porozkładano urocze protezki zgrabnych nóżek, różowe i czarne baloniki, oraz porozlepiano na ścianach różowe symbole Playboya.&lt;br /&gt;W programie dość ciężki DJ z wizualizacjami, oraz po trzykroć boska Lea Divine oraz równie boscy "chuopacy" z DP Projekt. Diwa była prawie dwumetrową, rock&amp;rollową, obdarzoną dużym biustem i głosem kobietą. Do tego tapir i świetny repertuar rockowy. Straciłam głos przy śpiewaniu "Creep" i "This is love" PJ Harvey. Doskonały kontakt z publiką, która wyła, tańczyła, klaskała, wyciągała łapki i zalewała się potem rozmazującym damskie i męskie makijaże. Szaleństwo. Piękne szaleństwo w wykonaniu ludzi z ciekawymi patentami na przebrania, które reprezentowały najróżniejsze dewiacje i fetysze. Panie w gorsetach, sztuczne biusty, smycze, baciki, panie Doktorki, Przepyszne Trójkąciki, Panowie Prezesi, oraz moja skromna osoba ze szkolną tarczą (o dziwo byłam jedyną school-girl!).&lt;br /&gt;Trzy razy tak.&lt;br /&gt;Wielkie "Rispekta" dla organizatorów! Karola, jesteście mocarni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=jwMMhygzruc"&gt;Piosenka.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7218257929009861663?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7218257929009861663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7218257929009861663' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7218257929009861663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7218257929009861663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/11/take-walk-on-wild-side.html' title='Take Walk on The Wild Side'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2957355591652362472</id><published>2009-11-28T08:42:00.001+01:00</published><updated>2009-11-28T08:43:49.438+01:00</updated><title type='text'>Pokarze!</title><content type='html'>Przmyśliwuję.&lt;br /&gt;Przerysowuję.&lt;br /&gt;Przekształcam.&lt;br /&gt;Projektuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próbuję patrzeć na pozytywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale Bozia i tak mnie pokarze, bo...zazdroszę, zazdroszę, zazdroszczę.&lt;br /&gt;I tak już pozostanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2957355591652362472?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2957355591652362472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2957355591652362472' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2957355591652362472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2957355591652362472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/11/pokarze.html' title='Pokarze!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1131062488624757925</id><published>2009-11-18T19:19:00.003+01:00</published><updated>2009-11-19T14:09:21.189+01:00</updated><title type='text'>Not dead yet!</title><content type='html'>Sześć godzin projektowania pod presją. Nie lubię. Nie umiem. Na pysk padam. Z tej okazji krzepiąco podśpiewuję sobie piosenkę duetu Kucz/Kulka. I staram się w nią wierzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;We’re pick up the bones and bring them to the surface&lt;br /&gt;We’re gonna have a little dance&lt;br /&gt;Have a little chat about meaning of life&lt;br /&gt;We’re gonna have a little dance, prove to the world&lt;br /&gt;Prove to the world we’re not dead yet&lt;br /&gt;Not dead, not dead yet&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym mieć little dance, na prawnickiej imprezie w strojach wieczorowych (zwłaszcza, gdy się dowiedziałam, że moja mała czarna od Marka Skorowitza wygląda na "superszanel") ale wciąż walczę z epidemią. Temperatura 37,3 pojawia się średnio trzy razy dziennie, a już najbardziej wtedy, kiedy trafia mnie szlag w związku z projektowaniem.&lt;br /&gt;Boże, Boże! Czemuś mi pozwolił studiować taki trudny, pracochłonny i niedoceniany kierunek, którego nazwy ludzie niegdy nie pamietają?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. Imieninowe pozdrowionka dla Mopsiej Mamy!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1131062488624757925?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1131062488624757925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1131062488624757925' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1131062488624757925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1131062488624757925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/11/not-dead-yet.html' title='Not dead yet!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8631915834011256180</id><published>2009-11-14T21:08:00.004+01:00</published><updated>2009-11-15T00:44:17.903+01:00</updated><title type='text'>Na dwa głosy.</title><content type='html'>Dziś znów o muzyce. Proszę wybaczyć jednostajność, ale na straszną polską jesień to jedyne lekarstwo.&lt;br /&gt;Moje uszy zaczynają wyraźnie wędrować na południe. Już nie islandzkie kołysanki, nie angielskie indie z fałszującymi przystojniaczkami na wokalu, nie szwedzki jazz, a bossa nova i...funky! Odkrywam mnogie zalety wesołych, old schoolowych afroamerykanów, gibających się ochoczo w rytm basu. I trąbka jeszcze do tego. I hammondy. W tej kategorii polecam Breakestra - Set the sun, i cały soundtrack do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jackie Brown &lt;/span&gt;(i tu pozdrawiam właściciela płyty z tym boskim filmem- Krzysztofa, oraz właściciela telewizora na którym owoż dzieło wczoraj obejrzałam, czyli Alexa). A znak jakości &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Teraz Polska!&lt;/span&gt; otrzymuje zespół Plastic i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Out of my body&lt;/span&gt;. No nie mogę uwolnić się o tego utworu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz z zupełnie innej beczki- trzeci raz oglądałam &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Portret Płonący&lt;/span&gt; (poniekąd autoreklama, bo spektakl made by Lord Fader). I tym razem dotarła do mnie smutna świadomość, że mimo wszystko nie wyrosłam z Krainy Łagodności. Poezja mnie wciąga. Teatr mnie uwiera jak kamyk w bucie.Wieczny wyrzut sumienia, że nie mam siły pracować nad słowem. Nie mam czasu na książki. Nie stanę więcej na scenie. Nie umiem śpiewać.&lt;br /&gt;Co gorsza, wiem, że nie będzie ze mnie inżyniera.&lt;br /&gt;Ale z drugiej strony- poetą też nie będę. Ani aktorem. Ani pisarzem.&lt;br /&gt;Pozostanę najpewniej gdzieś po środku i będę wpisywać wiersze w kolumny liczb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. Chciałabym napisać kiedyś coś równie genialnego:&lt;br /&gt;&lt;p&gt; &lt;span style="font-size:85%;"&gt;Takaś mi przedwczesnym zmierzchem,&lt;br /&gt;Gdy przybojem grzmi ocean,&lt;br /&gt;Jakbyś nie powstała jeszcze,&lt;br /&gt;A już prawie przeminęła.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; Kształt twój, niemal nieuchwytny&lt;br /&gt;Żarzy się obrysem mroku;&lt;br /&gt;Stoisz niema, jak wykrzyknik,&lt;br /&gt;Który uwiązł w gardle grzmotu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; Włosy w aureoli ognia,&lt;br /&gt;Skronią pełznie lawy strumyk;&lt;br /&gt;Smukła jesteś jak pochodnia&lt;br /&gt;Zapalona na tle łuny.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; W oczach dymu masz spirale,&lt;br /&gt;W ustach krzepnie popiół mokry;&lt;br /&gt;Tylko w szyi tętni stale&lt;br /&gt;Kryształ pulsu nieroztropny.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;span style="font-size:85%;"&gt; Bije to źródełko tycie,&lt;br /&gt;Syczą zgliszcza, ciemność skwierczy;&lt;br /&gt;Nosisz w sobie jedno życie,&lt;br /&gt;Nosisz w sobie wszystkie śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(J.Kaczmarski &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Portret płonący&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.p.s. Czytanie niektórych blogów to masochizm. Po raz kolejny pytam swoje odbicie w matowym ekranie: czemu tak nie umiem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8631915834011256180?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8631915834011256180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8631915834011256180' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8631915834011256180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8631915834011256180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/11/na-dwa-gosy.html' title='Na dwa głosy.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8510020070198137587</id><published>2009-11-07T22:43:00.003+01:00</published><updated>2009-11-07T23:08:02.859+01:00</updated><title type='text'>Turn on the radio.</title><content type='html'>Dzień wściekłości. Nie będę się o tym rozpisywać, bo udało mi się jakoś uspokoić i nie ma co  wywoływać wilka z lasu. Czasem po prostu ma się ochotę kogoś udusić. Kogoś, albo siebie.&lt;br /&gt;Na wyciszenie i na jesienno-zimowe wieczory pod kocem, z herbatą (i z kotem jak się ma w zanadrzu- ja nie mam)...Old Time Radio.&lt;br /&gt;Odkryłam ich na nowo. To taka domowa muzyka. Mumowa. Sigurrosowa. Sennie-wieczorna. Monotonna - rzekłby mój ulubiony Zwolennik Hair-Metalu. Ale ja nie mam ochoty galopować wraz z Iron Maiden, tudzież szaleć z DJ Technoelektro. Ja chcę, żeby mnie ktoś ululał, ot co!&lt;br /&gt;Na taki humor- gorąco polecam.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SvXvL8-qb2I/AAAAAAAAOHU/nuctyoRnrGA/s1600-h/RADIO+2.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 338px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SvXvL8-qb2I/AAAAAAAAOHU/nuctyoRnrGA/s400/RADIO+2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401486316727332706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;When I'm broken inside&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I see tears in your eyes&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I wish we were far away&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I miss your smile everyday.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8510020070198137587?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8510020070198137587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8510020070198137587' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8510020070198137587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8510020070198137587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/11/turn-on-radio.html' title='Turn on the radio.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SvXvL8-qb2I/AAAAAAAAOHU/nuctyoRnrGA/s72-c/RADIO+2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-2852757022668417460</id><published>2009-10-29T23:11:00.004+01:00</published><updated>2009-10-30T00:30:42.639+01:00</updated><title type='text'>Rewolucyjny zapał w szlafroku.</title><content type='html'>Takie dni mnie wykańczają.&lt;br /&gt;Panikuję. Histeryzuję. Ludzie z politowaniem unoszą brwi. Krzywią usta. Wstyd mi. Biegnę dalej. Tylko moim własnym nogom mogę ufać- najczęściej nie zawodzą. Gorzej z emocjami.&lt;br /&gt;Wychodzę ze stacji Ratusz-Arsenał. I nie wiem gdzie iść. Jak ja mam przejść? Czy jestem po dobrej stronie? O zielone! O nie- płot. Nie pójdę dalej. Tramwaj ucieka. Autobus ucieka. Jechać czy biec po pociętej torami jezdni? Może przejściem podziemnym. Popiskuję w panice jak chomik, z którego małe sadystki zrobiły laleczkę voodoo- każda sekunda spędzona w tej niepewności to szpileczka przebijająca kolejne narządy gryzonia. Piip-nereczka lewa. Piip-płuco prawe. Piip-serduszko. Koniec chomiczka.&lt;br /&gt;-Ehhyhhyhyyyykurrrw!- Wyję unikając śmierci pod kołami tramwaju 36. I puszczam się sprintem godnym Usaina Bolta na spotkanie z kulturą wysoką w Teatrze Kamienica.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Ale to tylko taki finał dziejszych zmagań. Na początku był...korek. Jak zawsze. Nie mam już siły kreować w mym umyśle kolejnych pejoratywnych, tudzież niecenzuralnych wyrażeń określających moje cholerne Sand City. Nie mogę. Nie mam jak uciec. Beznadzieja panoszy się w mojej rzeczywistości jak ekipa remontująca kuchnię - uniemożliwają normalne życie, palą, piją po kątach, brudzą, klną, śmierdzą i kosztują, ale nie można się ich pozbyć,aż nie skończą...Lecz kiedy to będzie?&lt;br /&gt;Na świętego Nigdy.&lt;br /&gt;Aż mnie korci, by wziąć sprawy w swoje trzęsące się, chuderlawe łapiny. Tak, jak ta pani, o której opowiedziała  mi dziś Ulubiona Mopsomanka* : kwiaty, pierścionek i pytanie na stół. Wóz, albo przewóz. Albo rybka, albo...pipka. Głąbki albo ko-pytki. Tak chcę zrobić. Bardzo chcę. Chcę, żeby moje życie biegło jak ja po warszawskich ulicach i wyprzedzało korki niesione pośpiechem godnym Hermesa. Na własnych nogach.&lt;br /&gt;Oganiają mnie fale wręcz rewolucyjnego zapału i determinacji. Dalej z posad bryło świata. Cóż jednak z tego, skoro jest północ, ja kulę się w szlafroku na twardym krześle i zamiast zmieniać moje życie szukam łagonych, chilloutowych, utworów. Ale dokładnie wiem co bym zrobiła, żeby przejąć kontrolę nad "okolicznościami" i "szczegółami", w których tkwi diabeł.&lt;br /&gt;Wybiegłabym z domu. W piżamie pognałabym na północ. Dotarłabym tam z prędkością dźwięku. Szybko wybrałabym odpowiedni obiekt. Wspięłabym się po murze jak rasowy ninja. Podważyłabym szybę okna sklepu jubilerskiego i omijając sieć zabójczych laserów, dotarłabym do odpowiedniej gabloty. O tak ten. Perła rzeczna. Zdobycz zapakowałabym w czarne pudełeczko i czmychnęła niezauważona przez nikogo. Następny przystanek-kwiaciarnia. Zapach oddychających w ciemności egzotycznych kwiatów. Życie złapane na gorącym uczynku. Słodki zapach-frezje. Do tego jakiś duży liść. Odrobinę asparagusa. Długie jedwabne tasiemki. Schowałabym je za pazuchę, by nie zaszkodził im nocny mróz.&lt;br /&gt;Praga. Do Małpiego Gaju wśliznęłabym się nie budząc nawet kota, zwiniętego w swym kąciku. Wyjęłabym z zanadrza zrabowany skarb, postawiłabym go na tej ładnej szafeczce, koło budzika. Kwiaty do wazonu. Na skrawku kartki nabazgrałabym jedno słowo.&lt;br /&gt;Potem w 10 sekund wróciłabym do miasta Wściekłości i Korków, ułożyła się do snu w możliwie najrozkoszniejszej pozie i czekała poranka.&lt;br /&gt;A potem- długo i szczęśliwie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc dzieci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*mam nadzieję, że nie urwie  mi łba za takie pseudo:P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-2852757022668417460?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/2852757022668417460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=2852757022668417460' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2852757022668417460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/2852757022668417460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/10/rewolucyjny-zapa-w-szlafroku.html' title='Rewolucyjny zapał w szlafroku.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6645599140806827474</id><published>2009-10-25T20:58:00.002+01:00</published><updated>2009-10-25T21:06:31.779+01:00</updated><title type='text'>To coś.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SuSuQu7CP8I/AAAAAAAANnU/xdGKu4ROF-8/s1600-h/DSC_0798.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SuSuQu7CP8I/AAAAAAAANnU/xdGKu4ROF-8/s400/DSC_0798.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396629855993479106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Publikuję cudze zdjęcie.&lt;br /&gt;Publikuję cudne zdjęcie.&lt;br /&gt;Ono pokazuje to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coś&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki&lt;a href="http://aldonna.blogspot.com/"&gt; Aldonna!&lt;/a&gt; To trafi do rodzinnego albumu!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6645599140806827474?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6645599140806827474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6645599140806827474' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6645599140806827474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6645599140806827474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/10/to-cos.html' title='To coś.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SuSuQu7CP8I/AAAAAAAANnU/xdGKu4ROF-8/s72-c/DSC_0798.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-63507579520823440</id><published>2009-10-19T18:48:00.001+02:00</published><updated>2009-10-19T19:07:34.499+02:00</updated><title type='text'>Tęsknię.</title><content type='html'>Zawsze, kiedy idę do teatru, pojawia się we mnie taka smutna konstatacja- tęsknię.&lt;br /&gt;Tęsknię za próbami.&lt;br /&gt;Za burzami mózgów parę miesięcy przed premierą-wariackimi pomysłami, fikołkami, pomyłkami zapamiętywanymi na długie miesiące...&lt;br /&gt;Za zapachem kurtyny-ciężkim, kurzowym, pełnym aksamitnej ciszy.&lt;br /&gt;Za ciepłem przedpotopowych reflektorów- małych, bliskich słońc, porządkujących nasze twarze w nowe galaktyki.&lt;br /&gt;Brak mi nawet złości- że znowu nie poprzychodzili na próbę, że noc, że zimno, że mało czasu...&lt;br /&gt;Brak mi powtarzanego przez sen tekstu sztuki. Zawsze znam wszystkie role. Do dziś we mnie siedzą- Mały Książę, sześciu clownów, Makbet, Wąż.&lt;br /&gt;Tęsknie za wcielaniem się, udawaniem kogoś innego. Najtrudniej zagrać siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czemu nie poszłam tą drogą?&lt;br /&gt;Czemu nie walczyłam? Czemu nie chciałam, żeby ta część mnie zawładnęła całym moim życiem?&lt;br /&gt;Chyba jak zawsze stwierdziłam, że nie dam rady. Że to tylko takie hobby. Taka terapia.&lt;br /&gt;A teraz każdy spektakl w teatrze powoduje lawinę wspomnień i bolesne pragnienie, żeby wrócić.&lt;br /&gt;Żeby rzucić wszystko, wsiąść do cygańskiego taboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="text25534-ht"&gt;&lt;span class="text" id="text25534-dta"&gt;Dlatego budzę podziw i trwogę&lt;br /&gt;Na scenie z desek złożnych krzywo;&lt;br /&gt;Czego nie mogą, bez trudu mogę,&lt;br /&gt;Kiedy dla sytych, pijących piwo&lt;br /&gt;Połykam ogień...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale gdzie ja teraz pójdę? Przecież ja nawet nie mam talentu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-63507579520823440?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/63507579520823440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=63507579520823440' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/63507579520823440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/63507579520823440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/10/zawsze-kiedy-ide-do-teatru-pojawia-sie.html' title='Tęsknię.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5138181710146489227</id><published>2009-10-02T19:02:00.006+02:00</published><updated>2009-10-02T20:23:56.549+02:00</updated><title type='text'>Mimozami jesień się zacina.</title><content type='html'>Rok akademicki rozpoczął się przewidywalnie. Wszystko, co przykre bowiem, postanowiło zgromadzić się nad mą biedną, studencką głową pełną jeszcze wakacyjnych wspomnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Podążając filozoficzną zasadą od ogółu do szczegółu, zacznę (jak Anglik) od pogody. Odkąd powróciłam znad &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Morza Śródziemnomorskiego&lt;/span&gt;*, czuję się jak pechowy pies Goofy, nad którego głową krąży złośliwa burzowa chmura i zlewa nieszczęśnika rzęsistym opadem, mimo, iż dookoła świeci słońce. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Why does it always rain on me?&lt;/span&gt;-pomyślałam, obudziwszy się 1.października o 6 rano przy wtórze kropel na oknie. Termometr zdawał się mocno przesadzać, alarmując o syberyjskiej temperaturze 5,54 st. Celsjusza. Nie mylił się jednak, o czym boleśnie przekonałam się wybiegając z domu o 7. -  mój perfekcyjny makijaż zaatakował opad o konsystencji  i temperaturze wanilliowego shake'a z Macdonald's, na nosie osadził się szron, ręce zaczęły przypominać stalowe protezy Edwarda Nożycorękiego...A jednak- jesienna deprecha. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mam znowu doła, znów prrragnę śmierrci-&lt;/span&gt; wyszczękałam szczelniej owijając się szalem. Piosenka zespołu Kury postanowiła mnie nie opuszczać przez cały dzień. Gdy dwie godziny później znalazłam się na Ursynowie (a przypominam, iż moja chatka na kurzej nóżce leży jakieś 10km od tej dzielnicy Warszawy), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystkie formy samobója &lt;/span&gt;zdążyły mi już stanąć przed oczyma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;     Przed realizacją tych ponurych planów powstrzymała mnie specyficzna mania, która dotyka mnie zazwyczaj na początku października. Obsesja ta, to tzw.ostateczny plan zajęć. Tak zwany, bo nie ma on nic wspólnego z planowaniem czy organizacją czasu studenta. To tylko taki drobny wstęp do wprowadzenia, taka cisza przed burzą (I tu znów przed  oczami mam niedojdę Goofy'ego i chmurę). Z chwilą gdy rozpoczynają się pierwsze zajęcia, zaczyna się walka na śmierć i życie, pojedynki na argumenty, szermierki słowne, mecze o wszystko Student vs Wykładowca. Początek jest grzeczny.&lt;br /&gt;-Dzień dobry Profesorze, ja jestem z grupy 4...- Uczeń stara się podejść Nauczyciela.&lt;br /&gt;-Tak? Słucham? - daje się podejść mile połechtany podwyższeniem rangi Pan Doktor.&lt;br /&gt;-Bo ja mam taki problem z planem, bo jestem w AZS i mam treningi...- Chce zdobyć jego ufność słodkimi oczami porzuconego przez rodziców pisklęcia.&lt;br /&gt;-O, reprezentuje pani uczelnię!- haczyk połknięty. Student zaciera kosmate łapki.&lt;br /&gt;-Tak, to dla mnie bardzo ważne, a kilka zajęć niestety koliduje z moimi treningami i jestem zmuszona się przenieść.- pisklaczek trzepocze nieopierzonymi skrzydełkami i błagalnie otwiera dziobek.&lt;br /&gt;-Tak?&lt;br /&gt;-Czy mogłabym zostać w tej grupie?- decydujący cios. Zdradzieckie ptaszę zgłębia ostry dziób w trzewia ofiary i zaczyna szarpać bezlitośnie wątrobę Prometeusza nauki polskiej.&lt;br /&gt;-Może, gdyby był ktoś na zamianę, to ewentualnie tak...- tytan próbuje się wyrwać.&lt;br /&gt;-Ale tu jest mniej osób.- Orle szpony trzymają mocno.&lt;br /&gt;-Ale tak nie wolno!&lt;br /&gt;-Ale ja żadna grupa mi nie pasuje.&lt;br /&gt;-Ale ja nie będę sprawdzać 20 kolokwiów.&lt;br /&gt;-Stracę sens życia...&lt;br /&gt;-Stracę wolne popołudnia.&lt;br /&gt;-Bez stypendium sportowego będę musiała iść żebrać!&lt;br /&gt;-Ale...-próbuje protestować Naukowiec&lt;br /&gt;-Jak ja wtedy wyżywię moja rodzinę?! Mojego męża pijaka?! Moje dziatki w liczbie 7 kulące się z zimna na jakimś praskim strychu?! Co one będą jadły?! Ojczyzna nasza pozbawiona zostanie przyrostu naturalnego! I czyja to będzie wina?!- Studentka oskarżycielsko wyciąga drżącą dłoń ku Doktorowi.&lt;br /&gt;Zapada cisza przerywana tylko z rzadka wyciem Ambulansu, wezwanego przez postronnych świadków.&lt;br /&gt;Ciało Pedagogiczne kuli się na swym obrotowym krzesełku, tonąc w poczuciu winy.&lt;br /&gt;Gdy Ratownicy Medyczni przetaczają Kadrę Naukową na nosze, dramatycznym szeptem wypowiada Ona sakramentalne słowa:&lt;br /&gt;-Może pani zostać.&lt;br /&gt;Studentka z miną zwycięzcy ostatecznej edycji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tańca z Gwiazdami&lt;/span&gt;, siada w ławce i ze spokojem zaczyna wypakowywać przyrządy kreślarskie.&lt;br /&gt;Ta bitwa jest wygrana- można napawać się zwycięstwem. Ale czy cała wojna? Czy Studentce starczy sił na cztery podobne starcia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślicie, że to się tak ładnie skończy? Takie eleganckie pytanie retoryczne jako pointa całości. Nie. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tak być nie będzie&lt;/span&gt;. Dziś, 2 października Roku Pańskiego 2009, Studentka już wie, że nie starczy jej sił już na nic. Zużyła ona bowiem cały wewnętrzny  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;djurasel &lt;/span&gt;na poszukiwania idealnych butów.  Jak zawsze- zwykłych, prostych butów. Ot- skórzane, na obcasie, z cholewką. Nie za miliard. I nie Diechmanna. (Burzowa chmura celuje w zadek Goofy'ego dotkliwymi piorunami kulistymi). Jak się okazuje- przy stałej temperaturze 5,54 st. Celsjusza, opadach zimnych a dotkliwych, zawierusze wietrznej i ogólnej meteorologicznej degrengoladzie- sklepy obuwnicze proponują klientom fioletowe sandałki i cekinowe baleriny. Albo kozaczki ze sztucznego tworzywa za 399,99pln. Upadam na duchu. Tylko czemu zawsze przywodzi mnie do tego branża obuwnicza?! Czemu?!&lt;br /&gt;I tym oto tragicznym wołaniem skończę moje rozważania o zwykłych kolejach losu zwykłej studenki w początkach października.&lt;br /&gt;Mimozami (tum tum) jesień (tum tum) się zaczyyyna!&lt;br /&gt;Miłego wieczoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*cytat z chorwackiej pani przewodnik&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5138181710146489227?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5138181710146489227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5138181710146489227' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5138181710146489227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5138181710146489227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/10/rok-akademicki-rozpocza-sie.html' title='Mimozami jesień się zacina.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3832397330411607259</id><published>2009-09-27T19:22:00.004+02:00</published><updated>2009-09-28T13:49:54.806+02:00</updated><title type='text'>Powroty.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_WoqILrxhD6s/SrvUIzZcpEI/AAAAAAAALMo/n5Eeu6Xijrg/s512/DSC00127.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh3.ggpht.com/_WoqILrxhD6s/SrvUIzZcpEI/AAAAAAAALMo/n5Eeu6Xijrg/s512/DSC00127.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chorwacja to raj dla wiecznych zmarzlin takich, jak ja. Słońce. Ultramaryna na niebie. Pinie pachną. Nowe, nieznane rośliny. Dzikie kocury na ulicach. Cykady. Morze. Granaty. Limonki. To trzeba zobaczyć i poczuć.&lt;br /&gt;Z miast konkurencję wygrywa Šibenik. Uliczki. Słońce. Puste zakamarki.&lt;br /&gt;Jeszcze tam wrócę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3832397330411607259?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3832397330411607259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3832397330411607259' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3832397330411607259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3832397330411607259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/09/powroty.html' title='Powroty.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_WoqILrxhD6s/SrvUIzZcpEI/AAAAAAAALMo/n5Eeu6Xijrg/s72-c/DSC00127.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7096320239306102794</id><published>2009-09-08T22:37:00.007+02:00</published><updated>2009-09-08T23:09:00.907+02:00</updated><title type='text'>1913</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbHJ7CBAHI/AAAAAAAAMYQ/dThn3QZIkR8/s1600-h/P9080647x.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbHJ7CBAHI/AAAAAAAAMYQ/dThn3QZIkR8/s400/P9080647x.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379205778219532402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbG7z26hTI/AAAAAAAAMYI/QUjTFmxbqgw/s1600-h/P9080656x.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbG7z26hTI/AAAAAAAAMYI/QUjTFmxbqgw/s400/P9080656x.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379205535775753522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbD4dpu6BI/AAAAAAAAMX4/t0svzvRh2Gk/s1600-h/P9080632x.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbD4dpu6BI/AAAAAAAAMX4/t0svzvRh2Gk/s400/P9080632x.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379202179740395538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbDp-PEt7I/AAAAAAAAMXw/4yocNUCp60Q/s1600-h/P9080630x.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbDp-PEt7I/AAAAAAAAMXw/4yocNUCp60Q/s400/P9080630x.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379201930788911026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbBgOtau1I/AAAAAAAAMXo/cX9ja2MzaQs/s1600-h/P9080627x.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbBgOtau1I/AAAAAAAAMXo/cX9ja2MzaQs/s400/P9080627x.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379199564389202770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio używam tego zamiast komórki.&lt;br /&gt;Piękno!&lt;br /&gt;Dziekuję, Krzyś:*&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbE-ClaVoI/AAAAAAAAMYA/ulYgOG8d7J0/s1600-h/P9080642x.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbE-ClaVoI/AAAAAAAAMYA/ulYgOG8d7J0/s400/P9080642x.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379203375065355906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A to kolczyki guzikowe. Bardzo w tym klimacie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7096320239306102794?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7096320239306102794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7096320239306102794' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7096320239306102794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7096320239306102794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/09/1913.html' title='1913'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqbHJ7CBAHI/AAAAAAAAMYQ/dThn3QZIkR8/s72-c/P9080647x.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7887683474357837027</id><published>2009-09-06T19:24:00.007+02:00</published><updated>2009-09-06T22:20:36.136+02:00</updated><title type='text'>Trzy dni.</title><content type='html'>Nie nadążam nad tempem życia, które sobie nadałam ostatnimi czasy. Trzy dni weekendu- trzy różne światy.&lt;br /&gt;Piątek przywitał mnie paskudnie zimnym i mokrym deszczem, który wdzierał się do butów (bliźniacze czarne baletki- jedne z ważniejszych bohaterek tej absurdalnej historii, obdarzone własną świadomością), a przy okazji sparaliżował komunikację miejską, za którą tak przepadam.  Z powodów nieznanych mój magiczny autobus linii 807 (cztery kursy dziennie) postanowił zrobić sobie wolne od wożenia zaspanych mieszkańców Sand City. Obraziłam się. Zadzwoniłam do szefowej i też zrobiłam sobie wolne. A co! Pogoda pokonała taką machinę jak ZTM, to mnie nie mogła? Przedpołudnie nasiąkające zimnym, szarawym opadem, pełnym produktów ubocznych spalania dwutlenku węgla, postanowiłam wycisnąć do cna niczym limonkę do mojego ulubionego cuba libre z Mikołajek. Pomógł mi w tym pewien Wielbiciel Cytryn i Hiszpańskiej Kiełbasy, zamieszkujący &lt;span style="font-style: italic;"&gt;prażoną część stolicy&lt;/span&gt;. To lubię. Tak powinny wyglądać każde, deszczowe przedpołudnia...Na deser zaś- różowy sweter od Marka Skorowitza.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqQOqGKWppI/AAAAAAAAMXA/hOrxE8b3idw/s1600-h/DSC01833.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 316px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqQOqGKWppI/AAAAAAAAMXA/hOrxE8b3idw/s400/DSC01833.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378439971358549650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobota początkowo co nieco przypominała piątek- znowu szarobura, toksyczna wilgoć w powietrzu i chłodny wiatr. Ale na tym koniec paraleli. Przybrawszy się w różowy sweterek i czarne baletki (tak tak- to znowu one), wsiadłam do samochodu w kolorze indygo, gdzie czekał Wielbiciel Cytryn i Hiszpańskiej Kiełbasy w koszuli marengo. Udaliśmy się do błyszczącego tropikalną zielenią ogrodu w sąsiednim Burżuła City, by być jedynymi widzami koncertu muzyki klasycznej. Tosziba i jej rozliczni znajomi z różnym powodzeniem,acz z wielkim poświęceniem piłowali pudełka, dęli w rurki, szarpali druty, przy wtórze monotonnego meteo-kapuśniaczku.&lt;br /&gt;Na rozgrzewkę zafundowaliśmy sobie z Wielbicielem Cytryn po czekoladzie na gorąco w eleganckim i pustawym centrum handlowym.  Gdy tylko powróciłam do Sand City i zamknęłam się szczelnie w naszym skośnodachym mieszkaniu- wyjrzało słońce i wszystko zaczęło robić się pomarańczowe. Orange'owe wręcz! Bo oto, jak się okazało- wszyscy znani mi mieszkańcy Stolycy postanowili wybrać się na kompletnie darmowy i szumnie zapowiadany festiwal pod patronatem pomarańczowego kwadracika. Jak wszyscy, to i babcia! - myślę i wdziewam sweterek i czarne baletki. Na początek szybkie beer-four-party w urodziwym towarzystwie M. i czterech Żubrów. Wrzuciłyśmy szpilki to mej przepastnej torby i ruszyłyśmy w miasto pod babciną parasolką. Na miejscu spotkałyśmy wszystkich mieszkańców Warszawy, a w szczególności Wielbiciela Cytryn oraz jego Kolegę Redaktora, który przybył z dwoma koleżankami: Wiśniówka i Wyborową.&lt;br /&gt;Zaczęło robić się kosmicznie. N.E.R.D. w światłach Pałacu Kultury okazał się być zespołem Murzynów Grających Rocka- i to całkiem nie źle! Na sam koniec zagrali &lt;span style="font-style: italic;"&gt;She want's to move- &lt;/span&gt;piosenkę należącą do ścisłego kanonu przyjaciółkowych kawałków do tańca. W tym momencie nawet toksyczny kapuśniaczek dodawał uroku naszym wygibasom na warszawskim bruku.  Zanim udaliśmy się na boczną scenę, koleżanka Wiśniówka poszła do domu. Gdy rzeka ludzka po brzegi wypełniona znajomymi doprowadziła nas do miejsca tymczasowego postoju, poznaliśmy bliżej koleżankę Wyborowę. Zainspirowała nas ona do głębokich rozmów na temat Boga, Kościoła, seksu i radości, oraz ich wzajemnych połączeń eschatologiczno-moralnych. Bardzo było poważnie. Zaskakująco. Aż zagrano &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kids&lt;/span&gt;, które rzeka znajomych odśpiewała w dzikim szale depcząc się po stopach (w moim przypadku obutych w czarne baletki).  Pod scenę główną powróciliśmy ubożsi o Wyborową, ale jakżeż bogatsi o treść duchową! To, co działo się dalej nie jest możliwe do opisania. Ogarnęło nas bakchiczne opętanie. Wykonywaliśmy dzikie tany dookoła stosu złożonego z dóbr doczesnych, takich jak torby, polary, sweterki, paczki papierosów, telefony...Groove Armada jest mocarna.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqQQAtSaDXI/AAAAAAAAMXI/5U3QIQW7mOE/s1600-h/DSC01836.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqQQAtSaDXI/AAAAAAAAMXI/5U3QIQW7mOE/s400/DSC01836.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378441459330059634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale nam było mało! Postanowiłyśmy ruszyć w miasto poczynając od Wędzarni. Ruszyłyśmy tanecznie po linii opisanej funkcją sinus x. Jak się okazało, ta krzywa matematyczna przecinała się w kilku miejscach z różnymi obiektami, takimi jak: łańcuchy metalowe czarne (1 szt.), siatki metalowe szare (milion szt.), ulubione koleżanki z roku (3 szt.). Jak łatwo się domyślić, z tych trzech spotkań tylko jedno było miłe.  W Wędzarni zmieniłyśmy garderobę z ciepłej na ładną. Popakowałyśmy wszystko do toreb. Między innymi- czarne baletki. Idealne, czarne baletki... To, co działo się w środku przypominało nieco średniowieczne wyobrażenia piekieł, z tą tylko różnicą, że zamiast kadzi ze smołą, był dym papierosowy pełen substancji smolistych 0,03%.  Gorąco. Czerwono. Diabelskie mordy popatrujące z każdego lepkiego kąta. O, basta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu zaczyna się niedziela. Oczy otwarłam z trudem. W każdym centymetrze ciała Szatani z Wędzarni umieścili małe serduszko bijące z prędkością Forresta Gumpa grającego w ping-ponga. Puls 103. Do tego wstręty wszelakie: jadło-wstręt, światło-wstręt, zapacho-wstręt...Czas na telefon do Tatulans, czyli taxi-tata w wersji ratunkowej. Czas umierać. Albo przejść na abstynencję. Ach. Zaczęłam w pospiechu zbierać moje rzeczy. Zamiast wczorajszych obcasów me umęczone stopy błagały  o wygodne czarne baletki. Pochyliłam się w poalkoholowym skupieniu nad przepastną torbą. Jest. Jeden. Tylko jeden bucik...Czarne bliźniaczki zdecydowały, że czas podążyć różnymi drogami. Jedna z nich zdecydowała najwyraźniej, że pozostanie na dnie wędzonego piekła. Smutek. Apatia. Ból głowy. Och nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O niedzieli myśleć nie chcę. Niedzielę wyrzucam z programu. Nie!dziela.&lt;br /&gt;A o sobocie opowiem wnukom. W ramach demoralizacji przyszłych pokoleń.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7887683474357837027?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7887683474357837027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7887683474357837027' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7887683474357837027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7887683474357837027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/09/trzy-dni.html' title='Trzy dni.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SqQOqGKWppI/AAAAAAAAMXA/hOrxE8b3idw/s72-c/DSC01833.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3032131566755645606</id><published>2009-08-26T23:47:00.002+02:00</published><updated>2009-08-27T00:01:18.139+02:00</updated><title type='text'>Tak tak już zaraz</title><content type='html'>Wróciłam ze wsi ubogie,j, wsi wesołej. Było ubogo. I wesoło. Było&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; na pewno fajnie Mazurach (&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;były&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; fajne dupy i ubaw).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Teraz zaś jest hardłork- na polu (miliony pająków przypuszczają szturm, chowając się we florze polskich tatr) i w biurze, z serialową dr Zosią w tle(w moim harłork plejs jest plan filmowy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na dobre i na złe&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;By nie zwariować do szczętu, wieczorami dusznemi jak w malarycznej Kalkucie, lansujem się po Nowym Świecie i okolicach, unikając skrupulatnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Starbucksa&lt;/span&gt; (jesteśmy wszak alternatywną elitą młodego pokolenia- piękni, ekscentryczni, bez grosza).&lt;br /&gt;Dobrze jest i niech tak pozostanie. Jeszcze są wakacje. Jeszcze jest lato. Jeszcze mi skóra nie zeszła. Jeszcze Chorwacja w planach. Jestem zbyt zadowolona z mojego ustabilizowanego żywota, być dłużej się rozwodzić nad obecną kondycją świata.&lt;br /&gt;Dobranoc!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3032131566755645606?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3032131566755645606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3032131566755645606' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3032131566755645606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3032131566755645606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/08/tak-tak-juz-zaraz.html' title='Tak tak już zaraz'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7236602944322164202</id><published>2009-07-24T12:34:00.007+02:00</published><updated>2009-07-24T13:02:36.677+02:00</updated><title type='text'>Szafa cz2 Załącznik graficzny.</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmO1X_awOI/AAAAAAAAMRI/WjqH4bb-qkQ/s1600-h/P7230566.JPG"&gt;&lt;img style="WIDTH: 281px; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361973878985507042" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmO1X_awOI/AAAAAAAAMRI/WjqH4bb-qkQ/s400/P7230566.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmOt1ASnyI/AAAAAAAAMRA/BARHlC38IHA/s1600-h/P7230559.JPG"&gt;&lt;img style="WIDTH: 400px; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361973749334843170" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmOt1ASnyI/AAAAAAAAMRA/BARHlC38IHA/s400/P7230559.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;A tak to wygląda z mojej perspektywy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmOeWPAkKI/AAAAAAAAMQ4/bmDAAsDhwBA/s1600-h/P7230569xx.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 249px; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361973483377037474" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmOeWPAkKI/AAAAAAAAMQ4/bmDAAsDhwBA/s400/P7230569xx.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmO9ExqSMI/AAAAAAAAMRQ/mJnfsMjWdL0/s1600-h/P7230560.JPG"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmO9ExqSMI/AAAAAAAAMRQ/mJnfsMjWdL0/s1600-h/P7230560.JPG"&gt;&lt;/a&gt;A to emo zdjecie, ale mi się podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7236602944322164202?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7236602944322164202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7236602944322164202' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7236602944322164202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7236602944322164202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/07/szafa-cz2-zaacznik-graficzny.html' title='Szafa cz2 Załącznik graficzny.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SmmO1X_awOI/AAAAAAAAMRI/WjqH4bb-qkQ/s72-c/P7230566.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5350523691423281397</id><published>2009-07-17T09:55:00.014+02:00</published><updated>2009-07-20T11:44:30.261+02:00</updated><title type='text'>Szafa</title><content type='html'>Niech bogowie każdej cywilizacji błogosławią moją babcię i jej przepastną szafę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale od początku. Wakacje spędzane w M.City od kilkunastu lat bywały różne. Jak jest pogoda, to zajęć jest aż nad to- pielenie ogródka, łażenie po lesie, dzikie skoki do jeziora, łódka, grill.&lt;br /&gt;Ale jak deszcz, zawierucha, paskuda, albo długie wieczory przed ekranem starożytnego telewizora, który odbiera tylko TVP1, TVP2 i Polsat...nuda wszechogarniająca! Moja nadaktywność uwięziona w okowach bordowego fotela wyrywała się na wolnosć. Zaczęłam szukać CZEGOŚ. I znalazłam zajęcie na lata. Otóż, jak się okazało pluszowe pufy w salonie otwierają się sprytnie kryjąc w sobie skarby w postaci niepotrzebnych nikomu zabawek, ścinków materiału, lampek choinkowych, obrusów, lusterek, starych spódnic...Nade wszystko starych spódnic! Piękne czterdziestoletnie, wzorzyste, z półkoła, albo plisowane. Oczka mi wyszły na wierzch i tak już zostały. Moje najpiękniejsze dzieła krawieckie, to efekt wakacyjnego marazmu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem i wczoraj zgnębiona brakiem laptopa (rodzina mi ukradła),więc i za razem brakiem możliwości zasysania &lt;em&gt;Battlestar Galactica&lt;/em&gt; wprost do spragnionego mózgu, zaczęłam przekopywać pufy. W tym roku jakoś pustawo- jedynie bawełna w biało-błękitną kratkę, której nie zdołałam przerobić w zeszłym sezonie. Na dnie coś jednak błysnęło: czarno-granatowy, pasek z tkaniny.&lt;br /&gt;-Była jeszcze taka sukienka...- mruknęła babcia od niechcenia.&lt;br /&gt;-Taak? - zerwałam się na równe nogi.&lt;br /&gt;-Tam, w szafie.&lt;br /&gt;Przez następne pare godzin babcia przekopała szafę i dzięki temu zyskałam: kaszmirową spódnicę w szaro-zielono-różowe kwiaty, wełnianą spódnicę w maleńką kratkę, kosmiczną srebrzysto-białą kamizelę a la Elvis, ciepłą wełnianą marynarkę w klimacie lat 80' (ramiona do zwężenia) oraz...przepiękną srebrną spódnicę, która od razu została przemianowana na zwiewną, hiperelegancką sukienkę bez ramiączek do czerwonego paska. Jest cudowna! Piękna! Aż żałuje, że nie naładowałam aparatu i nie mam zdjęć. Ale będą. Muszą być. Jestem tekstylnie uszczęśliwiona.&lt;br /&gt;Granatowo-czarna sukienka przepadła jak kamień w wodę, ale nic to. Ją także dopadnę w me krawieckie łapska.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5350523691423281397?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5350523691423281397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5350523691423281397' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5350523691423281397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5350523691423281397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/07/szafa.html' title='Szafa'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-4927158652851940474</id><published>2009-07-12T21:20:00.003+02:00</published><updated>2009-07-12T21:40:45.472+02:00</updated><title type='text'>Niemożliwe</title><content type='html'>Z rosnącym zdziwieniem patrzę na siebie w lustrze. Przed wyjściem na wczorajsze rave party- w niemożliwie wysokim obcasie. Nad ranem w obcej sypialni. Dziś rano- bez podkrążonych oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze zdziwieniem słucham siebie jak szepcze do ucha. Jak gadam sama do siebie. Jak kłamie. Znów i znów i cieszy mnie to niemoralnie, bo oni nic nie wiedzą. I nie dowiedzą się nigdy, że buduje sobie drugie życie.&lt;br /&gt;Powstaje ono w drodze pączkowania- zupełnie nowy organizm na starych tkankach. I jakoś mnie to nie boli. Nie czuje żadnego rozdarcia, jak kiedyś. No i dobrze tak. Niech tak będzie. Niech mam zawsze 20 lat, 50kg, złote szpilki, ładną sukienkę i uśmiech. Niech zawsze mówią o nas &lt;span style="font-style: italic;"&gt;para wieczoru&lt;/span&gt;. Niech zawsze mi mówią, że mam nogi po samą szyje. Niech gra The Cardigans, MGMT, Daft Punk. Niech Dż. ze mną tańczy, a S. gupi pióra wołając po raz setny- RAVE PARTY! RAVE PARTY!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s.Pozdrawiam Właściciela Laptopa, na którym piszę ten elaboracik. Jestem głodna!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-4927158652851940474?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/4927158652851940474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=4927158652851940474' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4927158652851940474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4927158652851940474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/07/nie-mozliwe.html' title='Niemożliwe'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1561090632163018013</id><published>2009-07-10T19:13:00.002+02:00</published><updated>2009-07-10T19:24:55.134+02:00</updated><title type='text'>Miasto miasto miasto</title><content type='html'>Jak dobrze powrócić z Marazm City. Jak dobrze znowu odetchnąć smrodkiem warszawskich podziemi pod dworcem centralnym, postać w korkach,  po lansować się w Złotych...Co poradzić. To miasto jest żałosne i wspaniałe. Wzruszyłam się dziś słuchając Royksopp i patrząc na Pałac Kultury. Ja wiem, wiem- relikt komunistyczny, kupa szmelcu w sercu stolicy, bla bla bla... Ale ja właśnie tutaj czuje, że żyję. Patrze sobie na ludzi. Idę sobie swoim zwykłym, żołnierskim krokiem (w Marazm City takie chodzenie powoduje, że nie mam szans wysłuchać ani jednej piosenki na mp3, kiedy gdzieś idę- jestem wszędzie maksymalnie w 5 min, toteż silę się na spacerowe powłóczenie nogami). Gapię się na drzewa. Na sypiące się już nieco kamienice i zupełnie szalone wieżowce...&lt;br /&gt;Paskudna i cudowna Warszawo, kocham cie miłością szczerą i ran twoich nie godnam całować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1561090632163018013?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1561090632163018013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1561090632163018013' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1561090632163018013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1561090632163018013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/07/miasto-miasto-miasto.html' title='Miasto miasto miasto'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1246353070983081865</id><published>2009-06-28T13:45:00.002+02:00</published><updated>2009-06-28T13:52:58.065+02:00</updated><title type='text'>Daje się porwać wyobraźni</title><content type='html'>Zamiast pakować się na wyjazd oglądam sukienki w internecie. Piękne sukienki z lat 50. I zdjęcia szczęśliwych ludzi z Wawelem w tle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chce mi się sprzątać. Nic mi się nie chce. I dobrze- bo nareszcie może mi się nie chcieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wakacje codziennie jestem bliżej stwierdzenia, że do pełni szczęścia brakuje mi jednej umowy i  jednej prośby. I tyle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1246353070983081865?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1246353070983081865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1246353070983081865' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1246353070983081865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1246353070983081865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/06/daje-sie-porwac-wyobrazni.html' title='Daje się porwać wyobraźni'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5962336361779086484</id><published>2009-06-22T17:43:00.002+02:00</published><updated>2009-06-22T17:48:05.694+02:00</updated><title type='text'>Je je je! Prosta rzeeeecz</title><content type='html'>Napisałam egzamin z geodezji- hip hip hurra&lt;br /&gt;Zaliczyłam fizjografię- hip hip hurra&lt;br /&gt;Mam wakacje! Nareszcie nareszcie nareszcie. O jak mi dobrze.&lt;br /&gt;Witajcie późne śniadania na balkonie, leniwe południe w parku, popołudnie z kawą w mieście, wieczory z jakąś super grupą, noce z...&lt;br /&gt;Szaleństw co-nie-miara!&lt;br /&gt;Aż w to nie wierze.&lt;br /&gt;Jest 13 stopni. Ale co tam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5962336361779086484?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5962336361779086484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5962336361779086484' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5962336361779086484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5962336361779086484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/06/je-je-je-prosta-rzeeeecz.html' title='Je je je! Prosta rzeeeecz'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5818148207062510178</id><published>2009-06-17T19:29:00.000+02:00</published><updated>2009-06-17T19:30:30.216+02:00</updated><title type='text'>błagam!</title><content type='html'>Błagam, niech to się już skończy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5818148207062510178?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5818148207062510178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5818148207062510178' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5818148207062510178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5818148207062510178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/06/bagam.html' title='błagam!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7313319567470382901</id><published>2009-06-11T11:36:00.002+02:00</published><updated>2009-06-11T11:42:44.447+02:00</updated><title type='text'>Skraj.</title><content type='html'>Stoję na skraju wyczerpania, na samej krawędzi strachu. Codziennie mam wrażenie , że nie zaliczę roku. Że dopadnie mnie jakaś pół biurokratyczna pierdoła bezdusznych doktorów i nadambitnych doktorantów. Że ktoś coś zgubi. Że ja o czymś zapomniałam. Że coś mnie ominęło.&lt;br /&gt;I nie ma na to lekarstwa. Za 2 tygodnie będzie po wszystkim. Teraz zaś, sram po gaciach mówiąc nieładnie.&lt;br /&gt;I czuję się straszniebeznadziejniedodupy dziewczyną. Jestem sesyjne nieatrakcyjna.  Nieskuteczna.&lt;br /&gt;Płakać mi się chce z tej bezsilnej złości i rozczarowania sobą.&lt;br /&gt;Nie mam talentu ani cierpliwości do niczego.&lt;br /&gt;A szczytem moich emocjonalno-międzyludzkich umiejętności jest dobre lasagne. I czarna herbata.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7313319567470382901?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7313319567470382901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7313319567470382901' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7313319567470382901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7313319567470382901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/06/skraj.html' title='Skraj.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1865368790712331639</id><published>2009-05-31T00:54:00.002+02:00</published><updated>2009-05-31T01:11:07.161+02:00</updated><title type='text'>Ukojenie w ramionach Szweda z Argentyny</title><content type='html'>Po nerwowym dniu, straconym na wlepianiu oczu mych drogocennych w równie drogocenne ekrany pracowni komputerowej (zgodnie z hasłem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jestem robotem- zapier* w sobotę)&lt;/span&gt;z próbą koncertu Lao Che w ramach podkładu muzycznego, powróciłam do dom. Ogarnęło mnie obżarstwo, migrena i rozpacz. Rzuciłam się do laptopa pisać &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Analizę i ocenę stanu istniejącego parku Królikarnia.&lt;/span&gt; Obżarstwo ucichło pod wpływem kurczaka po marokańsku. Migrena i Rozpacz dokonaly jednak na mnie totalnego zniszczenia. Spaliły mi wszystkie wsie, rozdeptały wschodzącą przenicę i pozażynały me wychudłe trzody. Bo tyle do roboty, że paść można na pysk i wyrzucać z siebie okrzyki treści niecenzuralnej skierowane ku Niebiosom, lub conajmniej ku Dziekanu.&lt;br /&gt;Ale z pomocą przychodzi Matka Natura.&lt;br /&gt;Pachnąca śniadaniem w podróży maseczka owsiana na twarzy.&lt;br /&gt;Kąpiel z lawendą.&lt;br /&gt;Szlafrok.&lt;br /&gt;Ludzie, to działa!&lt;br /&gt;No, a na sam koniec, niczym wisienka do tortu(r), mój ulubiony Argetyńczyk ze Szwecji lub Szwed z Argentyny i jego gitara. Czyli Jose Gonzales , album : &lt;span style="font-style: italic;"&gt;In Our Nature.&lt;/span&gt; Ma ten sam klimat, co poprzednia płyta. Refleksyjny, ale wbrew pozorom nie dołujący. To taki smutek podszyty nadzieją. To tak jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zimie Muminków&lt;/span&gt;- boisz się Buki, ale wiesz, że ona jest poprostu samotna. A zamarznięta wiewiórka ożyje. A Włóczykij wróci.&lt;br /&gt;Wróci napewno.&lt;br /&gt;Tak jak wakacje.&lt;br /&gt;Z tej okazji polecam - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Fgzwmccgo1Y"&gt;Cycling Trivialities&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1865368790712331639?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1865368790712331639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1865368790712331639' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1865368790712331639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1865368790712331639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/05/ukojenie-w-ramionach-szweda-z-argentyny.html' title='Ukojenie w ramionach Szweda z Argentyny'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8024699542281121455</id><published>2009-05-26T19:54:00.002+02:00</published><updated>2009-05-26T20:05:58.569+02:00</updated><title type='text'>Pieniny</title><content type='html'>Właśnie wróciłam z kosmosu o nazwie Pieniny.&lt;br /&gt;Bo skoro tam inny kolor nieba, inny smak powietrza, inna woda- bardzo zimna i czysta, inni ludzie, inne myśli... to jak tego nie nazwać kosmosem?&lt;br /&gt;Odezwał się we mnie zew wodnika-podróż ta dobitnie udowodniła mi, że kocham to robić. Kocham uciekać, żeby potem doceniać, że jest się już w domu.&lt;br /&gt;Kiedy godzinę temu przemierzałam ruchliwe Sand City z moim ogromnym i kompletnie nie pasującym do okoliczności plecakiem, poczułam, że to jest coś, co wbrew pozorom lubię. Że lubię wysupłać się z luksusu, internetu, eko-żarcia, autobusów, ulic. Zawitać gdzieś, gdzie sklepy zamykają o 15. Gdzie rybacy łowią pstrągi zanurzeni po pas w lodowatym Dunajcu. Gdzie nogi bolą i bolą tak cudownie, kiedy z dołu widzę szczyt na, który weszłam- z wielkim trudem, ale jednak. Gdzie lęk wysokości ma posmak pięknego niebezpieczeństwa. Gdzie wszystko jest takie boleśnie monemumentalne. Wyniosłe z jedyny akceptwalny sposób. I nie wolno temu robić zbyt wielu zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostałam najprawdopodobniej nieuleczalnie zarażona górami. Tru, to Twoja wina!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8024699542281121455?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8024699542281121455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8024699542281121455' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8024699542281121455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8024699542281121455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/05/pieniny.html' title='Pieniny'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3831741927164890893</id><published>2009-05-16T15:37:00.004+02:00</published><updated>2009-05-16T15:42:28.226+02:00</updated><title type='text'>To glupie.</title><content type='html'>Przebieram szmatki. Mierzę szpilki. Kupuje balsamy brązujace i poluje na tusze do rzęs.&lt;br /&gt;Uczyć, rzecz jasna, mi się nie chce. Ani sprzątać.&lt;br /&gt;Za to jeść czekoladę, pić raz grzane, raz mojito.&lt;br /&gt;Tańczyć (na playliscie nowy Royksopp, Hed Kandi, Shapeshifters...)&lt;br /&gt;Deszcz pada, a ja się uśmiecham.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje się, że znowu jestem zakochana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3831741927164890893?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3831741927164890893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3831741927164890893' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3831741927164890893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3831741927164890893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/05/to-glupie.html' title='To glupie.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-601720810150444104</id><published>2009-05-11T21:29:00.003+02:00</published><updated>2009-05-11T21:45:25.080+02:00</updated><title type='text'>W końcu</title><content type='html'>Już oddycham swobodniej.&lt;br /&gt;Koniec siedzenia do 3 nad ranem przy projekcie przez ponad tydzień.&lt;br /&gt;Koniec umierania na zajęciach dnia następnego.&lt;br /&gt;Witajcie rozliczne wyjazdy, wycieczki, miejsca sympatyczne, słoneczne!&lt;br /&gt;Integracjo witaj!&lt;br /&gt;Śnie witaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;a href="http://picasaweb.google.com/szakarony/WroclawMaj09"&gt;Wrocław&lt;/a&gt; podoba mi się)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_wCeO7thA7L0/SgXsDGpunHI/AAAAAAAAB2s/JDdvlFQd6Vo/s512/P5091856.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh4.ggpht.com/_wCeO7thA7L0/SgXsDGpunHI/AAAAAAAAB2s/JDdvlFQd6Vo/s512/P5091856.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-601720810150444104?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/601720810150444104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=601720810150444104' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/601720810150444104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/601720810150444104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/05/w-koncu.html' title='W końcu'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_wCeO7thA7L0/SgXsDGpunHI/AAAAAAAAB2s/JDdvlFQd6Vo/s72-c/P5091856.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7921240717450802297</id><published>2009-04-26T19:45:00.006+02:00</published><updated>2009-04-26T20:06:58.600+02:00</updated><title type='text'>Baby, can we?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SfSif5uMnUI/AAAAAAAAKRE/OnxW2-o7aRU/s1600-h/old_train_2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 299px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SfSif5uMnUI/AAAAAAAAKRE/OnxW2-o7aRU/s400/old_train_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329062928040369474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hey baby let's get away, let's go somewhere far&lt;br /&gt;Baby can we?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakacyjna tęsknota nasila się wraz ze wzrostem temperaturi i ilości roboty. Bo ja zawsze chcę niemożliwego...&lt;br /&gt;&lt;tęsknota&gt;&lt;/tęsknota&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7921240717450802297?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7921240717450802297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7921240717450802297' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7921240717450802297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7921240717450802297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/04/baby-can-we.html' title='Baby, can we?'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SfSif5uMnUI/AAAAAAAAKRE/OnxW2-o7aRU/s72-c/old_train_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1565970121129017022</id><published>2009-04-25T16:04:00.003+02:00</published><updated>2009-04-25T16:17:10.838+02:00</updated><title type='text'>Zmieniam się.</title><content type='html'>Pędzę przez miasto na wysokich obcasach. I bardzo lubię ich stukot.&lt;br /&gt;Bywam w modnych miejscach. I popijam Sex on the beach za nieswoje pieniądze.&lt;br /&gt;Zawsze mam plany na wieczór. I pomalowane rzęsy.&lt;br /&gt;Dorośleje, czy raczej robię głupoty godne gimnazjalistki? Sama nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie tego wszystkiego pączkuje alternatywny świat - historie, które opowiadam sobie jadąc metrem. Moja wewnętrzna narracja. Ludzie podobni do tych, których spotykam codziennie. Bohaterowie prawdopodobni, nudnawi, pełni dziwactw, ale i odwagi, na którą nigdy się nie zdobędę. Oni potrafią wyrażać swoje myśli głośno. Lubią zmieniać bieg wydarzeń, pakować się w kłopoty, tak by opowieść o nich była ciekawa. Moja zaś zupełnie taka nie jest. Rozwija się powoli. Obfituje w epickie, wręcz orzeszkowskie opisy picia herbaty, męczenia się nad zepsutym cienkopisem, trwonienia czasu na facebooku. Nic takiego. Emocje stabilne. Pogoda codzień ta sama. Mycie naczyń. Ciężkie tomiszcza w torebce ze szmateksu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Gdybym jednak tak umiała usiąść na kilka dni przy klawiaturze i dać się owładnąć tej literackiej rzeczywistości...&lt;br /&gt;Tylko że, tony zadań, kolosów, projektów, zaliczeń, wyjazdów skutecznie trzymają mnie na tym świecie i nie pozwalają stworzyć dzieła życia. Haha. Niech żyje górnolotność. Niech żyją niezrealizowane ambicje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1565970121129017022?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1565970121129017022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1565970121129017022' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1565970121129017022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1565970121129017022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/04/zmieniam-sie.html' title='Zmieniam się.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-4164496213982847498</id><published>2009-04-18T15:39:00.002+02:00</published><updated>2009-04-18T15:45:19.306+02:00</updated><title type='text'>Lustro</title><content type='html'>"Są takie dni, gdy nawet makijaż nie  pomoże"- wyczytałyśmy niedawno z J. na empikowym magnesie. I to właśnie jest dziś. Krzątając się ze ścierką po kuchni czuję, że to, czego mi dziś trzeba to nie tona pudru, ale co najmniej kilka komplementów. Szczerych. Nawet jeśli jestem kobietą sprzatającą, polską siatkarką, obolałą studentką, a nie piękną Scarlett o &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zmysłowych ustach&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. Nowy Allen miodzio.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-4164496213982847498?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/4164496213982847498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=4164496213982847498' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4164496213982847498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4164496213982847498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/04/lustro.html' title='Lustro'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6374444118633496488</id><published>2009-04-12T13:37:00.002+02:00</published><updated>2009-04-12T13:44:35.049+02:00</updated><title type='text'>Zbiera mi się</title><content type='html'>Zbiera mi się na napisanie czegoś większego, ale powoli, powoli. Teraz delektuję się popołudniami i słucham przyjemnych rzeczy. Popijam kawę z mlekiem. Szyję. Czekam.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Waiting to be born again&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wanting- the saddest kind of pain&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Waiting for the day when I will crawl away.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Może coś ze mnie wypełznie. Jeszcze nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjemnego lenistwa życzę.&lt;br /&gt;A w ramach zajączka-&lt;a href="http://www.rmfclassic.pl/index.html?a=pisanka"&gt;filmowa pisanka laureatka&lt;/a&gt; wykonana dłonią Toshiby&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6374444118633496488?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6374444118633496488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6374444118633496488' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6374444118633496488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6374444118633496488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/04/zbiera-mi-sie.html' title='Zbiera mi się'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-9183008759117712915</id><published>2009-04-08T16:12:00.002+02:00</published><updated>2009-04-08T16:17:23.009+02:00</updated><title type='text'>Kreatyna.</title><content type='html'>Dnia dzisiejszego wysiałam, poprzesadzałam, poprzestawiałam, poprzycinałam wszystko, co się dało na mym paskudnym północno-wschodnim balkonie. Poproszę o designerskie ogrodniczki. I łopatkę.&lt;br /&gt;Chciałam podziękować tym, którzy administrują sytuacją pogodową- poprawiacie mi humor i sprawiacie, że moja bazylia rośnie!&lt;br /&gt;Jest doskonale.Czuję się kreatywna aż do bólu.&lt;br /&gt;Wiosna- ot co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-9183008759117712915?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/9183008759117712915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=9183008759117712915' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/9183008759117712915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/9183008759117712915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/04/kreatyna.html' title='Kreatyna.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6527997721813730595</id><published>2009-03-31T21:58:00.001+02:00</published><updated>2009-03-31T22:00:44.451+02:00</updated><title type='text'>Szczęście</title><content type='html'>Doskonale jest. Słońce. Nowe buty. Dj Shadow. Perspektywa świąt. Nie mam aż siły pisać. Jestem w euforii.&lt;br /&gt;No i jeszcze to. Cudowna piosenka.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7-Rzv2BIvN4&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7-Rzv2BIvN4&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6527997721813730595?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6527997721813730595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6527997721813730595' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6527997721813730595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6527997721813730595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/szczescie.html' title='Szczęście'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8770495444812964371</id><published>2009-03-28T19:30:00.003+01:00</published><updated>2009-03-28T19:42:02.761+01:00</updated><title type='text'>...lub skonsultuj się z...</title><content type='html'>Ha. Pomimo nawału rzeczy do zrobienia beztrosko poczytuję "Kwiat Kalafiora", wpatruje się w słońce, przesadzam kwiatki ubrana w kosmiczną srebrną kamizelkę Tosziby, popijając popołudniową kawę odkrywam...że ja jednak to wszystko uwielbiam.&lt;br /&gt;Tak. Pomimo wracania dzień w dzień ok 21, pomimo bezowocnego błagania Absolutu, by uczynił dobę dłuższą o co najmniej 12 godzin, pomimo hektara kalki, hektolitra łez i co najmniej kwintala krwistego mięsa , którym to obrzucam co dzień Buraczaną Uczelnię, muszę przyznać...że kocham to, co robię.&lt;br /&gt;Nie mogę się doczekać kolejnych wyzwań. Podlewam nadproduktywną glebę mojego umysłu urojeniami o przyszłych realizacjach. O tych szafirowych kanałach zagłębionych w jasnym piaskowcu. O tym orzechowym drewnie przy granitowych płytach. O kaskadach macierzanki w ciężkich donicach, o domach zazdrośnie oplecionych czerwonym winobluszczem. O wielkich trawiastych powierzchniach na których będę ćwiczyć fikołki.&lt;br /&gt;Coś mi się zdaje, że jestem uzależniona od architektury krajobrazu. Więc gdybyś kiedykolwiek chcieli spróbować...przeczytajcie ulotkę informacyjną lub skonsultujcie się z psychoterapeutą, ponieważ ten kierunek niewłaściwie stosowany może powodować poważne uszczerbki na umyśle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8770495444812964371?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8770495444812964371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8770495444812964371' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8770495444812964371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8770495444812964371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/lub-skonsultuj-sie-z.html' title='...lub skonsultuj się z...'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8901083498683815955</id><published>2009-03-26T14:01:00.007+01:00</published><updated>2009-03-26T14:22:09.699+01:00</updated><title type='text'>Tęsknota za wakacjami</title><content type='html'>A to oto jej objaw- kupuję letnie spódnice.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/ScuBCk3dkJI/AAAAAAAAJK0/-XbmkjzWOcQ/s1600-h/P3261355.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/ScuBCk3dkJI/AAAAAAAAJK0/-XbmkjzWOcQ/s400/P3261355.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317485666297024658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sct_S8aaBwI/AAAAAAAAJKs/roG3INDokIQ/s1600-h/P3261360.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 294px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sct_S8aaBwI/AAAAAAAAJKs/roG3INDokIQ/s400/P3261360.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317483748472260354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sct_MM-Wd-I/AAAAAAAAJKk/CtcZs0gB2js/s1600-h/P3261359xmin.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 330px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sct_MM-Wd-I/AAAAAAAAJKk/CtcZs0gB2js/s400/P3261359xmin.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317483632658905058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sct_EofEVAI/AAAAAAAAJKc/SwBpuXYoc1w/s1600-h/P3261356.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sct_EofEVAI/AAAAAAAAJKc/SwBpuXYoc1w/s400/P3261356.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317483502604932098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8901083498683815955?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8901083498683815955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8901083498683815955' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8901083498683815955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8901083498683815955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/tesknota-za-wakacjami.html' title='Tęsknota za wakacjami'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/ScuBCk3dkJI/AAAAAAAAJK0/-XbmkjzWOcQ/s72-c/P3261355.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7065650770699052258</id><published>2009-03-24T21:49:00.003+01:00</published><updated>2009-03-24T21:54:30.749+01:00</updated><title type='text'>Tracę cierpliwość</title><content type='html'>Tracę cierpliwość pogodową. Ciśnienie 990 hPa przygniata mnie do ziemi niczym 10tonowy odważnik spadający na kojota w kreskówkach ze Strusiem Pędziwiatrem. Smętnam. Nie dowierzam prognozom długoterminowym. Obsesyjnie boję się korków.&lt;br /&gt;I mieszkam w igloo.&lt;br /&gt;.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SclILpqJniI/AAAAAAAAJKM/qIZ82IxehTo/s1600-h/DSC01075.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SclILpqJniI/AAAAAAAAJKM/qIZ82IxehTo/s400/DSC01075.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316860200085986850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda moje okno w tym momencie.&lt;br /&gt;Gdybym miała narty, wyszłabym na dach pojeździć. Może nadarzy się jakaś foka na kolację...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7065650770699052258?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7065650770699052258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7065650770699052258' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7065650770699052258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7065650770699052258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/trace-cierpliwosc.html' title='Tracę cierpliwość'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SclILpqJniI/AAAAAAAAJKM/qIZ82IxehTo/s72-c/DSC01075.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6088530430252571970</id><published>2009-03-22T19:33:00.001+01:00</published><updated>2009-03-22T19:35:08.038+01:00</updated><title type='text'>Co słychać.</title><content type='html'>Oczekuję wiosny i nie śpię po nocach.&lt;br /&gt;Tępię literówki i anglicyzmy w wypowiedziach Krzysztofa M.&lt;br /&gt;Tęsknie do wolnych, beztroskich weekendów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6088530430252571970?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6088530430252571970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6088530430252571970' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6088530430252571970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6088530430252571970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/co-sychac.html' title='Co słychać.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7272350976925036287</id><published>2009-03-13T18:29:00.003+01:00</published><updated>2009-03-13T18:42:55.050+01:00</updated><title type='text'>tak chcę.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ja mam piżamę w białe kwiaty&lt;br /&gt;Ty w białe masz samoloty&lt;br /&gt;I nie robimy dzisiaj nic&lt;br /&gt;Chce tylko z Tobą żyć&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie poranki są w soboty&lt;br /&gt; kiedy świat jest nasz&lt;br /&gt;I jak się czujesz kiedy&lt;br /&gt; latasz w tej piżamie&lt;br /&gt;Lubisz ją za taki poranek&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Soniamiki-Piżamka&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Moje marzenie.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7272350976925036287?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7272350976925036287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7272350976925036287' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7272350976925036287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7272350976925036287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/tak-chce.html' title='tak chcę.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6912532003186799647</id><published>2009-03-10T09:13:00.004+01:00</published><updated>2009-03-10T10:11:18.184+01:00</updated><title type='text'>Poznań miasto doznań.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SbYtNjAS3GI/AAAAAAAAJI4/syKVd957AOk/s1600-h/P3081274.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SbYtNjAS3GI/AAAAAAAAJI4/syKVd957AOk/s400/P3081274.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311482521288105058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po bardzo przyjemnym wielkopolskim &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cast away&lt;/span&gt;, stwierdzam iż:&lt;br /&gt;-lubię sushi, a zwłaszcza imbir i ryż z sezamem.&lt;br /&gt;-lubię nocno-wieczorne spacery.&lt;br /&gt;-lubię poznańskie parki.&lt;br /&gt;-lubię spontaniczne wydawanie pieniędzy na przepyszne, włoskie żarcie.&lt;br /&gt;-lubię szwendać się o tak i beztrosko bujać w białych obłokach na niebieskim niebie (podczas gdy w stolicy deszcz ze śniegiem)&lt;br /&gt;-lubię Palmiarnię, w której ciepło i tropikalnie&lt;br /&gt;-lubię kabiny prysznicowe&lt;br /&gt;-lubię późne śniadania&lt;br /&gt;-lubię głoskę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;rz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-a słowem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jogurt&lt;/span&gt; można zastąpić wszystko.&lt;br /&gt;-i stwierdzam też, że czasem coś, co wygląda z zewnątrz jak zaawansowana Praga Północ, może okazać się sympatycznym, zielonym, pustym hostelem&lt;br /&gt;- i stwierdzam, że szwedzkie stoły bywają za niskie.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Krzysztofa, przyszłego gwiazdora polskiego dziennikarstwa radiowego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6912532003186799647?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6912532003186799647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6912532003186799647' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6912532003186799647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6912532003186799647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/poznan-miasto-doznan.html' title='Poznań miasto doznań.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SbYtNjAS3GI/AAAAAAAAJI4/syKVd957AOk/s72-c/P3081274.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3953692808659799996</id><published>2009-03-04T23:38:00.002+01:00</published><updated>2009-03-04T23:56:32.217+01:00</updated><title type='text'>Where is my mind?</title><content type='html'>Studia całodobowe powodują zaburzenia świadomości. Po 12 godzinach w szpitalnych korytarzach Buraczanego Uniwersytetu, z mózgiem pełnym kolorowych kresek, oznaczeń geodezyjnych, wzorów na beton czy zbiorowisk borów suchych, zasiadam przy biurku by...Oglądać po raz miliardowy cholerne mapki, by tropić w nich kropki, linie, literki, oraz by pisać na ich temat profesjonalnie brzmiące bzdury.&lt;br /&gt;Mam jednak bardzo dobre mechanizmy obronne- moje ciało nie pozwoli sobie uczynić krzywdy. Ogarnia mnie senność. Opieram twarz na dłoniach i nagle ogrania mnie niesamowite zdumienie, ze to na prawdę MOJA twarz! Jak dziwnie zastanawiać się do kogo należą chude policzki, wystający podbródek, zimna skóra. Palce jej nie poznały, co więcej i sama właścicielka poznała palców! Obcy ślad szorstkiej obecności pod okiem, koło nosa.&lt;br /&gt;Nie mam świadomości siebie. Rozpadam się na dwa kawałki- umysł, który rwie do przodu i pracuje jak na pseudoefedrynie, oraz ciało- 50 kilo tęskniące za łóżkiem i świętym spokojem.&lt;br /&gt;Muszę poszukać konsensusu.&lt;br /&gt;A póki co: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;With your feet in the air and your head on the ground.&lt;/span&gt;..Nucę i marzę, by znowu obejrzeć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fight club&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Wogóle...oglądać bezkarnie. Spać. Jeść. Pić. Ot tak, dla przyjemności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3953692808659799996?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3953692808659799996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3953692808659799996' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3953692808659799996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3953692808659799996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/where-is-my-mind.html' title='Where is my mind?'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7263410802873486481</id><published>2009-03-02T22:15:00.002+01:00</published><updated>2009-03-02T22:17:11.500+01:00</updated><title type='text'>Zemsta</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SaxM0InR2VI/AAAAAAAAI2I/z32qqB4eKos/s1600-h/ogrodnik.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 362px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SaxM0InR2VI/AAAAAAAAI2I/z32qqB4eKos/s400/ogrodnik.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308702519312111954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto zemsta wiosenna, za pupę na blogu &lt;a href="http://neononsens.blogspot.com/"&gt;tego&lt;/a&gt; pana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7263410802873486481?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7263410802873486481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7263410802873486481' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7263410802873486481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7263410802873486481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/03/zemsta.html' title='Zemsta'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SaxM0InR2VI/AAAAAAAAI2I/z32qqB4eKos/s72-c/ogrodnik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3651104155068039004</id><published>2009-02-27T19:51:00.003+01:00</published><updated>2009-02-27T20:12:35.220+01:00</updated><title type='text'>Tonę</title><content type='html'>Tonę w samozachwycie nad własną osobą - siedzenie do 1-2 w nocy nad projektami zaowocowało zaskakującym wnioskiem, do którego doszłam dziś w tramwaju. Otóż- mam wolny weekend. Wszystkie pilne rzeczy zostały wykonane. Dzięki temu mogę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kultywować małe przyjemności&lt;/span&gt; takie jak:&lt;br /&gt;-jazda starym, czerwonym tramwajem (przez którego przybrudzone okna oglądam sobie miasto i snuję dalekosiężne plany)&lt;br /&gt;-wwąchiwanie się w poduszkę o poranku (lubię zapach pościeli i korowe wybrzuszenia na jej powierzchni)&lt;br /&gt;-niespieszne śniadanie w szlafroku (grzanka z chleba orkiszowego, biały ser, miód z Warmii)&lt;br /&gt;-makijaż robiony tylko dla samej zabawy kolorami (szary, niebieski, fiolet - ulubione ostatnio)&lt;br /&gt;-herbata zielona spożywana w ilościach hurtowych pod kocykiem takoż zielonym&lt;br /&gt;-radio nucące sennie (102 fm polecam)&lt;br /&gt;-pogaduszki kobiece o tajemnicach alkowy (strasznie się ciesze z odnowionej relacji, gdyby jeszcze gg tak się nie zacinało...)&lt;br /&gt;-oglądanie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dr House'a  &lt;/span&gt;(już rozumiem czemu niektórym zebrało się na sarkastyczność)&lt;br /&gt;-przeglądanie blogów fotograficznych i ciuchowych, co (niestety, Krzysiu) utwierdza mnie w przekonaniu, iż pomysł zostania krawcem nie jest zły, a moje pomysły ubraniowe wcale nie są takie zwariowane.&lt;br /&gt;Oto dowód:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://thesartorialist.blogspot.com/2009/02/on-streetmittens-stockholm.html"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 266px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sag6Ogi4iAI/AAAAAAAAI1k/fNXOJWZWWIo/s400/1299MittensWeb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5307556181784954882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Też mam takie rękawiczki. I to hand-made!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-poza tym, podążając za &lt;a href="http://aldonna.blogspot.com/"&gt;Lady Aldonną&lt;/a&gt;, zastanawiam się nad wykonaniem serii poduch. Albo co najmniej zamówieniem takich u w.wym. Mistrzyni Poduszczanej.&lt;br /&gt;-i jeszcze wspominam sobie dzisiejsze przyjemne przedpołudnie na Pradze (bez wdawania się w szczegóły;)&lt;br /&gt;zero nauki. 100% radości życia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3651104155068039004?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3651104155068039004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3651104155068039004' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3651104155068039004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3651104155068039004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/tone.html' title='Tonę'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/Sag6Ogi4iAI/AAAAAAAAI1k/fNXOJWZWWIo/s72-c/1299MittensWeb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-4624760651393907906</id><published>2009-02-26T08:27:00.003+01:00</published><updated>2009-02-26T08:31:56.415+01:00</updated><title type='text'>Ech ta dzisiejsza młodzież...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SaZE6uoFsrI/AAAAAAAAI1c/ZqtkI1K73hc/s1600-h/Nowy+obraz.bmp"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SaZE6uoFsrI/AAAAAAAAI1c/ZqtkI1K73hc/s400/Nowy+obraz.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5307004986641986226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wierzy w miłość:P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-4624760651393907906?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/4624760651393907906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=4624760651393907906' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4624760651393907906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4624760651393907906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/ech-ta-dzisiejsza-modziez.html' title='Ech ta dzisiejsza młodzież...'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SaZE6uoFsrI/AAAAAAAAI1c/ZqtkI1K73hc/s72-c/Nowy+obraz.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7979991084746009989</id><published>2009-02-23T12:54:00.006+01:00</published><updated>2009-02-23T12:59:01.637+01:00</updated><title type='text'>Narzekam</title><content type='html'>Niniejszym oświadczam, iż&lt;br /&gt;pomimo ślicznego ciemnozielonego golfika wygrzebanego z czeluści szafy i brązowego paska do tego&lt;br /&gt;pomimo smacznego śniadanie&lt;br /&gt;pomimo doskonałej proporcji kawy do mleka&lt;br /&gt;pomimo tego, że spałam 6h a nie 3 -4 jak zwykle&lt;br /&gt;pomimo tego, że nareszcie na projektowaniu dostałam konkrety i terminy&lt;br /&gt;pomimo sympatycznego Krzysztofa&lt;br /&gt;pomimo termosu z herbatą Earl Grey...&lt;br /&gt;jest do dupy.&lt;br /&gt;Bo korki.&lt;br /&gt;Bo Piaseczno cholerne.&lt;br /&gt;Bo się spóźniłam.&lt;br /&gt;Bo jestem ciągle głodna.&lt;br /&gt;Bo zmarzłam.&lt;br /&gt;Bo czeka mnie jeszcze 7h na placówce Buraczanej.&lt;br /&gt;Bo jest zima- i w tym tkwi problem.I mam serdecznie dosyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, i jeszcze post mnie wkurza. Wielki Post.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7979991084746009989?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7979991084746009989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7979991084746009989' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7979991084746009989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7979991084746009989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/narzekam.html' title='Narzekam'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1043208076226740010</id><published>2009-02-21T12:55:00.003+01:00</published><updated>2009-02-21T12:59:45.526+01:00</updated><title type='text'>Magiczne słowo.</title><content type='html'>Czaruję się, że są jeszcze ferie, więc olewam obowiązki, czytam, szyję do nocy (irytując przy tym zapewne moją disko-sąsiadkę, która w ramach rewanżu budzi mnie o 9.30 nową dziesiątką hitów radia Eska), smarkam sobie donośnie i maluje usta czerwoną szminką.&lt;br /&gt;Oraz słucham Caravan Palace wygranego od ukochanego radia PIN. Dzięki retro-swingowym kawałkom wpadam na pomysł jak ubarwić sobie wieczór spędzony z przymusu z Antoniną. A Antonina będzie fotografem. Ot co. Więc drzyjcie  przeciwnicy alternatywnych sesji zdjęciowych w bajecznych ciuchach ze szmateksu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak narazie magiczne słowo na dziś, to LENISTWO.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1043208076226740010?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1043208076226740010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1043208076226740010' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1043208076226740010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1043208076226740010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/magiczne-sowo.html' title='Magiczne słowo.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1566767212043694296</id><published>2009-02-16T21:04:00.007+01:00</published><updated>2009-02-16T22:54:46.034+01:00</updated><title type='text'>When You're Going To San Francisco It's Nine In The Afternoon</title><content type='html'>Ferie w sposób nieubłagany zbliżają się do tragicznego końca, obwieszczanego przez kolorowe rubryczki nowego planu zajęć. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I znowu sobie zadaję pytanie&lt;/span&gt;: jest-li to dzienne to me studiowanie? Albowiem trzy dni w tygodniu spędzać będę całkowicie (tzn. od 8 do 20) w szpitalnie nieprzytulnych wnętrzach Buraczanej Uniwersytetu (Powiadają bowiem, że w nazwie szkoła główna, ale status ma, Szanowni Państwo, uniwersytetu.Ha.ha.ha.). Niech to szlag. Zacytowałabym Kolegę od Liści Klonu- on się wyraził dosadniej... Zatem czekają mnie upojne powroty do domu przez nocną Warszawę, a w Sand City [śmiech], będę w okolicach w.wym. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nine in the afternoon.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz słowo wyjaśnienia, co takiego mi odbiło. Otóż, przedsięwziąwszy spontaniczną wyprawę do Nadmorskich, nasłuchałam się nowych dźwięków. Nieskrępowana niczyim karzącym spojrzeniem, nie wytykana kształtnym palcem Krzysztofa M. za zbytnią alternatywność, wchłonęłam za pomocą łącza USB dużą ilość całkiem sympatycznej muzyki w postaci nowego Panic!a (oraz trochę starego dla kontrastu). Hopsająco-skocznie-uśmiechowa piosenka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nine In The Afternoon &lt;/span&gt;umilała mi sardynkową w formie, a polityczną w treści, podróż z miasta A do stołecznego miasta B z prędkością 50 km/h, wiedząc, że odległość wynosi 449km. Prościej- 8 godzin z paniami wracającymi z uzdrowiska.&lt;br /&gt;Po 2 godzinach, między stronami, które początkowo w ciszy studiowały stosowne gazety (po lewej Gazeta Wyborcza, po prawej Nasz Dziennik, po obu- Teletydzień), nawiązała się kontrowersja. Nie wiem od czego się zaczęło. Nie wiem na czym się skończyło. Gdy tylko usłyszałam hasła : Solidarność, prawda, radio Maryja...Momentalnie zwiększyłam głośność. Biedny Brian Molko musiał stać się instrumentalnie potraktowanym  zagłuszaczem. Jeszcze nigdy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Infra Red &lt;/span&gt;nie brzmiało tak wyśmienicie. Niestety, poprzez bardziej balladowe bootlegi z koncertów Placebo bezwstydnie prześwitywał Palikot, siostry betanki i pary bez ślubu. W panice zaczęłam przerzucać foldery. W tym czasie do warowni mych uszu  zaczął dobijać się ojciec Rydzyk, jego konto, pieniądze stoczniowców, a po chwili...Zakwestionowana Teoria Ewolucji! &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Błagam&lt;/span&gt;- szeptałam czule do skradzionego Toszibie odtwarzacza mp3- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coś głośnego i radosnego. Szybko! &lt;/span&gt; I oto jest - słodkie dźwięki ze zdartej płyty...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;If you're going to San Francisco&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;Be sure to wear some flowers in your hair&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; If you're going to San Francisco&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; You're gonna meet some gentle people there&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;I nawet spomiędzy pomorskich pagórków zaświeciło słonce. Uśmiechnęłam się szeroko do pani oburzonej, że misiowata obrończyni Prawdy i Matki Bożej (różowy lakier, satynowe spodenki i białe kapciuszki) zarzuca jej brak kultury. No, ależ...Taki urodziwy krajobraz. Taka radosna muzyka. Taki pełny termos. Taka torba pełna nowych szmteksowych znalezisk! Dzięki Ci, Dobry Boże, że stworzyłeś Młodsze Siostry O Dobrym Guście Muzycznym i ich Dwugigowe Empetrójki.&lt;br /&gt;Byłam oto dziecięciem-kwiatem zachwyconym pięknem zimowej krainy, zasłuchanym w delikatne brzmienie gitary, łapiącym słonce poprzez klejące się ogólnopolskim brudem szyby, i fotosyntetyzującym radośnie.&lt;br /&gt;Odwróciłam się do okna, gdzie w kąciku sześćdziesięcioletnia kuracjuszka odsypiała dwa, prawdziwie rozrywkowe tygodnie w domu zdrojowym Perła, i zamknęłam oczy. Dwie hippiski w pociągu relacji Kołobrzeg-Kraków śniły o tym, by gonić białe króliki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ścieżka dźwiękowa&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=L4Xq-MwaQB8"&gt;Panic At The Disco - Nine In The Afternoon&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=eg3PusV3DTc"&gt;Placebo -Infra Red&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=DspcTcVslsI"&gt;Scott Mackenzie - San Francisco&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Quhj6PEboCU"&gt;Jefferson Airplane - White Rabbit&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1566767212043694296?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1566767212043694296/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1566767212043694296' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1566767212043694296'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1566767212043694296'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/when-youre-going-to-san-francisco-its.html' title='When You&apos;re Going To San Francisco It&apos;s Nine In The Afternoon'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-5455281061679977575</id><published>2009-02-10T17:47:00.004+01:00</published><updated>2009-02-10T18:25:34.833+01:00</updated><title type='text'>...to be with you</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SZG4eq8eIJI/AAAAAAAAIsk/hac7ZVwMQeg/s1600-h/gallery-8367668-500x500.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 210px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SZG4eq8eIJI/AAAAAAAAIsk/hac7ZVwMQeg/s400/gallery-8367668-500x500.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301221073455292562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Milion lat minęło chyba, a i tak poczułam się jak w czasach zamierzchle licealnych, kiedy pisałyśmy do siebie głupoty w zeszycie, albo malowałyśmy cienkopisem po rękach. Sentymentalnie, słodko, szalenie. Zawrót głowy. Okrzyki. Zachwyty. Komplementy. Sekrety. Babskie gadanie, które zazwyczaj jest nie do zniesienia. A jednak! Magia piżamy i kredki do oczu. Magia hihotu pod kołdrą o 4 nad ranem. Plany. Wspomnienia.  Ten, kto wymyślił przyjaciółki powinien mieć gigantyczny pomnik na Pl. Defilad i darmowe drinki w Underze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A właśnie! Pierwsza wyprawa do osławionego Undergroundu kilka dni temu okazała się  być doprawdy przezabawna. Stosowny  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bifor, &lt;/span&gt;strój może nieco mniej stosowny (wszystkie imprezowe bluzki, które widuje w sklepach mają niewyobrażalne wręcz dekolty, ukazujące smutną prawdę o moim układzie kostnym i niedoborze tkanek miękkich...a więc nie noszę imprezowych bluzek i już), ale humor wyśmienity.&lt;br /&gt;Oczy szeroko otwarte, bujający się krok, uśmiech jako jedyny atut chudej kujonicy w okularach. I to jedyne w swoim rodzaju uczucie, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;it's my party&lt;/span&gt; , i że jestem Królewną na tym dansingu. Chwile, w których chce się wołać niczym Leonadro Di Caprio w na dziobie Titanica. Kiedy chce się więcej i więcej, a świat kręci się wokół ciebie. Barman uśmiecha się promiennie i dokłada kolejną cytrynę, a w lustrze przegląda się zupełnie inna dziewczyna. Nawet makijaż się jej nie rozmazuje i wcale nie jest bocianem w fabryce kieliszków. Wtedy wątpliwa jakość muzyki, powietrze w 100% nasycone śmiercionośnym dymem, albo dwumetrowi Szwedzi, zupełnie nie przeszkadzają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bzdura. Głupota. Czyste szalenstwo. Ale co z tego? Mózg mi się od tego nie skurczy! Nie stanę się różowolicą ćmą klubową, która jara vouge'i i sączy kolejnego drinka kupionego przez czterdziestoletniego bankiera. A mam oderwanie od rzeczywistości, carpe diem, radość życia i, przez te pięć minut, gdy na mnie patrzą, samoocenę na poziomie Mount Everest. To terapia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-5455281061679977575?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/5455281061679977575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=5455281061679977575' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5455281061679977575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/5455281061679977575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/to-be-with-you.html' title='...to be with you'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SZG4eq8eIJI/AAAAAAAAIsk/hac7ZVwMQeg/s72-c/gallery-8367668-500x500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-436723591039275507</id><published>2009-02-08T15:05:00.003+01:00</published><updated>2009-02-08T15:20:12.325+01:00</updated><title type='text'>Przyjemności i udręki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SY7p98XA8cI/AAAAAAAAIrs/R4BGU9T7SVs/s1600-h/P2071454.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SY7p98XA8cI/AAAAAAAAIrs/R4BGU9T7SVs/s400/P2071454.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5300431061845602754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjemności to kaszubski kubeczek z kakao o 10 w sobotę. Przyjemności biografia Audrey, jej piękne sukienki, jej oczy spoglądające na mnie ze ściany, nowa kredka do oczu, różany płyn do kąpieli, ciepły, pachnący wiatr gdy idę w ulubionym płaszczu przez warszawski Manhattan (Wołoska i okolice), magiczna cisza i spokój dzielnicy Włochy. Przyjemności to też trzy wódki wypite bez konsekwencji, Spice Girls odtańczone z maską wenecką na twarzy, spojrzenie notorycznego podrywacza, który uparł się, żeby mnie zatrzymać na imprezie. Tak, wiem, słyszałam, że on tak do każdej dziewczyny...ale chociaż mam świadomość, że nie jestem od żadnej z nich gorsza. Przyjemność to oswojenie autobusów nocnych, które były dla mnie do niedawna czymś na podobieństwo Czarnych Wołg wypełnionych pijanymi zboczeńcami. A to tylko &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wędrowcy do świtu.&lt;/span&gt; Przyjemność to spanie do południa. Słońce za oknem. Pościel, w której leżeliśmy całkiem niedawno. Przyjemność to sesja zdjęciowa pod tują w parku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udręki to porażka projektowa i 3,5 dane z łaski za moją kilku miesięczną pracę. To brak wpisu i konieczność żebraczego oczekiwania pod gabinetem. To brak pieniędzy na telefon, nowy sprzęt muzyczny i szpilki. Brak pieniędzy na wyjazd z Tobą.  Nieumiejętność jazdy na nartach. Opuszczenie i brak pomysłu na ferie.  Słone łzy popołudniu. Zawirowanie w głowie. Kurs franka 3.15 pln. Polacy ginący gdzieś w świecie. Bóg, który smuci się jak na mnie patrzy, a jednak mi pomaga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-436723591039275507?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/436723591039275507/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=436723591039275507' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/436723591039275507'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/436723591039275507'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/przyjemnosci-i-udreki.html' title='Przyjemności i udręki'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SY7p98XA8cI/AAAAAAAAIrs/R4BGU9T7SVs/s72-c/P2071454.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-3046615400503347277</id><published>2009-02-07T13:34:00.004+01:00</published><updated>2009-02-07T13:37:31.016+01:00</updated><title type='text'>Musiałam.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SY2AHajnEOI/AAAAAAAAIrk/CYKqRW8IcZw/s1600-h/hammerzeit.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SY2AHajnEOI/AAAAAAAAIrk/CYKqRW8IcZw/s400/hammerzeit.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5300033201361064162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-3046615400503347277?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/3046615400503347277/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=3046615400503347277' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3046615400503347277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/3046615400503347277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/musiaam.html' title='Musiałam.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jUQP-wZ7eZo/SY2AHajnEOI/AAAAAAAAIrk/CYKqRW8IcZw/s72-c/hammerzeit.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6892521683458169415</id><published>2009-02-05T16:31:00.002+01:00</published><updated>2009-02-05T16:51:24.310+01:00</updated><title type='text'>Je je je</title><content type='html'>Pomimo rozlicznych obaw o stan podłogi, księdza chodzącego po kolędzie i braku kasy...Udało się;) Urodziny po prostu cudowne! Świetna zabawa, a zniszczeń praktycznie brak (pomijając zniszczoną wątrobę moją i gości). Teraz część mniej przyjemna- sprzątam, myję odklejam od podłogi, wynoszę śmieci itd itd Ale warto było. Więcej takich eventów poproszę.&lt;br /&gt;A teraz czas na kącik!&lt;br /&gt;Wielkie buziaki i przytule mają:&lt;br /&gt;Krzysio-za świętą cierpliwość to mojego przyczepiania do uszu dziwnych rzeczy, za wynoszenie , wnoszenie, podłączanie, okrywanie, podawanie...&lt;br /&gt;Dorotka- za krojenie, mieszanie, podjadanie i piękny kolor paznokci i za to, że jest Odźwiernym Roku (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie znam Cię, ale Cię wpuszczę.)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Olga- za to w koń&lt;span style="font-style: italic;"&gt;cu&lt;/span&gt; wiem kim jest ta legendarna Olga W. ;D Jak również za pomoc i wprawne udawanie pani Kmicic przy wykonywaniu koreczków serowych.&lt;br /&gt;Katarzyna - za dzikie baunse i za nieprzyzwoite rozpijanie nas, a także za Bogumiła/Bogusława czyli mojego drewnianego przyjaciela.&lt;br /&gt;Dżulija - zawsze się dobrze z Tobą szaleje na parkiecie oraz za czekoladowe wspaniałości...&lt;br /&gt;Agnieszka - za rozmówki babskie na przystanku (mam nadzieję, że dotarłaś bezpiecznie;)&lt;br /&gt;Kask- bo upiekła najpyszniejsze ciasteczka jakie jadłam!&lt;br /&gt;Kasia i Świstak- za dzielne boje z drogami jednokierunkowymi i za pyszne ciasto i za pachnące cuda.&lt;br /&gt;Karola- za picie doskonały sposób na picie wina&lt;br /&gt;Alex- za przybycie pomimo sesji.&lt;br /&gt;(i za biografię Audrey Wam dziękuje...jest piękna!)&lt;br /&gt;Darii-z a wspólny, bolesny poranek. I popołudnie. Ech...Zgubne skótki picia wódki!&lt;br /&gt;I jeszcze całemu mnustfu ludzi, którzy przyszli i się świetnie bawili.&lt;br /&gt;DZIĘKUJĘ!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6892521683458169415?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6892521683458169415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6892521683458169415' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6892521683458169415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6892521683458169415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/02/je-je-je.html' title='Je je je'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8139312977666496422</id><published>2009-01-30T21:14:00.003+01:00</published><updated>2009-01-30T21:44:06.448+01:00</updated><title type='text'>I tak dziwnie</title><content type='html'>Chęć do nauki zupełnie mi przeszła. Wszystko mi pachnie zakuwaniem historii za czackich czasów BB. Ble.&lt;br /&gt;I rozmyślam wciąż i całą jestem oczekiwaniem.&lt;br /&gt;I dziwnie mi. Nierozsądnie. Czaso-trwoniąco.&lt;br /&gt;Trudno. Jak zwykle trzeba się wziąć w graść...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8139312977666496422?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8139312977666496422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8139312977666496422' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8139312977666496422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8139312977666496422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/i-tak-dziwnie.html' title='I tak dziwnie'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-8633775732352992983</id><published>2009-01-29T02:02:00.002+01:00</published><updated>2009-01-29T02:07:13.468+01:00</updated><title type='text'>o, jakie lśnienie!</title><content type='html'>Kobieta- głosi matematyczny kwasik- jak X , zmienną jest. A święta prawda. Oglądam sobie Holiday, albowiem potrzebne mi było coś co nieco śmieszy i ma dobre zakończenie. I bez Meg Ryan, poproszę. Z jakimś ciachem. Tylko nie Tom Hanks. On nie jest ciachem. Za to Jude Law (nie dorastający Nortonowi do pięt w chłopięcym wdzięku, ale jednak, ten akcent, oho!) należy do wyższej półki wyrobów cukierniczych. Takie ciastko francuskie z wiśnią. Nie to samo co świeżo wypieczony pączek z marmoladą wiśniową, albo kajmakowe z orzechami, tudzież szarlotka z lodami waniliowymi...ale dobre i to*. Wszystko miało być w nagrodę. A więc tak - wino, hrebata, ciastko francuskie vel Mr Law (Nomen-omen, Krzysiu;)&lt;br /&gt;I słodzą sobie kokosząc się w pościeli, albo odnoszą sukcesy stąpając po czerwonym dywanie...&lt;br /&gt;A mnie piorun w szczypiorek. Stwierdzam z cała stanowczością Eklezjasty- Marność nad marnościami! Albowiem ja, niżej popisana Marta Maria Helena Szczęsny jestem milijiard razy szczęśliwsza. Bo ja, jestem na prawdę. I moje życie, to nie komedia romantyczna, tylko najprawdziwsze zdarzenia, które miały miejsce w zadupnym, zimnym kraiku w okolicy Rosji, Niemiec...Bóg raczy wiedzieć gdzie dokładnie. I oto jestem i sama piszę scenariusz na największy hit ekranu wszech czasów. (O ile świat istnieje. Powinnam się nad tym zastanowić w drugiej kolejności. Bo jeśli istnieje tylko Martix? ...Oh, Whatever.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Banał, banał, banał- Pieczętuje mnie Wyimaginowane Widmo Prof. Żabińskiej. Aż czuję te groźbliwe perfumy w mym przytulnym pokoiku. Nie ważne. Stan emocjonalny był niezaprzeczalny. Nerwy ze mnie zeszły, mogę cieszyć się swą egzystencją do czasu następnego popadnięcia w ponury neokonfucjonizm. No. I właściwie to chciałam rzec- radość i zadowolenie najedzonego futrzaka w wymoszczonej liśśmi norce spłynęło na mnie i niech tak trzyma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uśmiecham się szelmowsko. Norka? O nie!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Bad girls, talking 'bout the bad girls.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Słucham jakiś jamajskich klimatów dyskotekowych marząc o jakimś szalonym tańcu w mym salonie. Już wkrótce. Rozkręcanie zabawy. Jak ja tego potrzebuje!&lt;br /&gt;Bujam się, wywijam porzuconym jakieś dwa tygodnie temu w kącie pokoju stanikiem. I jestem king of dance hall. Owijam się wokół szafy i puszczam oko do sufitu. Co z tego, że jestem bladą europejka w piżamie? Tańczę. Jest dobrze. Znowu. Euforia. Euphorbia myrsinites.Ozdobne żółte przykwiatki, kobiercowy pokrój, dobra na skalniak. Ops. Sorry. Mózg mi uchem wypływa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc. Radosne dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*)Panie K., gdybyś miał jakieś wątpliwości- Tyś i tak najlepsze ciastko. Tyś tort z ciemnego biszkoptu z kremem cytrynowym udekorowany kokosem i połówkami cytryn. Tyś jest!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-8633775732352992983?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/8633775732352992983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=8633775732352992983' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8633775732352992983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/8633775732352992983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/o-jakie-lsnienie.html' title='o, jakie lśnienie!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-4832212002095526748</id><published>2009-01-28T18:39:00.002+01:00</published><updated>2009-01-28T18:48:25.503+01:00</updated><title type='text'>Wielkie Uf!</title><content type='html'>Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, że już po tym, co najstraszniejsze. Nie ważne czy zdałam, czy nie, ale wiem, że mam na to duże szanse. Uskrzydla mnie myśl, że teraz już tylko przyjemnostki. Do nich zaliczają się:&lt;br /&gt;-malijska muzyka: bardzo szczęściodajna, energetyczna- aż mi się chce podskakiwać w autobusie&lt;br /&gt;-pyszne rzeczy, takie na przykład jak sałatka z krewetek i awokado (Krzyś;)&lt;br /&gt;-fajne filmy&lt;br /&gt;-buty na obcasach, które kupię sobie, jeśli zdam egzamin z zielska.&lt;br /&gt;-rodzice nad morzem = wolna chata;D&lt;br /&gt;-4 lutego- impreza urodzinowo-posesyjna (z okazji urodzin, po sesji, na mojej posesji)&lt;br /&gt;Zapraszam;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-4832212002095526748?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/4832212002095526748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=4832212002095526748' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4832212002095526748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4832212002095526748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/wielkie-uf.html' title='Wielkie Uf!'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-4433822671426269226</id><published>2009-01-24T12:00:00.003+01:00</published><updated>2009-01-24T12:09:19.209+01:00</updated><title type='text'>Drogi pamiętniczku</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;July 15th, what a night...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doprawdy. Ja chromolę wszystkie egzaminy. Całą naukę. Mam gdzieś zimną Warszawę i paskudne Miasto Piaseczno. Olewam katar, gorączkę, chrypkę...&lt;br /&gt;Life's a beach. Cynamon, pomidory, wino mołdawskie, świeczki, i ta Twoja koszulka. Szczęście bezkarne. Kołdra. Granatowe  prześcieradło. Spadające komicznie pończochy, wisiorek zaczepiony o guzik poduszki. Instrukcja obsługi. Twój cień i zimne stopy. Sen z gorączką, ale słodki...Wspólne śniadanie. Ciepły samochód. Tylko to się liczy.&lt;br /&gt;Beztroska:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ryalMzJhmO8&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ryalMzJhmO8&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bujam w obłokach i wcale mnie tu nie ma.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-4433822671426269226?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/4433822671426269226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=4433822671426269226' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4433822671426269226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/4433822671426269226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/drogi-pamitniczku.html' title='Drogi pamiętniczku'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-6951682552958504691</id><published>2009-01-21T22:15:00.003+01:00</published><updated>2009-01-21T22:25:21.642+01:00</updated><title type='text'>Składowe</title><content type='html'>Części składowe dnia dzisiejszego, 21 stycznia 2009r.&lt;br /&gt;-Poranek w wersji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mute&lt;/span&gt; - gardło wysiadło. Nos też. Termostat podkręcony.&lt;br /&gt;-Parasolka wzięta &lt;span style="font-style: italic;"&gt;namarne&lt;/span&gt;. Deszczu brak.&lt;br /&gt;-Ludzie gadający o pszenicy durum. Oes, gdzież mnie zawiało! Ja, Rzężąca Alternatywa, wśród rolników-in-spe.&lt;br /&gt;-Perfidia i hańba na zaliczeniu z budownictwa u Dziadka Bogumiła- tak to jeszczem nie ściągała.&lt;br /&gt;-Ratownicza aspiryna od Uśmiechniętej M. (dzięki!!!) popita sokiem grejfgrutowym, który smakuje jak marzenie o lecie.&lt;br /&gt;-Dziadek Bogumił again, który przy wpisach okazał się być Bogusławem...&lt;br /&gt;-Kable i telewizory w sklepie, który krzyczy o promocjach z gigantycznych głośników. Chcę Drukarkę , bardzo chcę!&lt;br /&gt;-Koszulka z dbeściarskim tekstem w najlepszym szmateksie świata- 3,50 czerwono-białej rozkoszy.&lt;br /&gt;-Klej, taśma, ołówki i noc.&lt;br /&gt;-A ponad wszystko: Chusteczki, ChusteczkiChusteczkiChusteczkiChusteczkiChusteczki....AAAA psik.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-6951682552958504691?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/6951682552958504691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=6951682552958504691' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6951682552958504691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/6951682552958504691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/skadowe.html' title='Składowe'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-7222321890713584420</id><published>2009-01-13T21:42:00.003+01:00</published><updated>2009-01-13T21:47:39.390+01:00</updated><title type='text'>Brand New, You're retro.</title><content type='html'>Sny narkotyczne od srebrnego spray'u. Szybuję nad ulicą na czarnej teczce. Rechot dziki. Stary satyr pląsa na ośnieżonej łące wśród rozpustnych studentek przyodzianych w taśmę klejącą i kalkę techniczną. A ja śpiewam :&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bullet to the head.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bullet to the head, do you think I's joking?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;What the fuck are you doin'?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I lecę dalej.&lt;br /&gt;Sesja-depresja.&lt;br /&gt;Marta-z-myśli-wytarta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-7222321890713584420?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/7222321890713584420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=7222321890713584420' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7222321890713584420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/7222321890713584420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/brand-new-youre-retro.html' title='Brand New, You&apos;re retro.'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7980628366407594814.post-1867099298620069662</id><published>2009-01-07T23:53:00.001+01:00</published><updated>2009-01-07T23:55:47.174+01:00</updated><title type='text'>Oczy Edwarda</title><content type='html'>I znów wyglądam jak cały fight club razem wzięty i Edward Nożycoręki na dokładkę.&lt;br /&gt;Ale umiem zaprojektować drogę i dwa place.&lt;br /&gt;Ha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7980628366407594814-1867099298620069662?l=fotoparalela.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fotoparalela.blogspot.com/feeds/1867099298620069662/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7980628366407594814&amp;postID=1867099298620069662' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1867099298620069662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7980628366407594814/posts/default/1867099298620069662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fotoparalela.blogspot.com/2009/01/oczy-edwarda.html' title='Oczy Edwarda'/><author><name>Pasqui</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00863041671444432495</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry></feed>
